Jednemu słupki, drugiemu torcik

Mirosław Konkel
10-08-2011, 08:59

Systemy Business Intelligence godzą wizjonerstwo prezesa z pragmatyzmem księgowego i marzycielstwem handlowca.

BI godzi różne sposoby postrzegania rzeczywistości.
Zobacz więcej

BI godzi różne sposoby postrzegania rzeczywistości.

Dla jednych wyrocznią są tabele Excela. Inni kierują się wyczuciem. Jeszcze inni próbują znaleźć złoty środek między metodą racjonalną a tą opartą na intuicji. Problem zaczyna się wtedy, gdy menedżerowie i specjaliści o tak różnych podejściach muszą usiąść przy jednym stole, by wspólnie podjąć ważną decyzję. Raczej nie obejdzie się wówczas bez nieporozumień. A ich źródłem może być np. sposób prezentacji danych wyjściowych.
- Sprzedawcy, projektanci, marketingowcy, jeśli przełkną jakieś informacje, to w śladowej ilości i w atrakcyjnej szacie graficznej. Za to kontrolerzy, księgowi, prawnicy uwielbiają szczegółowe analizy, zestawienia, zwłaszcza tabelaryczne, uporządkowane, a nie w formie obrazków – opisuje Ryszard Sadowski, szef spółki Solemis Group, która sprzedaje oprogramowanie Business Intelligence (BI).
Komunikację utrudnia także różne rozumienie pojęć.
- Jeśli określenia: nowy klient, transakcja, promocja czy produkt, co innego oznaczają dla prezesa, a co innego dla inżyniera lub handlowca, osiągnięcie porozumienia może zająć wiele czasu – ostrzega Michał Gancarz, dyrektor business unit BI w spółce Comarch.
Obaj eksperci wierzą jednak, że pomimo różnic, wynikających m.in. z funkcji, stylu zarządzania czy osobowości, harmonijna współpraca jest możliwa. Dzięki zastosowaniu systemów BI.

Efekt synergii
Ryszard Sadowski dzieli menedżerów na trzy grupy: pragmatyków, marzycieli i wizjonerów. Pragmatycy – tłumaczy – są mocni w analitycznym myśleniu. Lubią procedury, sprawdzone rozwiązania i dyscyplinę. Wszelkie odstępstwa od planów wytrącają ich z równowagi. Na przeciwnym krańcu sytuują się marzyciele, którzy działają chaotycznie, są niesystematyczni, zapominają o terminach. I wolą polegać na intuicji niż na raportach. No ale w zmiennej rzeczywistości rynkowej czują się jak ryba w wodzie. Kolejna kategoria to wizjonerzy – charyzmatyczni przywódcy, elastyczni i zorganizowani zarazem. Planują, nie przywiązując wagi do szczegółów. W równym stopniu opierają się na ludziach, co na wskaźnikach ekonomicznych.
Jak zaznacza prezes Sadowski, jeśli uzbroi się pracownika w narzędzia informatyczne odpowiednie dla jego osobowości, lepiej wykorzysta on swe silne strony, a jednocześnie zniweluje słabości.
- Dla pragmatyka idealne są narzędzia do tabelarycznego planowania i raportowania. Dla marzyciela – te z wykresami i agentami powiadamiania. Dla wizjonera – rozwiązania klasy CPM, czyli Corporate Performance Management, do zarządzania wydajnością i efektywnością przedsiębiorstwa – wymienia menedżer.
Ludzie o różnych charakterach i temperamentach mogą być – według niego – efektywni nie tylko w pojedynkę, ale też w zespole. Jednak pod warunkiem, że styl komunikacji dostosują do wrażliwości i języka swego interlokutora. Problem zaczyna się wtedy, kiedy pragmatyk bombarduje marzyciela arkuszami kalkulacyjnymi i raportami z dużą ilością cyfr. Albo gdy marzyciel próbuje przekonać pragmatyka za pomocą niedokładnego wykresu. Tymczasem do pierwszego przemawiają zdjęcia, rysunki i poglądowe schematy. A drugi potrzebuje precyzyjnych liczb, do dwóch miejsc po przecinku co najmniej jak w przypadku liczenia pieniędzy.

Liczy się forma
Różne postrzeganie świata najbardziej przeszkadza na etapie budowy strategii, planowania, budżetowania, a potem oceny realizacji. Ściera się wówczas wizjonerstwo prezesa z pragmatyzmem dyrektora finansowego i marzycielstwem szefa handlu i marketingu. W rezultacie proces podejmowania decyzji ciągnie się w nieskończoność. Jak temu zapobiec?
– Rozwiązanie może być bardzo proste. Wystarczy, by dane wyjściowe, z których korzystają skłócone strony, mogły być przedstawiane w sposób zrozumiały dla każdego.  Tu zaczyna się rola BI – mówi prezes Sadowski.
Proponuje, byśmy wyobrazili sobie prezentację, z której wynika, że sprzedaż sprzętu IT dała firmie 60 proc. przychodów, oprogramowania – 35 proc., a szkoleń i usług – pozostałe 5 proc.
- Marzycielowi wystarczy wykres w postaci torcika pokazujący, że większość to sprzedaż sprzętu. Pragmatyk chciałby wiedzieć, co to znaczy 60 proc., czyli ile to dokładnie złotych. Wystarczy kliknięcie, by pojawiła się tabela z kwotami co do grosza. I kolejne – a pozycja sprzęt rozwija się w listę: komputery, monitory, drukarki… Natomiast wizjonerowi przydałby się wykres słupkowy pokazujący jeszcze trendy – wzrost, stabilizacja czy spadek – mówi menedżer.
A gdy źródłem niezgody jest różne rozumienie terminów biznesowych?
- Wtedy – np. na podstawie e-sondaży przeprowadzonych w poszczególnych departamentach – trzeba stworzyć jednorodne definicje, obowiązujące wszystkich pracowników firmy. A następnie umieścić je w tzw. hurtowni danych. Podczas dyskusji wystarczy czasem zajrzeć do tej bazy, by odkryć, że wiele nieporozumień bierze się stąd, że pracownicy – zależnie np. od wykształcenia, funkcji czy przynależności działowej – pewnym kluczowym słowom nadają zupełnie inne znaczenia – wyjaśnia Michał Gancarz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Jednemu słupki, drugiemu torcik