Jedwabne myśli, swoiste detale

Agnieszka Janas
opublikowano: 29-06-2007, 00:00

Teresa Rosati ubierze na uroczystość rodzinną, galę w świecie artystycznym czy dyplomacji. To jej nisza na rynku — przepis na sukces. Swój i cudzy.

Pierwszy był niemowlęcy kaftanik. Trudne zadanie dla dwunastolatki — przygotować patron z papieru, wykroić części odzieży z tkaniny, zszyć. Ale ta praca na zajęciach praktycznych pokazała małej Teresce, jaką przyjemność daje szycie i projektowanie odzieży.

— Użyteczna umiejętność, bo w sklepach wszystkiego brakowało. I szansa, by modnie się ubrać — na przekór szarej, socjalistycznej rzeczywistości — Teresa Rosati uśmiecha się, przywołując wspomnienia pierwszych projektów szytych w pośpiechu na szkolne imprezy i prywatki.

Jakieś marzenie? Nie.

— Wtedy nie myślałam o karierze projektanta mody. Uważałam, że to niepoważne zajęcie — dodaje projektantka.

Dziś w salonie firmowym Teresy Rosati kolorowe jedwabie na wieszakach przyciągają i wzrok, i ręce. Właścicielka jest zadowolona i spełniona zawodowo. A przecież wiele lat temu wybrała inną drogę.

Dziewczyna marząca o barwnych tkaninach i sklepach pełnych fatałaszków, zdała na handel zagraniczny do Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie (dziś: Szkoła Główna Handlowa). Z rozsądku.

Szyk studentki

Pilnie uczyła się ekonomii, języków obcych, prawa międzynarodowego. I szyła sobie coraz lepsze ubrania, coraz bardziej w stylu Rosati.

— Niedawno usłyszałam od kolegów, że moje stroje — bardziej charakterystyczne, inne niż wszystkie — pozostały we wspomnieniach studenckich czasów. Szkoda, że wtedy nikt mi tego nie mówił. To jeden z najmilszych komplementów, jakie usłyszałam — podkreśla projektantka.

Po studiach nie znalazła satysfakcjonującej pracy w zawodzie. Na przeszkodzie stanęło podwójne, polsko-amerykańskie obywatelstwo matki. Została żoną „przy mężu” i zajęła się wychowaniem syna. Potem urodziła się córka Weronika.

— Cały ten czas pozostawałam wierna swej pasji: projektowaniu. Hobby stawało się coraz ważniejsze — opowiada Teresa Rosati.

To mąż, Dariusz Rosati, zmobilizował ją do przygotowania pierwszej kolekcji i zaprezentowania jej szerszemu gronu. Odważyła się w 1998 r. Kolekcję strojów dziennych i wieczorowych, uszytą z jedwabiu z Milanówka i z wełen z Tomaszowa Mazowieckiego, pokazała w Galerii Zachęta. Prace debiutantki dobrze przyjęli goście i media. To zaważyło na decyzji o profesjonalnym zajęciu się modą.

Polka we Włoszech

Stworzyła markę rozpoznawalną w polskim świecie mody. Coraz częściej pojawia się na prestiżowych pokazach zagranicznych. Ot, chociażby w Mediolanie. Z radością opowiada, jak w 2005 r. zaproszono ją do tej stolicy mody. W sali Bracco Palazzo Serbelloni Związek Rzemiosła Prowincji Mediolanu co roku prezentuje kolekcje kilkunastu uznanych włoskich domów mody. Wśród gwiazd alta moda znalazła się także Polka. Pokaz tak się spodobał, że zaproszono ją również rok później. A zdjęcia kolekcji Rosati z 2005 r. reklamowały całą imprezę.

Jest kobietą interesu. W Warszawie prowadzi salon w Galerii Mokotów, realizuje projekty na indywidualne zamówienia w swoim atelier. Ubrania w jednym lub najwyżej w kilku egzemplarzach, z najwyższej jakości tkanin: włoskich, hiszpańskich, angielskich i francuskich. Często markowych, takich jak Versace czy Armani.

Co roku przygotowuje po jednej kolekcji z dwóch linii: klasycznej i młodzieżowej.

— Najwięcej radości daje mi projektowanie. Sama wyszukuję tkaniny i dodatki w sklepach na całym świecie. Najtrudniejsza część pracy to prowadzenie firmy. Myślenie o czynszu, pensjach, kosztach produkcji, liczenie i pilnowanie, by wyjść na swoje. Bardzo trudne. W Polsce wciąż nie ma dużego rynku zbytu na ubrania kosztujące od 1,2 do 7 tys. zł — tłumaczy projektantka.

Słodkie życie

Recepta na sukces? Biznesowe podejście do artystycznego zawodu.

— Znalazłam niszę na rynku — ubrania „na okazje”. Nie tylko bale w ambasadzie czy premiery, ale także śluby, chrzciny, ważne święta domowe. Gdy chce się odpowiednim strojem podkreślić wagę chwili — wyjaśnia Teresa Rosati.

Przykład — ostatni pokaz galowej odzieży pod wiele mówiącym tytułem „La dolce vita”. Ubrania nawiązujące do mody lat 60. i 70., a i tytuł nieprzypadkowy — projektantka czerpała inspirację z filmu Federico Felliniego. Stąd radosna i wyzwolona kobiecość eksponowana w strojach.

Modelki zaprezentowały kreacje koktajlowe i wieczorowe z szantungu, szyfonu, krepy. Pokazały też stroje młodzieżowe „for Weronika”, wyraz miłości Teresy Rosati do córki — projektowane z myślą o niej i jej rówieśniczkach. Dziewczyny również potrzebują przecież uroczystych strojów, ale nie chcą wyglądać jak ich mamy. Stąd popularność tej linii.

Jedwabny szlak

Styl Teresy Rosati to kilka charakterystycznych detali kroju — i zdobienia, pojawiające się w każdej kolekcji: plisowania, baskinki przy żakietach, wydłużone dolne klapy marynarek.

— Lubię akcenty orientalne, np. kimonowe rękawy i stójki; męskie akcenty w modzie damskiej, choćby smokingowe żakiety w stylu Marleny Dietrich, fraki — projektantka zdejmuje z wieszaków rozmaite ubrania, pokazując co ciekawsze szczegóły.

Wyróżnia ją coś jeszcze — miłość do jedwabiu. Najnowsza kolekcja to brawurowa prezentacja możliwości tej tkaniny i jej rodzajów: krepy, szantungu, szyfonu, koronek… Nawet cekinowe czy koralikowe materiały mają jedwabne spody. Kobiety to lubią — w strojach Teresy Rosati zadaje szyku prezydentowa Jolanta Kwaśniewska czy znane twarze świata dyplomacji, mediów, sztuki, biznesu.

A i to nie wszystko — Rosati projektuje także suknie ślubne na zamówienie. Z 10 rocznie. I tak cykl się zamyka. Pierwszy był bowiem niemowlęcy kaftanik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu