Jubilerzy pełni optymizmu

  • Anna Pronińska
opublikowano: 06-02-2014, 00:00

Na fali koniunktury YES planuje rozwój sieci i poprawę wyników. Podobne plany ma konkurencja.

O 5-10 proc. może wzrosnąć w 2014 r. polski rynek jubilerski — uważa Mateusz Madelski, wiceprezes sieci jubilerskiej YES.

— Rozwój polskiego rynku wynika przede wszystkim z rosnącego popytu na dobra luksusowe oraz zwiększającej się świadomości roli marki. A jeśli popyt wzrasta, to wiadomo, że konkurencja też jest coraz większa. Szacuje się, że całkowita wartość polskiego rynku jubilerskiego wynosi około 2 mld zł netto, a nasz udział w nim to około 8 proc. — mówi Mateusz Madelski.

W tym roku nie spodziewa się rewolucji w branży jubilerskiej.

— Rynek będzie nadal sukcesywnie się rozwijał, a trzy najbardziej rozpoznawalne i najmocniejsze polskie marki nadal będą na szczycie — uważa Mateusz Madelski. Jednym z największych graczy jest W.Kruk, należący do giełdowej Vistuli, który w III kwartale 2013 r. miał 35,8 mln zł sprzedaży i 5,11 mln zł zysku netto.

— W IV kwartale 2013 r., zwłaszcza w grudniu, wyniki były poprawne. Rok 2014 zapowiada się dobrze. W styczniu odnotowaliśmy jednocyfrowy wzrost sprzedaży i marż. Jeśli rynek i marże będą rosnące, a koszty stabilne, to perspektywy na ten rok wydają się lepsze. Konsumpcja będzie większa w branży jubilerskiej i odzieżowej — mówi Grzegorz Pilch, prezes Vistuli. Sieć W.Kruk ma 82 sklepy. W tym roku przybędzie jej 6-8 placówek.

W branży jubilerskiej coraz prężniej rozwijają się także firmy oferujące tańszą biżuterię dla młodszych klientek. Wśród nich marka Ania Kruk.

— Wydaje się, że spowolnienie gospodarcze jest już za nami. Sytuacja rynkowa się ustabilizowała, a prognozy rynkowe mówią o poprawie koniunktury. Sądzimy, że klienci będą w tym roku bardziej skłonni do zakupów, a my będziemy ich przekonywać, żeby zamiast jednego drogiego wyrobu częściej kupowali tańszą biżuterię — mówi Wojciech Kruk junior, prezes firmy Ania Kruk.

Licząc na koniunkturę, sieć YES mająca 105 salonów franczyzowych w Polsce i jeden własny w Poznaniu kreśli plany rozwoju.

— W segmencie sprzedaży stacjonarnej skupiamy się wyłącznie na rynku polskim, który nadal ma ogromny potencjał.

Popyt na dobra luksusowe cały czas wzrasta. Chcemy na niego odpowiedzieć, rozbudowując sieć salonów i rozwijając sprzedaż online. Nie wykluczamy jednak, że w przyszłości będziemy chcieli pokusić się też o rozwój sieci za granicą — mówi Mateusz Madelski. Plan na ten rok zakłada otwarcie 10 salonów franczyzowych.

— Pięć ruszy w marcu, a kolejne jesienią. W tym roku salony powstaną m.in. w Warszawie, Toruniu i Olsztynie — mówi wiceprezes.

Rozwój finansowany jest z kapitału własnego i częściowo z kredytu.

— Dotychczas nie było potrzeby pozyskiwania funduszy z innych źródeł. Między innymi dlatego nie weszliśmy na GPW. W najbliższym czasie te plany raczej się nie zmienią, jednak w dalszej przyszłości nie wykluczamytakiego ruchu — mówi wiceprezes YES.

Firma nie podaje wyników. Ujawnia tylko, że w 2013 r. przychody wzrosły o 7 proc., wobec 2012 r.

— W tym roku zakładamy wzrost co najmniej o 15 proc. Obserwujemy rosnące zainteresowanie biżuterią z diamentami i innymi kamieniami szlachetnymi. Przewidujemy, że ta grupa asortymentowa będzie sprzedawać się w tym roku lepiej niż pozostałe — mówi Mateusz Madelski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy