Kampania samorządowa szansą na uregulowanie tzw. dzikiej reprywatyzacji

PAP
02-11-2014, 08:51

Samorządowa kampania wyborcza może być okazją, by po latach uregulować problem tzw. dzikiej reprywatyzacji gruntów warszawskich.

Projekt ustawy w tej sprawie złożył niedawno Twój Ruch, a złożenie swojego - jak zapowiada Marcin Święcicki (PO) - planują też posłowie Platformy.

Z powodu braku ustawy reprywatyzacyjnej sprawę zwrotu gruntów dawnym właścicielom oparto na orzecznictwie sądów, a te wydawały wyroki nie zawsze zgodne z interesem publicznym, szczególnie na terenie Warszawy. Dziś temat tzw. dzikiej reprywatyzacji w stolicy wrócił w ramach samorządowej kampanii wyborczej.

W ostatnich miesiącach doszło do kilku spektakularnych przypadków zwrotu dawnym właścicielom (lub biznesmenom, którzy przejęli ich roszczenia) kilku warszawskich nieruchomości przeznaczonych na cel publiczny. Biznesmeni kupili roszczenia do boiska Liceum im. Zamoyskiego na ul. Foksal, dwujęzycznego gimnazjum przy ul. Twardej, a podobny los może spotkać ponad 100 szkół. Ostatnio do rąk dawnych właścicieli trafił też teren na warszawskiej Pradze, gdzie od lat mieści się Tęczowe Przedszkole.

Było to paradoksalnie możliwe na podstawie tzw. dekretu Bieruta z 26 października 1945 roku. Dekret "O własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy", podpisany przez ówczesnego przewodniczącego Krajowej Rady Narodowej Bolesława Bieruta, objął obszar Miasta Stołecznego Warszawy. Skutkiem wejścia w życie dekretu (21 listopada 1945 r.) było przejęcie wszystkich gruntów w granicach miasta przez Gminę Miasta Stołecznego Warszawy, a w 1950 r. przez Skarb Państwa - w związku ze zniesieniem samorządu terytorialnego. Dekret pozbawił mienia blisko 20 tys. warszawiaków i objął ponad jedną czwartą dzisiejszej stolicy. Państwo przejęło wówczas około 14 tys. hektarów gruntów, razem z budynkami, głównie w centrum miasta.

W myśl dekretu, właściciele gruntów mogli w ciągu sześciu miesięcy od dnia objęcia działek w posiadanie przez gminę, zgłosić wnioski o przyznanie im na tych terenach prawa wieczystej dzierżawy z czynszem symbolicznym lub prawa zabudowy za symboliczną opłatą. Składane w tej sprawie wnioski pozostawały jednak często bez rozpatrzenia lub wydawano decyzje odmowne, bez podawania podstaw prawnych odmowy. Wiele osób nie złożyło w ogóle wniosków, ponieważ np. znajdowały się w więzieniach, przebywały za granicą, nie zostały poinformowane o takiej możliwości.

Właśnie ten przepis dziś stał się dla byłych właścicieli lub ich prawnych spadkobierców furtką, która umożliwiła ubieganie się o zwrot nieruchomości. Na tej podstawie już od lat 90. władze Warszawy przyznały nieruchomości dawnym właścicielom. Ale nawet w przypadkach, gdy w latach 40.i 50. wnioski o przyznanie wieczystej dzierżawy rozpatrywane były odmownie, obecnie sądy weryfikują te decyzje, stwierdzając, że tamte odmowy były bezprawne i zwracając nieruchomość lub przyznając odszkodowanie, gdy obecny stan prawny nie pozwala na zwrot w naturze.

Sytuację jeszcze skomplikował werdykt Trybunału Konstytucyjnego z czerwca 2011 roku. TK uznał wtedy, że właściciele wszystkich nieruchomości, które przeszły na własność państwa na podstawie dekretu Bieruta, jeżeli stało się to po 1958 roku, powinni mieć prawo do odszkodowania. Trybunał uznał, że przepis ustawy o gospodarce nieruchomościami z 1997 roku w zakresie, w jakim pomija właścicieli nieruchomości innych niż domy jednorodzinne i działki pod zabudowę jednorodzinną, jest niezgodny z konstytucją.

Na podstawie tego przepisu odszkodowanie miało przysługiwać za zajęcie domu jednorodzinnego, który przeszedł na własność państwa po 5 kwietnia 1958 roku oraz działki przeznaczonej pod budownictwo jednorodzinne. Nie przysługiwało natomiast w przypadku zajęcia innych nieruchomości, np. kamienic, budynków usługowych i przemysłowych. TK uznał, że było to pominięcie ustawodawcze.

Ułatwiło to odzyskiwanie przez dawnych właścicieli (lub biznesmenów, którzy nabyli lub przejęli ich roszczenia) także gruntów, na których obecnie są szkoły, przedszkola lub inne budynki użyteczności publicznej.

"Orzecznictwo sądów poszło obecnie dość daleko w stronę ochrony prywatnych roszczeń i nieprzychylnego dla użytkowników publicznych. Na tyle, że mamy do czynienia z patologią. Nieruchomości odbierają kuratorzy za osoby, które mają np. 127 lat i których nie mogą odnaleźć. A sądy te nieruchomości przyznają" - mówi PAP poseł PO i były prezydent Warszawy (w latach 1994-99) Marcin Święcicki.

Właśnie podobne praktyki skłoniły ostatnio kandydata Twojego Ruchu na prezydenta Warszawy Andrzeja Rozenka do złożenia w Sejmie projektu ustawy, która by regulowała ten problem. W istocie jest to projekt przygotowany w 2013 roku pod auspicjami prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale nie skierowany do Sejmu. Projekt m.in. wyklucza zwrot w naturze, jeśli nieruchomość przeznaczona jest na cel publiczny. Ustala też 12-miesięczy okres od daty wejścia w życie ustawy na ostatecznie złożenie wniosku o oddanie nieruchomości w użytkowanie wieczyste. Po tym terminie takie wnioski maja nie być rozpatrywane. Projekt zakłada, że ustawa weszłaby w życie 1 marca 2015 r. Swój projekt zapowiedział też kilka dni temu kandydat Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej Piotr Guział.

Nowy pomysł mają także, jak się dowiedziała PAP, posłowie PO. "W związku z tym, co dzieje się z orzecznictwem, grupa posłów Platformy, m.in. Marcin Kierwiński i ja, poprosiliśmy ratusz o przygotowanie projektu, który jakoś rozwiąże ten problem" - mówi PAP Święcicki. "Planujemy uchwalenie tego jeszcze w tej kadencji" - zapowiada.

Projekt, który według Święcickiego, złożony zostanie być może jako poselski projekt Platformy, ma zawierać trzy zasadnicze elementy. Pierwszy to pierwokup w roszczeniach - gdy jakiś dawny właściciel lub jego spadkobierca będzie chciał sprzedać roszczenia do nieruchomości, miasto miałoby pierwszeństwo ich pierwokupu. Ma to zakończyć proceder masowego skupywania tych roszczeń przez biznesmenów.

Poza tym w projekcie ma być wyraźnie powiedziane, że nieruchomości wykorzystywane na cele publiczne (a więc szkoły, parki, przedszkola itp.) nie mogą być oddawane w naturze. Zarazem te cele publiczne mają być doprecyzowane. Trzeci planowany zapis to wygaszenie praw do roszczeń, zgłoszonych po wojnie, ale od lat nie ponowionych, bo właścicieli lub następców prawnych nie ma, względnie nie są zainteresowani zwrotem. "Jest cała grupa nieruchomości, która z powodu zgłoszonych kiedyś roszczeń jest prawnie zamrożona - nie można tam np. sprzedawać żadnych mieszkań z powodu niejasnej sytuacji prawnej. To też chcemy jakoś rozwiązać" - mówi Święcicki. Projekt różniłby się więc nieco od poprzedniego projektu ratusza z 2013 roku, przejętego ostatnio przez Twój Ruch.

Poparcie podobnego projektu przez największy w Sejmie klub PO pozwalałoby wierzyć, że sprawa zostanie w końcu uregulowana. Tym bardziej, że ideę skończenia z "dziką reprywatyzacją" w stolicy popiera większość klubów parlamentarnych. Sprawa oczywiście może rozbić się o pieniądze - według szacunkowych danych wartość roszczeń odszkodowawczych na terenie Warszawy wynosi ok. 40 mld zł. Właśnie głównie z tego powodu dotychczasowa historia prób ustawowego uregulowania problemu reprywatyzacji to historia porażek.

"Jeśliby się chciało całościowo załatwiać problem reprywatyzacji, to trzeba by wypłacać znaczne odszkodowania" - podkreśla Święcicki, dodając, że w przypadku Warszawy, przy przygotowywaniu kolejnych projektów ustaw, koszt ten szacowano na 27 mld zł. "Akurat trafiło to na okres kryzysu, a dodatkowo cała Polska i tak uważa, że Warszawa jest najbogatsza. Nie chce więc dokładać się do kosztownej reprywatyzacji w stolicy" - tłumaczy przyczyny nieuchwalenia do tej pory żadnej ustawy, mimo kilku podejmowanych prób.

Najdalej parlament zaszedł w 2001 roku, gdy uchwaloną już ustawę zawetował prezydent Aleksander Kwaśniewski, a Sejm nie zdołał odrzucić weta. Wówczas głównym powodem weta prezydenta był przegłosowany zapis, że zwrotu nieruchomości będą mogły dochodzić wyłącznie osoby lub ich spadkobiercy, które były obywatelami polskimi nie tylko w momencie utraty majątku, ale też 31 grudnia 1999 roku.

Za rządów PiS swój projekt przygotowywało Ministerstwo Skarbu Państwa. Odpowiedni projekt ustawy dotyczący już tylko Warszawy przygotowany został też w stołecznym ratuszu w 2008 roku. Zakładał zwrot w naturze, ale także zapis, że jeśli plan zagospodarowania przestrzennego przewiduje na spornym gruncie nieruchomość na cele publiczne, można odmówić zwrotu. W takich sytuacjach miała być wypłacana rekompensata "o niższej wysokości niż wartość odszkodowawcza". Projekt jednak nie został uchwalony, podobnie jak przygotowany w 2012 roku projekt PO, firmowany wtedy także m.in. przez Marcina Święcickiego. Wówczas posłowie Platformy planowali zaspokojenie roszczeń przynajmniej części właścicieli na gruntach Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa.

Swój projekt przygotował też w 2008 roku resort skarbu, jednak prace nad nim zostały wstrzymane z powodów finansowych. Według resortu uchwalenie ustawy mogłoby spowodować przekroczenie dozwolonej przez UE bariery długu publicznego w stosunku do PKB. Ustawa ta dotyczyła jednak nie tylko stolicy, ale szerzej - nacjonalizacji przeprowadzonej na podstawie wydanych w latach 1944-1962 dekretów PKWN i ustaw uchwalonych przez Sejm PRL.

Najnowsze projekty ustawy są pod względem finansowym nieco bardzie optymistyczne. Projekt Twojego Ruchu wspomina o kosztach 15 miliardów złotych. Projekt przygotowywany przez ratusz w porozumieniu z posłami PO nie ma na razie oszacowanych kosztów, ale Święcicki zapewnia, że przygotowywany jest tak, by generować jak najmniejsze.

"Prawo pierwokupu będzie opłacane z budżetu warszawskiego, a wygaszenie roszczeń nie ruszanie przez 70 lat ruszane też da miastu jakieś dochody, choćby ze sprzedaży mieszkań" - mówi były prezydent Warszawy. Do rozstrzygnięcia pozostaje, czy i jakie skutki finansowe w postaci zasądzanych odszkodowań będzie miało rozszerzenie katalogu celów publicznych, w przypadkach których będzie można odmówić zwrotu nieruchomości. "Tak czy inaczej to umocni pozycje miasto, bo będzie mogło odmówić, a potem będzie mogło negocjować odszkodowanie, a nie będzie tak, że sąd będzie po prostu zabierał teren szkoły" - zaznacza Święcicki. Dziś miasto, jeśli nie chce zwrócić biznesmenowi przyznanej mu przez sąd nieruchomości publicznej, najczęściej oferuje mu w zamian inny grunt. Biznesmen może się jednak na to nie zgodzić.

Przy przyjmowaniu ustawy posłowie będą musieli brać pod uwagę, że już dziś na odszkodowania wydawane są znaczące kwoty. Zgodnie bowiem z orzeczeniem Sądu Najwyższego z grudnia 2006 roku, to Skarb Państwa ma pokrywać koszty wszystkich decyzji wydanych m.in. przez rady narodowe, urzędy gmin, województw przed 27 maja 1990 roku, czyli przed reformą samorządową. Dotyczy to m.in. decyzji wywłaszczeniowych, które powoływały się na ustawę nacjonalizacyjną, na dekret o reformie rolnej, a także na dekret Bieruta. W przypadku dekretu Bieruta odszkodowania wypłacane z tytułu roszczeń spadkobierców nieruchomości wynoszą rocznie od 250 do 600 mln zł. Zgodnie ze znowelizowaną w ubiegłym roku ustawą o komercjalizacji i prywatyzacji Warszawa ma otrzymywać do 200 mln zł rocznie z Funduszu Reprywatyzacji na wypłatę odszkodowań za mienie przejęte na podstawie tzw. dekretu Bieruta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Kampania samorządowa szansą na uregulowanie tzw. dzikiej reprywatyzacji