Kamis postanowił mocno namieszać w herbacie

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 15-06-2010, 00:00

Producent przypraw chce w dwa lata zostać wiceliderem rynku herbat. Rywale zwierają szyki.

Firma wrzuca drugi bieg. Nie wyklucza debiutu na giełdzie

Producent przypraw chce w dwa lata zostać wiceliderem rynku herbat. Rywale zwierają szyki.

Kamis, który zapewnił sobie zdecydowane prowadzenie na rynku przypraw (udział 45 proc.) i musztard (31 proc.), niedawno wszedł na rynek herbat — pod marką Irving. Inwestycję sfinansował m.in. ze sprzedaży marki Warzywko chorwackiej Podravce. Udziały Irvinga w wartym ponad 1,4 mld zł rynku herbat przekroczyły już 3 proc., ale apetyt Kamisu jest znacznie większy.

Kosztowna kampania

— Zakładamy, że marka Irving zacznie zarabiać na siebie od 2011 r. Na razie idzie jej świetnie. Już zdobyła ponad 3 proc. udziałów w rynku, a nasz cel to pozycja numer dwa po herbatach Unileveru. Chcemy go osiągnąć w dwa lata. Nasze herbaty pod względem jakości mogą rywalizować z najsilniejszymi markami na polskim rynku, takimi jak Lipton i Dilmah, do tego są wobec nich konkurencyjne cenowo. Irving jest już numerem trzy na rynku herbat premium, razem z marką Dilmah. Wyprzedził już Teekanne oraz Twinningsa. Przed nami są jeszcze Lipton i Tetley — mówi Robert Kamiński, prezes firmy Kamis.

W reklamę nowej marki herbat firma zainwestowała ponad 23 mln zł. Dopinguje ją to, że rynek ten rośnie w Polsce w tempie 10 proc. rocznie.

— Polska jest trzecim rynkiem herbaty w Europie (po Wielkiej Brytanii i Rosji) pod względem wartości sprzedaży, ale do poziomu konsumpcji w Irlandii czy Wielkiej Brytanii na osobę (325-400 litrów rocznie) nam jeszcze daleko (u nas 160 litrów) — mówi Robert Kamiński.

Rywale uważają, że awans Irvinga na pozycję wicelidera nie będzie łatwy.

— W ciągu ostatnich lat nie było spektakularnych zmian w czołówce graczy z rynku herbaty. Nie pojawiły się nowości, które zasadniczo zmieniłyby ich pozycję. Buduje się ją długo, konsekwentną pracą nad kształtowaniem wizerunku marek, ich dystrybucją, pozycją na półce, pomysłowością działań promocyjnych. Unilever jest tego najlepszym przykładem. Dwie nasze marki stoją na czele rankingu [Lipton, Saga — przyp. red]. Istotne ilościowe zmiany na tym rynku pojawiają się wraz z przejęciami marek lub spółek — mówi Jarek Malinowski, dyrektor biznesu żywnościowego z Unilever Polska.

Wielki wyścig

Walka o miejsce wicelidera rynku zapowiada się ciekawie, bo jest ono w zasięgu kilku firm, m.in. Herbapolu Lublin, Mokate i Tetleya.

— 2009 r. Mokate zakończyło jako wicelider rynku herbat. Najnowsze badania potwierdzają umocnienie się na drugiej pozycji (z udziałami ilościowymi 12,3 proc. oraz wartościowymi 7,5 proc.). Intensywnie pracujemy nad utrwaleniem trendu wzrostowego — mówi Sylwia Mokrzysz, członek zarządu Mokate, do której należą marki Loyd Tea i Minutka.

Także Herbapol Lublin chce bić się o drugą pozycję. Dlatego wprowadza na rynek herbaty czarne pod marką Herbapol. Natomiast Tetley nie wypowiada się na temat rynku.

Koncepty obiadowe

— Po osiągnięciu silnej pozycji na rynku herbat będziemy wprowadzać nowe marki i wchodzić w nowe kategorie produktów naturalnych związanych ze zdrowym stylem życia i żywienia. Chcemy powalczyć też o jak największy kawałek rynku ketchupów, wartego już 340 mln zł. Działamy na nim od niedawna, ale udało się nam już zdobyć 2-procentowy udział. W planach mamy też m.in. rozwój nowych, wyspecjalizowanych konceptów obiadowych, a także produktów dedykowanych różnym kuchniom etnicznym — mówi Robert Kamiński.

I choć nie przewiduje żadnych przejęć, to nie wyklucza, że w przyszłości jego firma sięgnie po dodatkowy kapitał na rozwój, np. z GPW czy od zewnętrznych inwestorów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy