Jesteśmy biedakami

Jacek Kowalczyk
11-08-2010, 00:00

Polska gospodarka dogoni unijną najwcześniej za trzydzieści lat. Ściganie Niemiec zajmie kolejne dziesięciolecie.

"Zielona wyspa" przybliżyła nasze portfele do unijnych, ale nadal dzieli je przepaść

Polska gospodarka dogoni unijną najwcześniej za trzydzieści lat. Ściganie Niemiec zajmie kolejne dziesięciolecie.

Dzięki efektowi "zielonej wyspy" mocno nadrobiliśmy dystans do krajów zachodnich pod względem zamożności społeczeństwa. Ponieważ polska gospodarka rosła, a wszystkie pozostałe w Unii Europejskiej się kurczyły, przez ostatnie dwa lata zbliżyliśmy się do unijnej średniej bardziej, niż przez poprzednie dziesięć lat. Cud gospodarczy? Niestety, nie.

Pół wieku w tyle

Dekadę temu nasz PKB na mieszkańca (po usunięciu różnić cenowych w poszczególnych krajach) stanowił 49 proc. średniej 27 obecnych członków UE. To znaczy, że przeciętny mieszkaniec wspólnoty wytwarzał rocznie dwa razy więcej produktów niż Polak, a więc — w przybliżeniu — też dwukrotnie więcej zarabiał. Przez osiem następnych lat, czyli do 2007 r., udało nam się tylko nieznacznie poprawić tę sytuację — osiągając na koniec tego okresu 54 proc. unijnej średniej. Ostatnie dwa lata to na tym tle prawdziwy skok, do końca 2009 r. wskaźnik wzrósł do 61 proc.

— Skok spowodowany był w większym stopniu tym, że społeczeństwo unijne zbiedniało, niż tym, że nasze się wyjątkowo wzbogaciło. Po prostu, nasza gospodarka, dzięki małemu uzależnieniu od eksportu i słabo rozwiniętemu systemowi finansowemu, łagodniej zniosła światowe zamieszania niż cała Unia — tłumaczy Cezary Chrapek, ekonomista Citi Handlowego.

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2008 r. wyprzedziliśmy pod względem zamożności Łotyszy, a w 2009 r. Litwinów oraz prawie doścignęliśmy Węgrów i Estończyków. Mimo to nadal trudno uznać Polaków za bogate społeczeństwo. 61 proc. unijnej średniej to żaden sukces. Jesteśmy obecnie na poziomie Szwedów i Norwegów z połowy lat 60., Francuzów i Włochów z początku lat 70. oraz Hiszpanów z przełomu lat 70. i 80. Dzisiaj te kraje mają prawie dwukrotnie wyższy dochód narodowy na mieszkańca niż Polska.

Pogoń za bogactwem

Gdyby Polsce udało się utrzymać ubiegłoroczne tempo niwelowania dystansu do średniej UE, nasze PKB na mieszkańca zrównałoby się z unijnym już za osiem lat. Czyli w 2018 r. Polakom żyłoby się równie dostatnio jak Włochom. Niestety, tak optymistyczny scenariusz ma niewiele wspólnego z realiami.

— Ubiegły rok był wyjątkowy. Nie można oczekiwać, że konwergencja będzie postępowała równie szybko. W rozpoczynającej się dekadzie dysproporcja będzie się zmniejszać, ale znacznie wolniej niż w ostatnim roku. Niewykluczone, że w którymś roku wręcz się cofniemy — zaznacza Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Zakładając, że Polska i Unia Europejska przez najbliższe dziesięć lat będą rozwijać się w średnim tempie z minionej dekady (odpowiednio 3,8 proc. oraz 1,4 proc.), a następnie polska dynamika będzie stopniowo zbliżać się do unijnej, poziom życia Polaka zrówna się z poziomem życia mieszkańca Wspólnoty dopiero w 2037 r. (zobacz wykres poniżej). Na dogonienie Niemców pod względem zamożności będziemy potrzebować kolejnych dziesięciu lat. Długo, ale ekonomiści obiecują, że się doczekamy.

— Równanie w górę to naturalne zjawisko. Gospodarki słabiej rozwinięte są w stanie znacznie szybciej podnosić wydajność pracy niż bogatsze. Napływa tam kapitał, doświadczenie i nowe technologie, które wcześniej zostały wypracowane na rozwiniętych rynkach. Tam, gdzie poziom wiedzy i rozwoju jest duży, znacznie trudniej o gwałtowny skok — tłumaczy Cezary Chrapek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Jesteśmy biedakami