Jeszcze można utrzymać decyzję o warunkach zabudowy terenu

Grzegorz Buczek*
25-02-2003, 00:00

Pod naciskiem znanych lobbystów, którzy prawem kaduka przedstawiają się jako reprezentanci inwestorów, będąc jednak reprezentantami interesów i sposobu myślenia części firm budowlanych i producentów materiałów budowlanych, wykreślono z projektu ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym przepisy dotyczące decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu (wzizt) wydawanej przez gminy, na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i wiążącej organ wydający pozwolenie na budowę.

Zadziwiająca była zaciekłość, z jaką atakowano przepisy ustawy, które utrzymywały tę decyzję, i to mimo że Ministerstwo Infrastruktury, na podstawie uzgodnień z Komisją Wspólną Rządu i Samorządu, usunęło wszystkie jej mankamenty, za które była atakowana — w szczególności tzw. nieprzechodniość i terminowość. Dodatkowo, na mocy nowej ustawy, decyzja ta miała być fakultatywna — wydawana tylko tym wnioskodawcom, którzy nie chcieliby występować o wydanie pozwolenia na budowę bezpośrednio na podstawie miejscowego planu.

Jak wiadomo — mimo uciążliwości w jej uzyskaniu — decyzja o wzizt jest przez inwestorów w nieruchomości używana jako jedno z narzędzi tzw. zarządzania ryzykiem. Nie podejmują oni decyzji o zakupie terenów pod zabudowę , nie uzyskawszy uprzednio takiej decyzji. Bez takiej decyzji ryzyko transakcji gruntowej, a nawet ryzyko sporządzania pełnej dokumentacji do wystąpienia o pozwolenie na budowę niepomiernie wzrośnie, nawet jeśli się założy, że w dłuższym czasie wzrośnie jednoznaczność i szczegółowość ustaleń miejscowych planów.

Brak takiej decyzji w procedurze przygotowania dokumentacji inwestorskiej stanowi też ryzyko dla projektantów, architektów, bo to na nich inwestorzy zrzucać będą odpowiedzialność za odmowy wydania pozwoleń na budowę, w przypadku błędnych interpretacji nieprecyzyjnych planów. Można sobie łatwo wyobrazić poziom emocji i nacisków, które będą w takich sytuacjach towarzyszyć wydawaniu pozwoleń na budowę, zważywszy że koszty dokumentacji wnoszą kilka procent nakładów inwestycyjnych, a więc wiele milionów złotych, podczas gdy koszty wniosku o wydanie decyzji o wzizt to zaledwie promile nakładów.

Najwyraźniej nie rozumieją tego niektórzy budowlańcy i producenci, którzy nie ponosząc faktycznego ryzyka, będącego udziałem inwestorów finansowych, pragną uprościć wszelkie przepisy tak, aby móc budować prędko i byle gdzie. Zapominają, że bez inwestorów i ich pieniędzy — budować nie będą.

Szkoda tylko, że takim lobbystycznym naciskom poddali się przedstawiciele rządu przedkładający projekt ustawy i członkowie sejmowej komisji, wykreślając z niego w pośpiechu przepisy o decyzji o wzizt (i to podobno na skutek pomyłki jednego z głosujących w interpretacji tego wniosku, która to pomyłka zaważyła na wynikach głosowania!).

Jeszcze nie jest za późno, żeby decyzję o wzizt w jej nowym, poprawionym i fakultatywnym kształcie do treści projektu ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym przywrócić przez odpowiednią interwencję senacką. Bez niej naprawdę trudniej będzie projektować i inwestować.

A bez naprawienia tego błędu legislacyjnego zrozumieją swoją pomyłkę — niestety po niewczasie — sami wnioskodawcy, lobbujący tylko w swoim, źle zresztą zrozumianym interesie.

*wiceprezes OW SARP ds. zewnętrznych, przewodniczący Komisji ds. Legislacji przy ZG SARP

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Buczek*

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Jeszcze można utrzymać decyzję o warunkach zabudowy terenu