Jennifer Lopez na nartach

Marcin Bołtryk
24-04-2009, 00:00

Jeden crossover. Dziesięciu pasażerów — w tym sześciu naukowców — narty, toboły i sowa. A na dokładkę — Cejrowski z Kamińskim. To dopiero test auta!

acznijmy od podróżowania. Powiedzmy — wypadu na narty, w którym nie chodzi o smakowanie każdego przebytego kilometra, zwiedzanie placów, kościołów i muzeów, ale o szybkie i sprawne pokonanie odległości. A co, gdy pasażerowie tylnej kanapy bez przerwy domagają się zwiedzania i jechania nie tędy, którędy się akurat jedzie? Trzeba kupić sowę.

Cejrowska żona

Marek Kamiński idzie na biegun po to, żeby tam dojść. Nie interesuje go zwiedzanie śniegu. Co innego Wojciech Cejrowski, który uwielbia zbaczać ze szlaków, zaglądać do murzyńskich chatek i w talerze tubylców.

Ja jestem jak Kamiński, moja żona — jak Cejrowski. I weź tu się nie kłóć! Niełatwo znaleźć kompromis. A w perspektywie urlop, Alpy, słońce, narty i… godziny obcowania z pięknym autem — Volvo XC 60.

Oj, rozpuściłem się w tej pracy. Byle czym nie pojadę. Ten za duży, ten za ciemny, tamten bez skóry i nawigacji. A naprawdę? Tym nie można wyjechać za granicę, tamten nie daje aut do testowania w pasującum mi terminie, a jeszcze inny nie chce słyszeć o "nabiciu" 3,5 tys. km. Volvo chciało słyszeć. Jadę więc volvo — nowym XC 60.

Nie jest źle, bo jakkolwiek by nie patrzeć i liczyć, Volvo XC 60 doskonale nadaje się na wypad w Alpy. Dlaczego? Po pierwsze, jest wystarczająco duże, by pomieścić moją "cejrowską" żonę, nie mniej "cejrowską" przyjaciółkę mojego przyjaciela, jego samego i mnie. Oraz narty, walizki, torby i torebki. Wszystkich i wszystko da się z gracją upchnąć w piękną karoserię autorstwa Steve'a Mattina, naczelnego de-signera Volvo. Oczywiście, część bagażu ląduje na dachu — spokojnie, obie panie jadą w środku.

Po drugie, XC 60 łączy sportowy i elegancki charakter. Doskonale! Narty to sport, włoskie promenady — elegancja. Poza tym, to młody model, więc zapewnia wystarczającą dawkę lansu. Jedziemy.

XC 60 zalicza się do modnej ostatnio klasy crossover, czyli aut nadających się zarówno do jazdy w terenie (konkretnie chodzi o krawężniki), jak i do poruszania się po mieście i na autostradzie. Twórcy Volvo XC 60 mówią o nim, że to najbezpieczniejszy samochód w historii firmy. Jedziemy.

Twarz techniki

Co trzeba zrobić, aby móc mówić o swoim aucie: najbezpieczniejsze? Są dwie metody. Pierwsza — posadzić za kierownicą najbezpieczniejszego kierowcę świata. Druga — poprosić o pomoc kilku naukowców. Ot, tajemnica. Proste? Niekoniecznie. W nowym volvo jest aż sześć różnych układów. Aby wyjaśnić, jak działają i po co są, Volvo uciekło się do sprytnego zabiegu. Podczas rynkowej premiery XC 60 każdy układ zyskał "ludzką twarz". W ten sposób powstała grupa fikcyjnych naukowców "projektautów", których osobowości odpowiadały cechom danego systemu. I tak, Ake Necke uosabia układ BLIS, wykorzystujący kamery w lusterkach bocznych i monitorujący, czy w martwym polu nie znajduje się inny pojazd. Sven Sen to układ kontroli DAC, który wykrywa, kiedy kierowca zaczyna tracić kontrolę nad autem. Wysyła głośne ostrzeżenie, a na desce rozdzielczej pojawia się komunikat sugerujący przerwę. Elof Miästoe jest twarzą City Safety — układu, dzięki któremu można uniknąć lub ograniczyć skutki kolizji przy niskich prędkościach. Janne Linen to system ostrzegania o przekroczeniu pasów jezdni LDW, a Olle Tömpo symbolizuje ACC — system pozwalający zachować bezpieczny odstęp czasowy od innego pojazdu. Nils Tandem jest natomiast układem ostrzegawczym o kolizji z automatycznym hamowaniem. Wielu panów, jeden cel — bezpieczeństwo. Wada? No jest, jedna. Nasza czwórka i ich szóstka. Ciasno będzie.

Mieszadło J. Lo

XC 60 jest pierwszym modelem Volvo w segmencie małych SUV-ów. Doświadczenie w tej klasie zatem niewielkie. A rywalizacja zacięta. Całkiem niedawno pojawiły się modele Mercedes GLK i Audi Q5. Dać za wygraną nie zamierza również zadomowione na rynku BMW X3. W tak zacnym gronie pojawił się XC 60. I co? Ano, kołysze biodrami.

Oglądane z zewnątrz, XC 60 intryguje. Z jednej strony — kwintesencja stylistyki Volvo, bo nawiązuje kształtem do innych samochodów marki. Z drugiej — auto piękne, przełomowe i inspirujące. A już najpiękniejsze jest oglądane z tyłu. Śliczne lampy, lekko uniesiony — nieco wypięty — zderzak. Mówią, że XC 60 to najbardziej seksowny tył w motoryzacji. Mówią, że to Jennifer Lopez autostrad. Hmm... prowadzi się całkiem przyzwoicie.

Wnętrze XC 60 nieco wieje skandynawskim chłodem. Ale jest doskonale ergonomiczne. Czysta forma połączona z funkcjonalnością dzięki materiałom wysokiej jakości, prawdziwemu aluminium i precyzyjnemu montażowi.

Jak na najsławniejszy tył świata przystało, XC 60 jest mięciutki i aksamitny. Specjalność firmy, czyli niezwykle wygodne fotele, zasługują na pochwałę. Kierowca i pasażer nie powinni narzekać. A z tyłu? Wystarczy od czasu do czasu zatrzymać się na zwiedzanie i też nie ma problemów. O odpowiednią temperaturę dba automatyczna klimatyzacja z gatunku "ustaw i zapomnij".

Szkoda tylko, że pasażerowie drugiego rzędu nie mogą skorzystać z podłokietnika. Szkoda również, że nie mogą regulować temperatury. Oj, trzeba się było nazwiedzać!

Tajemnica sowy

Na alpejski wypad pojechaliśmy autem wyposażonym w najlepszy chyba silnik Volvo — D5, czyli pięciocylindrowy, 2,4-litrowy diesel o mocy 186 KM i momencie obrotowym 400 Nm. Osiągi przyzwoite. Niecałe 10 s do 100 km/h i 200 km/h prędkości maksymalnej. Spalanie, cóż, na trasie liczącej ponad 3,5 tys. km, głównie po autostradach, ale z pełnym ładunkiem i boksem na dachu, wyszło 9,3 litra ON na 100 km. Średni wynik. Może dlatego, że napęd przenosiła sprawna, ale automatyczna skrzynia biegów — a co wygodne, musi być drogie. Zostawmy to. Przejdźmy do sposobu "na sowę" lub — jak nazwaliby to w Volvo — "Owl system". Jak to działa? W przydrożnym sklepie, najlepiej podczas zwiedzania, należy kupić najbardziej kiczowaty z możliwych breloczek z sową. Im bardziej kiczowaty, tym system lepiej działa. Ów bibelot powinien zawisnąć na widocznym z tylnej kanapy miejscu. Działa automatycznie. Jeśli tylko z tyłu pojazdu dobiegnie uszu kierowcy: "kochanie, nie jedź tak... po dziurach", albo "pojedźmy zobaczyć to urocze... a co to właściwie jest?", lub "dlaczego stoimy w tym korku?", sowa zaczyna pracę. Jak to robi? A skąd ja mam wiedzieć?

Być może sekret tkwi w dostępnym opcjonalnie, półaktywnym zawieszeniu FOUR-C z amortyzatorami o regulowanej charakterystyce. W trybie comfort sowa działa najlepiej — pasażerowie prawie nie czują nierówności nawierzchni i zapadają w sen. Tryb sport wyraźnie usztywnia układ jezdny, bo chociaż komfort wciąż jest odczuwalny, to nikt już nie śpi, a przycisk z napisem advanced działa jak wyrzucenie sowy przez okno — uaktywnia tryb niemal wyczynowy, w którym o wygodzie trzeba zapomnieć. Nie na długo, bo tylna kanapa zaraz o niej przypomni.

Morał

Volvo XC 60 to ogromny krok naprzód przede wszystkim pod względem poziomu bezpieczeństwa, tak czynnego, jak i biernego.

Sowa to doskonały sposób, by przekonać "Cejrowskiego", żeby poudawał trochę "Kamińskiego", a wypad na narty niekoniecznie musi się wiązać z jazdą na nich. Tyle jest do zwiedzenia, a jak nie teraz, to kiedy?

Volvo XC 60 DS

Dane techniczne

Silnik: Diesla, 5-cylindrowy, 2400 ccm

Moc: 186 KM

Moment obrotowy: 400 Nm przy 2000-2750 obr./min

Skrzynia biegów: automatyczna, 6-biegowa

Prędkość maksymalna: 200 km/h

Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 9,9 s

Pojemność bagażnika (min.): 873 l

Średnie spalanie (w teście): 9,3 l/100km

Masa własna: 1801 kg

Cena testowanej wersji: od 153 500 zł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Jennifer Lopez na nartach