Językowy kurs szyty na miarę menedżera

Marta Sieliwierstow
opublikowano: 03-04-2009, 00:00

Dwója dla dyrektora banku za nieznajomość słówek? Dlaczego nie. Kto chce się nauczyć języka, nie może liczyć na taryfę ulgową.

Dwója dla dyrektora banku za nieznajomość słówek? Dlaczego nie. Kto chce się nauczyć języka, nie może liczyć na taryfę ulgową.

Jednym z podstawowych wymagań pracodawców wobec kandydatów do pracy jest perfekcyjna znajomość choćby jednego języka obcego. Dlatego wśród uczniów szkół językowych od kilku lat rośnie liczba dorosłych. Odkąd międzynarodowe korporacje zaczęły otwierać filie w Polsce, wśród uczestników zajęć językowych nie brak też menedżerów i kadry kierowniczej.

Kursy biznesowe dla firm to już standard w ofercie większości szkół językowych. Coraz mniejszym problemem jest też znalezienie zajęć ze specjalistycznego słownictwa, np. medycznego czy poligraficznego. Rośnie konkurencja na rynku i rośnie elastyczność szkół, które dwoją się i troją, by dostosować się do potrzeb uczniów — zwłaszcza tych z grubym portfelem.

— Jeśli kurs w firmie ma być prowadzony dla większej liczby pracowników, najpierw przeprowadzamy audyt językowy. Pozwala on określić poziom znajomości języka. Potem ewentualnie dzielimy słuchaczy na grupy — wyjaśnia Anna Janiszewska z The Tower.

Nie każdy jednak ma ochotę, by go oceniali i porównywali koledzy. Dotyczy to zwłaszcza osób wyżej postawionych w korporacyjnej hierarchii. Dlatego szkoły proponują także zajęcia indywidualne.

— Osobom, które zajmują wysokie stanowiska i pełnią ważne funkcje, trudno się odnaleźć w roli ucznia. Wymaga to odpowiedniego podejścia nauczyciela, szczególnie jeśli chodzi o techniki oceniania, aby nauka języka nie była zbyt stresująca — tłumaczy Iwona Święcka, dyrektor metodyczny szkoły języków obcych TFLS.

Menedżerowie niejako z definicji są zabiegani i zapracowani. Czasem trudno im w napiętym grafiku znaleźć czas na naukę. Dlatego coraz częściej standardem w ofercie szkół językowych są lekcje w przerwie na lunch czy bladym świtem, nim zacznie się codzienny biurowy rozgardiasz. Plus jest jeszcze jeden — to lektor przyjeżdża na lekcję do ucznia.

Odpowiednia motywacja do nauki to klucz do sukcesu. Ale o ile oceny w szkolnym dzienniczku mogą zmobilizować ucznia czy nawet studenta, o tyle z dorosłym, który pewien etap edukacji ma już za sobą, może być problem. Mimo to lektorzy często twierdzą, że z dorosłymi pracuje się im lepiej, bo ci wiedzą, czego chcą. Zazwyczaj wiedzą też, jaki sposób nauki jest dla nich najlepszy i pozwala im robić największe postępy. Na ogół na kursy zgłaszają się z własnej woli, gdy język jest im potrzebny z powodów prywatnych albo zawodowych. Pozytywnym bodźcem jest też dla nich — oferowane przez część pracodawców — refinansowanie kursu, pod warunkiem osiągnięcia odpowiedniego poziomu posługiwania się językiem lub uczestniczenia w określonej liczbie zajęć. Ale nierzadko dorośli uczą się języka, choć nie mają na to ochoty, ale wymaga tego pracodawca. Wtedy lektor ma utrudnione zadanie.

— Osoby pracujące mogą poświęcić stosunkowo mało czasu na dodatkową naukę czy regularne przygotowanie prac domowych. Dlatego, by osiągnąć zamierzone efekty, oczekują maksymalnego wykorzystania czasu na zajęciach — zauważa Iwona Święcka.

Marta Sieliwierstow

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Sieliwierstow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu