Jednostka niczym, spółka może się opłacać

Albert Stawiszyński
26-01-2006, 00:00

Jednym ze sposobów restrukturyzacji firmy jest namówienie niektórych pracowników, by założyli tzw. spółkę pracowniczą i podpisanie z nią kontraktu.

Czym jest spółka pracownicza? Odpowiedź można zobrazować tak: pięciu pracowników odchodzi z firmy, w której zajmowali się myciem okien na wysokości. Firma ma bowiem wysoki biurowiec. Po odejściu z firmy pracownicy zakładają własną spółkę, która podpisuje z ich dotychczasowym pracodawcą kontrakt na mycie okien. Efekt: byli pracownicy mają co robić, a nawet ich spółka może zebrać z rynku dodatkowe kontrakty. Zyski mogą przeznaczać na dalszy rozwój. Ich były szef jest zadowolony, bo na takiej zmianie organizacji zaoszczędził, gdyż mniej płaci, zlecając mycie okien, niż zatrudniając do tego swoich pracowników.

Z życia wzięte

To tylko przykład, ale formuła, że pracownik w firmie jest równocześnie jej współwłaścicielem czy współudziałowcem sprawdza się w praktyce. Przekonała się o tym Odlewnia Żeliwa Wulkan (jedna z naszych Gazel Biznesu), którą w 1994 r. przejęli pracownicy. Dzisiejszą prosperity zawdzięcza właśnie temu przekształceniu.

— Na zakup odlewni złożyło się 346 osób. Na akcjonariusza przypadało do zapłaty 265 dolarów, co wówczas było równe dwóm średnim miesięcznym pensjom. Długo by opisywać, w jaki sposób zdobywaliśmy pieniądze na dokapitalizowanie, na spełnienie wymagań Ministerstwa Przekształceń Własnościowych — mówił na łamach „PB” Janusz Zatoń, prezes Wulkanu.

Mniej lub bardziej udane przygody ze spółką pracowniczą miały także np. kopalnie węgla, Polam Warszawa czy Solbus. Był także pomysł prywatyzacji PKP Intercity poprzez przekształcenie ich w spółkę pracowniczą, ale po zmianie rządu sprawa ucichła. Spółkami pracowniczymi są również firmy, których pakiety akcji mają ich pracownicy.

Jaka forma spółki

Spółki pracownicze mogą przyjmować różne formy prawne. Kodeks spółek handlowych nie reguluje bowiem tej formy prowadzenia biznesu. Nad jaką formą warto się zastanowić? W pierwszej kolejności można wskazać spółki kapitałowe.

— Dla spółki z ograniczoną odpowiedzialnością minimalny kapitał zakładowy wynosi 50 tysięcy zł. To stosunkowo niska kwota, jeśli kilku czy kilkunastu pracowników się na nią zrzuci. Wkłady mogą zresztą mieć charakter pieniężny lub niepieniężny, a więc któryś z udziałowców może wnieść na przykład własny samochód — wyjaśnia Aleksander Werner, prawnik z kancelarii Kalwas i Wspólnicy.

Problem powstaje, gdy udziałowiec w spółce z o.o. nie chce już w niej pracować, ale swojej części udziału nie zamierza odsprzedać kolegom. Wtedy można wykorzystać tzw. przymusowe umorzenie udziału. Musi na to jednak pozwalać umowa spółki.

Stosunkowo wysoki kapitał zakładowy, bo co najmniej 500 tys. zł, jest wymagany w spółce akcyjnej. Oznacza to, że nie wszyscy mogą sobie na tę formę pozwolić.

W przypadku spółek z o.o. i akcyjnych ich pracownikom, będącym jednocześnie udziałowcami czy akcjonariuszami, w zasadzie przysługuje podwójne wynagrodzenie: za pracę oraz z zysków.

Trudniej o to w spółce osobowej. Za to jej zaletą, podobnie jak spółki cywilnej, jest brak wymagań co do posiadania kapitału zakładowego.

— Pojawiają się jednak problemy związane z umową o pracę ze wspólnikiem w takiej spółce. Powinna to szczegółowo regulować umowa spółki, w tym określać zasady wynagradzania wspólników pracujących na rzecz spółki — zwraca uwagę Aleksander Werner.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Albert Stawiszyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Jednostka niczym, spółka może się opłacać