Kalendarzowe widełki okazują się za wąskie

Jacek Zalewski
30-05-2006, 00:00

Sejmowa komisja śledcza „do zbadania rozstrzygnięć dotyczących przekształceń kapitałowych i własnościowych w sektorze bankowym oraz działań organów nadzoru bankowego w okresie od 4 czerwca 1989 r. do 19 marca 2006 r.” wreszcie rozsiadła się w Sali Kolumnowej i rozpoczęła otwarte prace, bezpośrednio transmitowane przez radio i telewizję.

Już w pierwszych godzinach zgłosili się kandydaci na medialne gwiazdy, przy czym jako nowy Zbigniew Ziobro objawił się przewodniczący komisji Artur Zawisza. To żadne zaskoczenie, podobnie jak oczywisty od dawna jest podział polityczny — koalicja rządowa może liczyć na pełne poparcie PSL i jej przewaga jest wręcz przytłaczająca. Opozycyjni posłowie PO przyjęli taktykę opóźniania działań komisji, licząc na rychłe uznanie niekonstytucyjności uchwały o jej powołaniu. To jednak płonna nadzieja, albowiem Trybunał Konstytucyjny na 99 proc. w ogóle nie rozpatrzy wniosku.

Opinia PSL na temat systemu bankowego w Polsce znana jest od zawsze, dlatego wypada po raz n-ty postawić pytanie, po co budowniczowie IV RP wręcz za wszelką cenę forsowali w komisji liczebną przewagę PiS nad PO w stosunku 4:2, chociaż ze wszystkich rachunków wychodziło 3:3. Po takim gwałcie dokonanym przez politykę na matematyce każdy tekst o komisji powinienem zaczynać stałym pytaniem retorycznym — własnym cytatem z jednego z komentarzy: „Czy organ skażony już na starcie nieuczciwością może działać uczciwie?” Historia pokrzepia, że namolne powtarzanie — na przykład przez Katona Starszego „Ceterum censeo Carthaginem esse delendam” („A poza tym uważam, że Kartagina powinna być zburzona”) — przynosi efekt...

Zaskakująco bezkonfliktowo komisja powołała wczoraj ośmioro ekspertów — wszystkich kandydatów zgłoszonych przez posłów. Przymierzyła się również do pierwszej listy świadków, na którą wpisani zostali wszyscy prezesi NBP oraz ministrowie finansów działający w okresie objętym uchwałą o powołaniu komisji. Przy okazji wyszedł na jaw pierwszy jaskrawy przykład bezmyślności rządzącej ekipy. Oto data początkowa, 4 czerwca 1989 r., wybrana została wyłącznie z powodów politycznych i nie ma żadnego związku z początkiem przemian systemu bankowego w Polsce. W tym dniu — że zacytuję klasyka, czyli Joannę Szczepkowską — „skończył się w Polsce komunizm”, ale utworzenie z 400 oddziałów NBP dziewięciu uniwersalnych banków komercyjnych, czyli pamiętnej „dziewiątki”, nastąpiło już 1 lutego 1989 r. Ta operacja była produktem schyłkowej PRL. Dopiero przekształcenie owych dziewięciu banków w jednoosobowe spółki skarbu państwa, otwierające drogę do ich prywatyzacji, nastąpiło w okresie objętym uchwałą, czyli w roku 1991.

Jeśli komisja zechce sięgnąć do prawdziwych korzeni „bankowego zła”, zapuszczonych głęboko w epokę Polski Ludowej, to będzie mogła to zrobić tylko po znowelizowaniu przez Sejm daty zapisanej w uchwale! Dla uniknięcia ewentualnych kolejnych nowelizacji proponujemy strategom Prawa i Sprawiedliwości wpisanie jakiejś daty z odpowiednim kalendarzowym zapasem, najlepiej od razu... 22 lipca 1944 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Kalendarzowe widełki okazują się za wąskie