Jedność albo upadek

Paweł Janas
opublikowano: 21-08-2006, 00:00

Powołanie trzech sieci stacji przy wsparciu inwestora ma być remedium na zaborczość koncernów. Tylko czy kolejna już próba się powiedzie?

Czasy dla niezależnych stacji paliw są coraz trudniejsze. Rośnie konkurencja ze strony krajowych i zachodnich koncernów. Marże drastycznie spadają. Udziały w rynku są coraz mniejsze. Maleje także liczebność tych stacji. Niebawem może być jeszcze mniejsza, jeśli przed końcem 2007 r. nie nastąpi, wymagana przepisami unijnymi, modernizacja obiektów. Polska Izba Paliw Płynnych (PIPP) twierdzi jednak, że jest na to lekarstwo.

— Branża musi się skonsolidować. Prace już zaczynamy, a za rok powinny pojawić się pierwsze wymierne efekty — zapowiada Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.

Trzy sieci

Według niej, nie ma sensu tworzyć od zera tylko jednej marki.

— Głównie ze względu na koszty transportu paliw. Nie opłaca się ich wozić np. ze Szczecina do Rzeszowa. Sądzę więc, że najlepsze byłoby stworzenie trzech sieci stacji działających w różnych częściach Polski. Zaczątki dwóch już są. Od trzech lat funkcjonuje z powodzeniem spółka Delfin powołana przez Marka Pietrzaka. Skupiła 29 stacji, w przygotowaniu jest około 100 kolejnych umów. Działa także sieć Huzar tworzona przez Ireneusza Jabłonowskiego wokół firmy Pol-Petro. Obecnie liczy trzy stacje, 11 umów czeka w kolejce — podkreśla prezes Pupacz.

Plany zakładają, że proces konsolidacji obejmie około 1,5 tysiąca obiektów.

— Docelowo ich udział w krajowym rynku powinien być nie mniejszy niż 10-15 proc. — mówi Halina Pupacz.

Inwestor poszukiwany

Przyspieszenie budowy działających już sieci trzeciej marki oraz niezbędna modernizacja stacji nie będą jednak możliwe bez wsparcia z zewnątrz.

— Musimy pozyskać partnera finansowego. Rolę taką mogłaby pełnić silna hurtownia paliw, która byłaby w stanie skupić wokół siebie grupę stacji. Na początek zbudowalibyśmy grupę zakupową, która mogłaby taniej kupować paliwa w rafineriach. Kolejnym etapem byłoby pozyskanie inwestora finansowego, na przykład funduszu inwestycyjnego — podkreśla Halina Pupacz.

Nowy partner mógłby wraz z PIPP utworzyć spółkę, która stałaby się głównym koordynatorem powstających sieci.

Łyżka dziegciu

Trzeba jednak pamiętać, że nie są to pierwsze deklaracje o konsolidacji branży. W lipcu 2003 r. Aurelia Kuran-Puszkarska, poprzednia prezes PIPP, wskazywała na taką potrzebę. Przewidywała, że jeśli proces nie nastąpi szybko (najlepiej w ciągu dwóch lat) właściciele małych stacji zostaną zepchnięci na margines rynku. Konsolidacja się nie udała. Fiaskiem zakończył się także projekt rozważany jesienią 2003 r. Wtedy szef działającego już wtedy Delfina, wraz z przedstawicielami grupy stacji patronackich PKN Orlen i Grupy Lotos planowali powołanie federacji niezależnych stacji.

Dlaczego próby te zakończyły się niepowodzeniem? Nowa szefowa PIPP przyznaje, że głównym powodem były odmienne interesy właścicieli stacji paliw.

— Nie czuli także na plecach oddechu dużych koncernów, teraz jednak już nie mają wyjścia — zaznacza Halina Pupacz.

Okiem Giganta

Trudne, ale racjonalne

Konsolidacja sieci niezależnych stacji to bardzo trudne zadanie, głównie ze względu na skalę rozdrobnienia branży, różne formy właścicielskie oraz odmienny charakter poszczególnych stacji. Z drugiej strony myślenie o konsolidacji i jej próby są bardzo racjonalne. Ułatwiłaby zapewnienie jakości paliw i umożliwiła poprawienie standardu usług dodatkowych. Łatwiej można byłoby wtedy prowadzić niezbędne inwestycje. Dzięki konsolidacji niezależni właściciele stacji mogliby prowadzić jednolitą politykę marketingową i lojalnościową oraz poprawić rozpoznawalność stacji dzięki stworzeniu wspólnej marki.

Igor Chalupec, prezes PKN Orlen

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy