Jerzy Polaczek: Weto resortu finansów zablokowało pieniądze na drogowe inwestycje

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 23-01-2007, 00:00

Inwestycje drogowe to nie apteka, gdzie obowiązuje precyzja. Minister uważa, że działa elastycznie. Resort finansów — nie.

Jerzy Polaczek: Weto resortu finansów zablokowało pieniądze na drogowe inwestycje

Inwestycje drogowe to nie apteka, gdzie obowiązuje precyzja. Minister uważa, że działa elastycznie. Resort finansów — nie.

„Puls Biznesu”: Mówi pan, że wydanie w 2006 r. 7,2 mld zł na drogi to sukces. Można było wydać 9 mld zł...

Jerzy Polaczek, minister transportu: Wykorzystanie funduszy było w ubiegłym roku rekordowe. Wydaliśmy 2,6 mld zł z budżetu państwa, a z Krajowego Funduszu Drogowego (KFD) 4,6 mld zł (3,3 mld zł w 2005 r.). Zlikwidowaliśmy paraliż w absorpcji funduszy unijnych. Kiedy objąłem stanowisko, wykorzystanie pieniędzy z Sektorowego Programu Operacyjnego Transport wynosiło 174 tys. EUR, obecnie 182 mln EUR. W tym roku będzie 500 mln EUR! W 2006 r. wykonano zresztą prace za prawie 700 mln zł więcej, niż wynosi kwota wykorzystanych środków. Choć roboty zostały wykonane, pieniędzy nie można było wydać, ponieważ zabrakło nowelizacji rozporządzenia Rady Ministrów (uzgodnienia z Ministerstwem Finansów). Reszta niewydanych pieniędzy mieści się w tzw. tolerancji planistycznej, którą zakłada się przy tak wielkich inwestycjach.

Ministerstwo Transportu przygotowało nowelizację rozporządzenia, ale rząd jej nie przyjął. Jeśli dodać do tego ostatnie doniesienia o ewentualnym zdymisjonowaniu pana przez premiera Kaczyńskiego…

Nie komentuję moich rozmów z panem premierem. Nie można też mówić, że współpraca wewnątrz rządu układa się źle. Po prostu niektórzy ministrowie, mając inne potrzeby, byli odmiennego zdania w sprawie rozporządzenia.

Ma pan na myśli Ministerstwo Finansów?

[Uśmiech]. Rząd nie może przekształcić się w radę budowy, bo to sparaliżuje budowę dróg ekspresowych i autostrad. Inwestycje drogowe to nie apteka, gdzie precyzyjnie odmierza się ilość preparatów. Zmieniają się realia rynkowe, pojawiają się przeszkody i trzeba działać elastycznie, by je pokonać. Weźmy na przykład autostradę A4 Zgorzelec — Krzyżowa. Arbitrzy Urzędu Zamówień Publicznych unieważnili przetarg na ten odcinek, bo zamiast „obiekty mostowe” wpisano w dokumentach „mosty”. To absurd. W takich realiach trudno zrealizować program. A przecież na ten cel w planie KFD było zapisane na 2006 r. około 100 mln zł. Skoro był problem z tym kontraktem, nie tracąc czasu, wykonaliśmy inwestycje przewidziane w rządowym programie na kolejne lata.

Drogowa dyrekcja okazała się mobilna, ale — jak pan wspomniał — „niektórzy ministrowie” już nie…

Wykonaliśmy gigantyczną pracę. Przed nami kolejny morderczy wysiłek. Potrzebujemy specjalistów i w ministerstwie, i w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). W latach 2007-13 ich pracownicy będą zarządzać 19 mld EUR z funduszy unijnych. Tymczasem popatrzmy na zarobki: kierownik projektu w firmie wykonawczej zarabia około 20 tys. zł, a inżynier kilkanaście tysięcy, podczas gdy w GDDKiA chyba nie otrzymuje nawet 5 tys. zł. Musimy zatrudnić i odpowiednio wynagradzać menedżerów, którzy mają zarządzać drogowymi projektami. Uzupełnimy system, wprowadzając drogowe spółki specjalnego przeznaczenia. Nie wykluczamy, że potrzebne okaże się też powołanie wyspecjalizowanej agencji do spraw inwestycji drogowych.

Pojawiają się głosy, że także Bank Gospodarstwa Krajowego, który zarządza KFD, jest za słaby finansowo, by dobrze wykorzystać unijne fundusze.

Wiem, że Ministerstwo Finansów ma pomysł przekształcenia KFD w fundusz celowy. Jeszcze jako poseł proponowałem, by zajął się on budową dróg ekspresowych i autostrad, inne zadania, np. finansowanie budowy obwodnic, powinny pozostać w budżecie państwa, a ich realizację można by powierzyć GDDKiA. Dziś narzędziem finansowania inwestycji jest KFD. Nie sprzeciwiam się zmianom tego rozwiązania, byleby na bieżąco gwarantować pieniądze na inwestycje drogowe. Dopóki jednak zmiana nie jest przygotowana, musimy działać w ramach istniejącego stanu prawnego. A co do kwestii finansowych: obecnie odpis z akcyzy od paliw na inwestycje drogowe i kolejowe wynosi 18 proc., ale zgodnie z prawem może być wyższy (nawet do 35 proc. — przyp. red). Chcemy, by był większy.

Zaproponował pan to Ministerstwu Finansów?

Przedstawiliśmy oszacowany plan budowy i finansowania autostrad i dróg ekspresowych na lata 2007-13 na ponad 136 mld zł z możliwością wykorzystania pieniędzy unijnych do końca 2015 r. Będziemy o tym z Ministerstwem Finansów jeszcze dyskutować. Przy obecnych realiach pojawi się luka finansowa. Musimy zastanowić się, jak ją zniwelować. Na razie bierzemy pod uwagę wysokość dzisiejszego odpisu z akcyzy. Ponadto obecnie nie pobiera się opłat za przejazd autostradami, które zbudowało państwo.

Z naszej rozmowy wnioskuję, że współpraca z resortem finansów nie jest wzorcowa…

Znając panią premier Zytę Gilowską, jestem pewien, że uda się szybko wypracować rozwiązanie spełniające wymagania resortu finansów, ale także gwarantujące ministrowi transportu pieniądze potrzebne na budowę dróg i autostrad.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane