Czytasz dzięki

Kampania większości komitetów wyborczych - na kredyt

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 05-08-2005, 17:49

Większość komitetów wyborczych kandydatów na prezydenta oraz ugrupowań politycznych zaciągnęła lub zaciągnie kredyt na kampanię. Wykluczają to SLD oraz kandydatki na prezydenta Henryka Bochniarz i Maria Szyszkowska. Na jedną ze skromniejszych zapowiada się właśnie kampania Szyszkowskiej, szefjej sztabu będzie zadowolony, gdy uda się zdobyć na ten cel 20 tys. zł.

Większość komitetów wyborczych kandydatów na prezydenta oraz ugrupowań politycznych zaciągnęła lub zaciągnie kredyt na kampanię. Wykluczają to SLD oraz kandydatki na prezydenta Henryka Bochniarz i Maria Szyszkowska. Na jedną ze skromniejszych zapowiada się właśnie kampania Szyszkowskiej, szefjej sztabu będzie zadowolony, gdy uda się zdobyć na ten cel 20 tys. zł.

    Kampanię prezydencką, w odróżnieniu od parlamentarnej, można finansować również z "cegiełek" oraz wpłat od osób prawnych. Z co najmniej jednego z tych źródeł chcą korzystać m.in. kandydaci: LPR, PSL, SdPl, czy Partii Demokratycznej - demokratów.pl. Od "cegiełek" i pieniędzy od firm odżegnuje się natomiast PiS. Z "cegiełek" nie chce też korzystać Samoobrona.

    Według wyjaśnień Państwowej Komisji Wyborczej z czerwca tego roku, komitet wyborczy kandydata na prezydenta może brać pieniądze od: osób fizycznych, osób prawnych, ze zbiórek publicznych, czyli m.in. sprzedaży "cegiełek", od partii politycznych popierających kandydata na prezydenta, z kredytu. Jak czytamy w wyjaśnieniach PKW, komitet kandydata na prezydenta może pozyskiwać środki również po dniu wyborów. Komisja publikuje sprawozdania wyborcze komitetów w "Monitorze Polskim".

    Zgodnie z wyjaśnieniami PKW, komitet kandydata na prezydenta może wydać na kampanię maksymalnie 12 mln zł. Jednak, według informacji uzyskanych w piątek przez PAP w Komisji, limit ten podwyższono do 13,8 mln zł, choć decyzja ta nie została jeszcze zamieszczona w "Dzienniku Ustaw".

    Jeśli chodzi o kampanię parlamentarną, to - według wyjaśnień PKW - może ona być finansowana z wpłat własnych partii politycznej oraz darowizn od osób fizycznych. Jest też możliwość wzięcia na kampanię kredytu. W odróżnieniu od wyborów prezydenckich, w przypadku wyborów do parlamentu zabronione jest pozyskiwanie środków po dniu wyborów.  W wyborach do Sejmu i Senatu limit wydatków dla komitetu wyborczego, który zarejestrował listy kandydatów na posłów i senatorów we wszystkich okręgach wyborczych, wynosi 30.029.405 zł.Również w tym przypadku PKW ogłasza sprawozdania wyborcze w "Monitorze Polskim".

    Według Katarzyny Piekarskiej - szefowej sztabu Włodzimierza Cimoszewicza - kampania tego kandydata na prezydenta będzie skromna i nie jest planowane wykorzystanie całego limitu. W tej chwili przygotowywany jest budżet, który zamyka się w kwocie 5-6 mln zł.

    W lipcu Cimoszewicz zapowiedział, że będzie głównie apelował do obywateli o datki, ale jeśli jakakolwiek instytucja będzie chciała go wesprzeć, "to może to zrobić w ramach prawa przy ścisłym respektowaniu limitów". Piekarska powiedziała wtedy PAP, że SLD jest "jednym z podmiotów wspierających Cimoszewicza i zgodnie zobowiązującym prawem może przekazać na jego kampanię określoną sumę".

    Szef sztabu PiS oraz kandydata na prezydenta tej partii Lecha Kaczyńskiego, Adam Lipiński, powiedział PAP, że kampania prezydencka będzie finansowana ze źródeł partyjnych oraz ewentualnie z wpłat osób prywatnych. "Nie wchodzimy w żadne cegiełki, żadne pieniądze od wielkiego biznesu(...) i apelujemy do innych, żeby nie wchodzili, ale chyba te nasze apele są mało skuteczne" - powiedział. Nie spodziewa się on, by na kampanię prezydencką był zaciągnięty kredyt, "ale nie ma jeszcze decyzji". Zapytany, czy będzie wykorzystany cały limit, odparł: "Nie sądzę".Dodał, że nie wie, jaka część limitu będzie wydana.

 Jeśli chodzi o kampanię parlamentarną, to, według Lipińskiego, PiS wykorzysta "istotną część" przysługującego na ten cel limitu. Dodał, że partia ta finansuje swoją kampanię z własnych środków oraz z wpłat osób prywatnych. Powiedział, że w jego partii kandydaci wpłacają pieniądze na własną kampanię, choć nie płacą za konkretne miejsce na liście. Szef sztabu PiS jeszcze nie wie, czy na kampanię do parlamentu jego formacja weźmie kredyt.

    Kampania wyborcza kandydata PO na prezydenta Donalda Tuska będzie w "99 proc. finansowana z kredytu bankowego". Jak podkreślił, szef jego sztabu Jacek Protasiewicz, pozostały jeden procent stanowić będą wpłaty osób fizycznych oraz świadczenia niepieniężne. "Plan wydatków zakłada wykorzystanie całego limitu, 12 mln zł, i na taką sumę zaciągnęliśmy kredyt" - powiedział Protasiewicz. 

    Również z kredytu finansowana będzie kampania parlamentarna Platformy. Ponadto, jak zaznaczył szef kampanii PO Paweł Graś, poszczególni kandydaci samodzielnie finansują swoje kampanie. Graś przewiduje, że, podobnie jak w poprzednich wyborach parlamentarnych, Platforma nie wykorzysta całego limitu funduszy, który przysługuje partiom politycznym na podstawie ordynacji wyborczej.

    Jak poinformował PAP pełnomocnik komitetu wyborczego Zbigniewa Religi Jacek Lipiński, koszty kampanii tego kandydata mają wynieść 2-3 mln zł. Finansowana ma być ona zgodnie z przepisami ordynacji (m.in. z darowizn od sympatyków, osób prawnych). Komitet planuje także zaciągnięcie kredytu na sfinansowanie kampanii, jednak, jakpowiedział Lipiński, są trudności z jego uzyskaniem.

    Z kolei szef sztabu Samoobrony Janusz Maksymiuk powiedział PAP, że na kampanię przed wyborami parlamentarnymi jego partia chce przeznaczyć ok. 9-10 mln zł, a na prezydencką 4-5 mln zł. Jak zapewnił, "będą to czyste, jasne pieniądze, nieśmierdzące i niewyprane".

    Maksymiuk poinformował, że zarówno na kampanię parlamentarną, jak i prezydencką Samoobrona weźmie kredyt. Dodał, że jeszcze nie wiadomo, jakiej wysokości. Ważnym elementem finansowania kampanii parlamentarnej - zdaniem Maksymiuka - będą wpłaty od kandydatów Samoobrony do Sejmu i Senatu. Jak poinformował, będą to sumy od 100 zł do 12 tys. zł. Zapewnił, że partia nie będzie pozyskiwała pieniędzy z "cegiełek".

    Szef sztabu wyborczego PSL Jan Bury powiedział PAP, że na kampanię przed wyborami parlamentarnymi Stronnictwo chce przeznaczyć około 4-5 mln zł, a na kampanię prezydencką Jarosława Kalinowskiego - 3 mln zł. "Kampania parlamentarna i prezydencka PSL będzie wyjątkowo skromna; PSL nie otrzymało bowiem subwencji zbudżetu państwa i nie stać nas na drogą kampanię" - podkreślił.

    Jak poinformował, na kampanię parlamentarną PSL weźmie kredyt w wysokości 3-4 mln zł. Dodał, że ważnym elementem finansowania kampanii będą wpłaty od kandydatów na posłów i senatorów. Kandydaci z trzech pierwszych miejsc na listach będą wpłacać po 10-15 tys., pozostali - od 1 do 2 tys. zł. Bury zaznaczył, że zkażdej wpłaty od kandydata na posła i senatora 10 proc. pójdzie na koszty kampanii ogólnej PSL.

    Bury poinformował, że komitet wyborczy Kalinowskiego wystąpi o kredyt w wysokości około 1,5 miliona zł. Jak dodał, z "cegiełek" komitet powinien uzyskać dalsze 1-1,5 mln zł.

    Z kolei SLD - jak powiedział PAP członek Zarządu Krajowego partii Marek Wikiński - nie rozważa zaciągnięcia kredytu. Według niego, kampania Sojuszu finansowana będzie ze środków własnych partii oraz wpłat osób prywatnych. "Wszyscy kandydaci w miarę posiadanych możliwości będą dokonywać wpłat na komitet wyborczy" - dodał. "W przeciwieństwie do innych partii u nas nie ma żadnego cennika za pierwsze miejsce, za kolejne miejsca - to wszystko jest uzależnione od możliwości kandydatów" - zaznaczył.

    W ocenie Wikińskiego nie ma szans na to, by Sojusz wykorzystał cały dostępny limit wydatków. "To będzie ułamek, myślę, tego głównego limitu" - uznał. Na pytanie, czy w takiej sytuacji kampania będzie skromna, odparł twierdząco.

    Kampania kandydata LPR na prezydenta Macieja Giertycha, jak powiedział PAP szef jego sztabu wyborczego Radosław Parda, finansowana będzie głównie z funduszy Ligi, a także datków osób fizycznych i prawnych. Dodał, że suma, która zostanie przeznaczona na kampanię, na razie pozostaje "tajemnicą".

    "Naszym założeniem jest, że poprzez wybory parlamentarne wygrywa się prezydenckie, więc większość pieniędzy idzie na kampanię parlamentarną" - podkreślił Parda. Jak dodał, nie zostanie wykorzystany cały limit, "bo nie ma takich potrzeb". "Dysponujemy dużą grupy wolontariuszy, którzy będą prowadzić bezpośrednią kampanię" - argumentował.

    Parlamentarna kampania Ligi ma być natomiast finansowana z wewnętrznych funduszy partii oraz wpłat kandydatów na posłów. Jak zaznaczył szef kampanii LPR Sylwester Chruszcz, partia myśli także o zaciągnięciu kredytu, ale jeszcze tego nie zrobiła. "Chcielibyśmy wydać jak najwięcej, ale nie jesteśmy w stanie. Napewno nie wykorzystamy całego limitu" - podkreślił Chruszcz.

    Szef sztabu kandydata SdPl na prezydenta Marka Borowskiego, Arkadiusz Kasznia, powiedział PAP, że kampania prezydencka jest finansowana z: kredytu; darowizn od sympatyków i członków partii; darowizn od osób prawnych i "cegiełek". Według niego, "cegiełki" zostały 2-3 tygodnie temu rozprowadzone po całym kraju i w tej chwili trwa ich sprzedaż. Przyznał, że idzie ona "tak sobie". Dodał, że koszt kampanii jest planowany na ok. 4 mln zł.

    Kasznia poinformował, że jeśli chodzi o kampanię SdPl do parlamentu, to pieniądze na nią mają pochodzić z własnych środków partii i darowizn od liderów list, którzy płacą po 10 tys. zł - z przeznaczeniem na własną kampanię, ale zorganizowaną przez centralę - chodzi o wspólne billboardy Borowskiego i "jedynek". Według niego, SdPl zamierza też zaciągnąć kredyt na kampanię parlamentarną. Kasznia powiedział, że SdPl chce wydać na kampanię tyle, ile będzie pieniędzy.

    Z kolei pełnomocnik finansowy komitetu Partii Demokratycznej-demokraci.pl Zbigniew Lewiński poinformował PAP, że jego ugrupowanie zamierza przeznaczyć na kampanię wyborczą 3 mln zł. Jak powiedział, pieniądze pochodzić będą przede wszystkim z kredytu oraz darowizn od członków partii i jej sympatyków.

    Natomiast kandydatka Demokratów Henryka Bochniarz powiedziała w niedawnym wywiadzie dla PAP, że na swoją kampanię prezydencką zamierza przeznaczyć przewidziane w ordynacji 12 mln zł, które może wydać na ten cel kandydat. "Gromadzone środki to na razie w większości wpłaty od osób indywidualnych - mniej od firm. Jak narazie nie mamy problemów z finansowaniem obecnego etapu kampanii, ale wiadomo, że najdroższa będzie jej końcówka" - powiedziała. Podkreśliła, że na pewno nie będzie zaciągać kredytów na sfinansowanie swojej kampanii.

    Bardzo skromną kampanię zapowiada prof. Maria Szyszkowska. Źródła jej finansowania to - jak powiedziała - "wpłaty zwykłych ludzi, jej sympatyków". Wykluczyła możliwość zaciągania kredytów na kampanię. "Mam swoje własne kredyty, moja zdolność kredytowa się wyczerpała" - podkreśliła.

    Szef Sztabu Szyszkowskiej Czesław Janik ocenił, że "nawet gdyby udało się zebrać 20 tys. zł, byłby zadowolony". Podkreślił, że kandydatka nie będzie reklamować się na wielkich billboardach. "Grunt, aby na kolorowe ulotki wystarczyło" - powiedział.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane