Kaczyński dawał więcej niż Tusk

Jarosław Królak
opublikowano: 06-02-2008, 00:00

Propozycje rządu nie dają nadziei na likwidację barier w gospodarce. Lepszy jest nawet okrojony pakiet Kluski.

Projekt Platformy pęka jak bańka mydlana

Propozycje rządu nie dają nadziei na likwidację barier w gospodarce. Lepszy jest nawet okrojony pakiet Kluski.

Totalny szok. Rząd Platformy Obywatelskiej, obiecujący przedsiębiorcom złote góry, przegrał z urzędnikami. Przyjął wczoraj projekt nowelizacji ustawy o swobodzie gospodarczej, zawierający tylko dwie istotne dla firm nowości: zawieszanie działalności oraz rozszerzenie wiążących interpretacji na przepisy zusowskie. Reszta korzystnych regulacji przepadła w uzgodnieniach międzyresortowych. Przedstawiciele środowisk gospodarczych nie kryją żalu.

— To, co przyjął rząd jest kosmetyką. PO rozbudziła oczekiwania przedsiębiorców, snuła wizje prawdziwej swobody gospodarczej, a teraz rząd proponuje minimalne zmiany, które nie rozwiązują problemów i nie usuwają barier dla firm — mówi Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich.

— Jesteśmy rozczarowani. Swoboda gospodarcza widniała na sztandarach PO. Na razie rząd nie przekuwa tych obietnic w czyny — dodaje Małgorzata Krzysztoszek, ekspert PKPP Lewiatan.

— To nie jest nawet ćwierćreforma. Pierwotny projekt był znacznie lepszy — dodaje Jarosław Chałas, ekspert Business Centre Club (BCC).

Pakiet Kluski lepszy

To woda na młyn opozycji.

— PO tak narzekała na pakiet Kluski, a teraz okazuje się, że był on znacznie korzystniejszy dla przedsiębiorców niż obecny projekt rządu Donalda Tuska — mówi Maks Kraczkowski, poseł PiS.

Ma rację. Przyjęty wczoraj projekt ma szybko trafić do parlamentu. Od grudnia 2007 r. w Sejmie leży projekt swobody autorstwa PiS (reaktywowany tzw. pakiet Kluski z poprzedniej kadencji). I jest korzystniejszy dla firm niż projekt obecnego rządu.

— Porównywałem oba i PiS-owski zawiera więcej rozwiązań oczekiwanych przez firmy. Tak samo jak rządowy przewiduje zawieszanie działalności i interpretacje w sprawach zusowskich, ale zmierza ponadto w kierunku ograniczenia kontroli firm oraz wprowadza jedno okienko, czego brakuje w propozycji obecnego rządu — mówi Jarosław Chałas.

— Porównując projekt PiS i to, co ostało się z projektu wiceministra Szejnfelda, uważam, że opozycyjny idzie dalej i jest korzystniejszy dla firm — przyznaje Małgorzata Krzysztoszek.

Prawna wydmuszka

We wczorajszym artykule „Oddala nam się druga Irlandia” informowaliśmy, że projekt zmian w ustawie o swobodzie gospodarczej, autorstwa Ministerstwa Gospodarki, napotkał zdecydowany opór urzędników w uzgodnieniach międzyresortowych i że wiele oczekiwanych przez firmy rozwiązań jest zagrożonych. Do 15 stron projektu resorty zgłosiły 300 stron zastrzeżeń. Adam Szejnfeld do końca walczył o uratowanie projektu. Nie pomógł też wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak. Wczoraj Rada Ministrów uległa biurokratom.

Rząd zdobył się tylko na wprowadzenie możliwości zawieszania działalności gospodarczej i wiążące interpretacje zusowskie. W projekcie nie ma ani słowa m.in. o obiecywanym jednym okienku, ograniczeniu kontroli przedsiębiorców czy zmniejszeniu reglamentacji działalności gospodarczej.

Zawiesić działalność do 2 lat będą mogły tylko firmy niezatrudniające pracowników. W czasie zawieszenia nie będą musiały płacić podatków ani składek na ZUS.

— Kpina, że z zawieszenia skorzystają tylko firmy niezatrudniające pracowników. Takie prawo powinny mieć wszystkie. Ponadto rozwiązanie stwarza nierówność wobec prawa i może je zakwestionować Trybunał Konstytucyjny — uważa Andrzej Malinowski.

Zgniły kompromis

Pochwalić należy poszerze- nie wiążących interpretacji na przepisy o ZUS i ubezpieczeniach zdrowotnych (obecnie obejmują tylko podatkowe). Sęk w tym, że pierwotny projekt szedł znacznie dalej i poszerzał interpretacje na wszystkie przepisy, które rodzą jakiekolwiek obowiązki dla firm. Propozycja poległa.

Wiceminister Szejnfeld mówi jednak o kompromisie.

— Projekt jest kompromisem. To dopiero pierwszy etap zmian w ustawie o swobodzie gospodarczej. Następny przewidujemy na drugi kwartał. Wtedy przedstawimy kolejne propozycje, m.in. dotyczące wprowadzenia jednego okienka dla rozpoczynających działalność oraz realnie ograniczające kontrole firm — mówi Adam Szejnfeld.

— Im dłużej rząd będzie zwlekał z konkretami, tym trudniej będzie mu wprowadzić zmiany systemowe — przestrzega Małgorzata Krzysztoszek.

I kto tu rządzi?

Wprowadzenie swobody gospodarczej to test, czy obecny rząd ma uczciwą wolę wprowadzenia zmian. Obiecywał zmiany w kampanii i był to jeden z powodów, dla którego wielu przedsiębiorców zagłosowało na PO. Teraz premier Tusk musi pokazać, że ma silną wolę przeprowadzenia zmian, inaczej wyborcy ocenią to przy kolejnych wyborach. Niezależnie od liczby uwag, rząd powinien realizować swoją linię polityczną. Storpedowanie ułatwień dla przedsiębiorców przez urzędników to kuriozalna sytuacja. Pytanie: kto w Polsce sprawuje władzę? Konstytucyjny minister czy podlegli mu urzędnicy? Dziś wygląda to tak, jakby władzę sprawował pozakonstytucyjny organ — środowisko urzędników. Minister nie może ustępować pod naciskiem podległych mu urzędników. Jeśli nie potrafią dostosować się do koncepcji rządu, to trzeba ich zwolnić.

Andrzej Sadowski

Szejnfeld był za miękki

Jestem rozczarowana tym, że minister Szejnfeld tak łatwo się poddał. Był za miękki i uległ urzędnikom ministerstwa finansów, którzy bronią swoich interesów. Jutro na komisji finansów spotkamy się z ministrem Rostowskim i zamierzam zapytać, czy i jak chce pomóc we wprowadzeniu udogodnień dla przedsiębiorców. Komu, jak komu, ale temu ministrowi i rządowi PO powinno na tym zależeć.

Rozumiem ból ministra Szejnfelda, bo to samo przerabiała minister Małgorzata Okońska-Zaremba, gdy szefem resortu był Jerzy Hausner. Wówczas też nie było łatwo. Obecnej ekipie mogą poradzić sięgnięcie po przyjętą wtedy ustawę o swobodzie gospodarczej. Brakuje do niej rozporządzeń i nimi sporo można teraz załatwić.

LiD ma już prawie gotowy projekt ustawy o wiążących interpretacjach. Rozszerzamy ich obowiązywanie na decyzje urzędników samorządowych. Wkrótce złożymy projekt do marszałka.

Anita Błochowiak

To jeszcze

To dopiero pierwszy etap dyskusji na temat wprowadzenia zmian, która na pewno będzie się toczyć. Urzędnicy funkcjonują w urzędach często przez wiele lat. Przez to zbyt ostrożnie podchodzą do zmian, a czasami myślą o tym, co będzie wygodne dla nich, nie przejmując się tym, czy to jest wygodne dla podatników. Do pracy przy forsowaniu udogodnień powinien włączyć się minister finansów, który mógłby przekonać skarbówkę.

Edward Wojtas

Od czegoś trzeba zacząć

Zmiany przyjęte przez rząd traktuję jako dobry początek długiego procesu ułatwiania życia przedsiębiorcom. Domyślam się, że wyłącznie trudności legislacyjne spowodowały, że nie udało się na razie wprowadzić większej liczby korzystnych rozwiązań. Żeby przyjąć kolejne zapisy rząd musi najpierw przygotować szereg ustaw, bez których system nie byłby spójny. Musi odpowiednio poustawiać cegiełki, aby do siebie pasowały, dopiero wówczas wprowadzenie pozostałych ułatwień będzie możliwe. Nie uważam też, że zaakceptowane zmiany są jedynie kosmetyczne. Dla przedsiębiorców niezatrudniających pracowników możliwość zawieszenia działalności jest dużym ułatwieniem, czekały na ten krok od dawna.

Dobrze się więc stało, że chociaż tyle na razie udało się zrobić. Od czegoś trzeba zacząć. Nie wyciągałbym na razie daleko idących wniosków dotyczących sprawności reformatorskiej rządu. Choć oczywiście liczę na znacznie więcej. Gdyby na tym wprowadzanie pakietu miało się skończyć i pozostałe korzystne dla przedsiębiorców zapisy trafiłyby do kosza, wówczas można by mówić o dużej porażce gabinetu Donalda Tuska. Deregulacje przepisów oraz zmiany systemowe dotyczące rynku pracy to dwa absolutnie najważniejsze wyzwania gospodarcze, przed którymi stoi koalicja PO-PSL. Rząd nie ma wyboru, musi iść w tych dziedzinach naprzód.

Janusz Jankowiak

Nam udało się więcej

Rząd powinien przyjmować takie trudne ustawy zaraz po objęciu władzy. Wówczas urzędnicy nie czują się jeszcze zbyt pewnie, boją się, co z nimi będzie i stawiają mniejszy opór. Teraz jak najszybciej trzeba ponowić próbę przeforsowania udogodnień dla przedsiębiorców. Jeśli nie uda się tego zrobić w ciągu pierwszych 100 dni rządzenia, to szanse dramatycznie zmaleją. Im później, tym trudniej. Wiem coś o tym, bo przygotowywałem pakiet w drugim roku kadencji i mimo ogromnej determinacji premiera Kaczyńskiego, wiele rozwiązań zostało utrąconych. Wiem, jak się czuje minister Szejnfeld, bo miałem podobne doświadczenia. Wówczas byłem krytykowany m.in. przez PO. Tymczasem to, co teraz przyjął rząd, to dużo mniej, niż udało się przeforsować nam. Nie czuję jednak satysfakcji, bo to zła wiadomość dla polskiej gospodarki. Te rozwiązania są bardzo potrzebne naszym przedsiębiorcom.

Roman Kluska

Jarosław

Królak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane