Jest alternatywa dla podatku Belki

Adam Torchała, Bankier.pl
opublikowano: 08-10-2018, 22:00

Przy odrobinie woli politycznej można byłoby znaleźć uzasadnienie dla obniżenia bądź likwidacji daniny.

Na oszczędności bardzo dużą uwagę zwraca się w sztandarowym projekcie premiera Mateusza Morawieckiego: „Planie na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”. Tam już na pierwszych stronach znajduje się fraza mówiąca, że Polacy nie mają oszczędności zapewniających im bezpieczeństwo finansowe i zaspokajających potrzeby inwestycyjne polskiej gospodarki. Same oszczędności zaś ujęte są jako jeden z filarów rozwoju gospodarczego Polski. Plan zaś wprost mówi o budowaniu oszczędności Polaków, zamiast zaciągania kredytów. Słowa polityków znowu nie mają więc pokrycia w rzeczywistości.

Rząd może jednak postarać się to zmienić. O ile o stopach procentowych decyduje bardzo „gołębia” część Rady Polityki Pieniężnej, która na razie nie widzi potrzeby podwyżki stóp i przestawienia wajchy z kredytów na oszczędności, o tyle rząd ma w swoim ręku narzędzia fiskalne. Podatek Belki nie jest z punktu widzenia budżetu kluczowy. W 2017 r. wpływy z tego źródła sięgały 3 mld zł, podczas gdy całość dochodów budżetowych w tymże roku sięgnęła 350 mld zł. Rządy co roku szastają miliardami, by kupić sobie poparcie wyborców, tymczasem niewielkim kosztem można byłoby zlikwidować jeden z czynników zniechęcających Polaków do oszczędzania. Potrzeba tylko woli politycznej.

Kraj niskich oszczędności

O tym, że z polskimi oszczędnościami krucho, dobitnie przekonują dane Eurostatu. W Unii Europejskiej tylko w trzech krajach — na Łotwie, Litwie i Cyprze — stopa oszczędności gospodarstw domowych jest niższa niż w Polsce (4,36 proc.). Daleko nam nie tylko do krajów Zachodu, lecz także naszego regionu. W tyle zostawia nas nawet Bułgaria, która do UE dołączyła po nas (dla Rumunii i Chorwacji brak jest danych). A przecież to właśnie z tych oszczędności Polacy mogą nie tylko zapewnić sobie poduszkę finansową na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń, lecz także budować portfel emerytalny, który sprawi, że po zakończeniu zawodowego życia nie będą zdani na niewydolny państwowy system ubezpieczeń społecznych. W ujęciumakro z tychże oszczędności mogą być finansowane inwestycje napędzające gospodarkę. Na wyższej stopie oszczędności w długim terminie korzystają więc zarówno obywatele, jak i gospodarka.

Likwidacja podatku to z pewnością najprostsze rozwiązani. Jest to jednak ruch dość radykalny z punktu widzenia dominującej obecnie w naszej polityce idei rozdawnictwa i raczej szukania nowych podatków niż likwidowania starych. Szczególnie, że podatek Belki płacą także osoby, których do oszczędzania zachęcać nie trzeba, mają bowiem spore majątki i właśnie ich przykład może być pokazywany jako argument przeciw obniżce lub likwidacji podatku. Jest jednak rozwiązanie, które pozwala zarówno pozostawić podatek bogatszym inwestorom, jak i zdjąć to obciążenie z dopiero budujących swoje oszczędności. To kwota wolna. Rozwiązanie jest w swoim zamyśle proste i znane choćby z podatku PIT. W skrócie polegałoby ono na tym, że póki nie osiągnie się pewnego progu dochodów z kapitału, póty nie płaciłoby się podatku. Wówczas, przynajmniej w założeniu, można byłoby rozwiązać opisany wyżej problem.

W rzeczywistości sprawa nie jest jednak aż tak prosta. Po pierwsze, wprowadzenie stopy wolnej wymagałoby większej biurokracji. Po drugie, podatek nie jest obecnie rozliczany wspólnie, co stanowi kolejną jego wadę. Przykładowo, gdy w danym roku zarobimy na giełdzie 1000 zł, a na funduszach inwestycyjnych stracimy 1500 zł, to z punktu widzenia fiskusa nie mamy — jak w rzeczywistości — straty na poziomie 500 zł. Musimy normalnie zapłacić podatek w wysokości 190 zł od zarobionego 1000 zł na giełdzie, mimo straty na funduszach. Jej fiskus nie zauważa. Wprawdzie przynajmniej straty na giełdzie możemy wykorzystywać do pomniejszania zysków osiągniętych w kolejnych latach, działa to jednak w bardzo okrojonym zakresie. De facto więc obecnie na rynku nasz każdy zysk, to okazja dla fiskusa, by ściągnąć z nas podatek, straty zaś musimy w sporym stopniu znosić sami.

Blaski i cienie

Rozdzielność wszystkich inwestycji to problem także z punktu widzenia kwoty wolnej. Jeżeli bowiem kwota wolna odnosiłaby się do transakcji/lokaty, nie trudno wyobrazić sobie inwestycje „antybelkowe”, polegające na rozdrabnianiu inwestycji. Nieco trudniej byłoby np. obejść kwotęwolną, dedykowaną poszczególnym rodzajom inwestycji. To sprawdziłoby się np. na giełdzie, jednak zabiłoby automatyzm przy lokatach czy funduszach i sprawiło, że inwestycje w te źródła trzeba byłoby rozliczać tak jak giełdę. A to krok w złą stronę.

Podobny problem towarzyszyłby zebraniu wszystkich dochodów z kapitału z różnych źródeł i rozliczeniu ich razem. Wówczas wprawdzie rozwiązany zostałby problem niemożności obniżenia zysków stratami z innych źródeł, jednak znów każdą lokatę, fundusz etc. musielibyśmy rozliczać. Obecnie bowiem płacimy ryczałt, który de facto w momencie powstania dochodu odciągany jest automatycznie i nie wymaga od nas ingerencji (wyjątkiem jest giełda, gdzie trzeba dołączyć osobny PIT). Przy wspólnym liczeniu wszystkich źródeł sprawa by się skomplikowała.

Trzeba działać!

Sprawa z kwotą wolną wcale więc nie jest taka prosta. Wprawdzie są kraje, gdzie kwota wolna działa, jednak rzeczywiście istotnie zwiększyłoby to skomplikowanie podatku i mogłoby być uciążliwe również dla nas, płacących ten podatek. Może więc rzeczywiście, w kontekście niewielkiego znaczenia podatku Belki dla budżetu, lepszym rozwiązaniem byłaby pełna likwidacja tego obciążenia bądź znaczące jego obniżenie? Choćby dla inwestycji o dłuższym horyzoncie, a więc tych z punktu widzenia oszczędzania najważniejszych. Obecny rząd nawet już sugerował, że trzeba zmniejszyć stawkę podatku dla inwestycji na okres powyżej 12 miesięcy, na słowach się jednak skończyło.

Podatek ten wcale nie jest skałą nie do ruszenia i przy odrobinie woli można byłoby znaleźć także uzasadnienie dla jego szerszego obniżenia bądź nawet pełnej likwidacji. Tego typu podatku do 2002 r. nie mieliśmy w ogóle i nikt problemu konstytucyjnego w tym nie dostrzegał. Sami współtwórcy daniny do dziś przekonują zaś, że miało to być rozwiązanie tymczasowe, by łatać dziurę budżetową, a nie nieść „sprawiedliwość społeczną”.

Oczywiście na Zachodzie tego typu podatki funkcjonują, warto jednak zwrócić uwagę, że stopa oszczędności jest tam wyższa niż w Polsce. Problem jest istotny, a jednym z ruchów mogących przynajmniej w niewielkim stopniu go rozwiązać jest reforma podatku Belki. Warto, by rząd w końcu przeszedł do czynów. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała, Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Podatki / Jest alternatywa dla podatku Belki