Karaiby drżą o zdrowie Hugo Chaveza

MWIE
opublikowano: 07-01-2013, 00:00

Kraje basenu Morza Karaibskiego śledzą doniesienia o zdrowiu Hugo Chaveza z jeszcze większym niepokojem niż Wenezuelczycy.

Jego źródłem nie jest jednak przywiązanie do boliwariańskiej rewolucji (partia ku czci Simona Bolivara, legendarnego wyzwoliciela Ameryki Łacińskiej), na której czele stoi prezydent, ale hojny program subsydiowania zakupów wenezuelskiej ropy przez kraje regionu. Kraje, które przystąpiły do stworzonego przez Hugo Chaveza programu, mogą kupować ropę, płacąc początkowo jedynie 5 proc. jej wartości. Reszta rozkładana jest na 25 lat, przy czym oprocentowanie sięga zaledwie 1 proc. rocznie. Wartość subsydiowanej sprzedaży sięga 7 mld USD, czyli trzykrotności całej pomocy USA dla krajów obu Ameryk. Zdrowie prezydenta Chaveza jest dla nas wielkim zmartwieniem. Jego stan może zagrozić obecnemu kształtowi porozumienia dotyczącego handlu ropą — przyznał minister gospodarki Dominikany, obawiając się, że następca Chaveza weźmie pod lupę te warunki. W razie zmniejszenia pomocy krajom z niej korzystającym byłoby trudno ustabilizować gospodarki. Na import ropy wydają aż 13 proc. PKB, a Jamajka i Małe Antyle wytwarzają aż 95 proc. energii w elektrowniach napędzanych ropą. Od czasu ostatniego zabiegu związanego z chorobą nowotworową Hugo Chavez pozostaje w szpitalu w Hawanie. Po operacji wdała się infekcja dróg oddechowych, a współpracownicy prezydenta zmuszeni byli dopuścić możliwość przełożenia ceremonii zaprzysiężenia go na kolejną kadencję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MWIE

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu