Karkosik, czyli... jasnowidz na GPW

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 04-06-2009, 00:00

Guru inwestorów o giełdzie, kondycji polskich firm i naszej gospodarce.

Inwestor zarobił wiosną

na GPW pół miliarda zł.

Jego osiągnięcia wypadają blado

na tle innych rekinów giełdowych

Odbicie na giełdzie trwa niespełna cztery miesiące. Zaczęło się 17 lutego. W tym czasie WIG i WIG20 zyskały niemal 50 proc. Wzrosty nie mogły ominąć spółek jednego z najbardziej znanych i największych inwestorów giełdowych — Romana Karkosika. Choć zwyżki jego spółek nie są wcale imponujące.

Bazujemy na indeksie PB Karkosik, który najlepiej obrazuje zachowanie spółek z portfela znanego inwestora (publikujemy go codziennie na portalu pb. pl). Stworzyliśmy go sami według tej samej metodologii, zgodnie z którą powstają subindeksy branżowe na GPW (pakiety, które uwzględniliśmy przy obliczeniach, wyznaczamy, opierając się na liczbie akcji firm pozostających w wolnym obrocie). PB Karkosik wzrósł od lutowych dołków "tylko" 36 proc.

Nie zmienia to faktu, że w stajni Romana Karkosika znowu jak w czasach hossy nie brakuje koni pościgowych. Teraz jest nim Midas, którego wiosenne odbicie wybiło kurs o 224 proc. To drugi po Pagedzie wynik wśród spółek wchodzących w skład WIG. Podstawą dla tak silnych wzrostów są oczekiwania związane z uruchomieniem usług operatora komórkowego przez jedną ze spółek zależnych — Centernet. Oprócz funduszu wyraźnie lepiej od głównych giełdowych indeksów zachowują się także notowania Hutmena oraz Skotanu.

Nie wszyscy "fani" Karkosika mają jednak powody do zadowolenia. Niektóre jego spółki wyraźnie odstają od rynku. Najsłabiej radzi sobie Alchemia. Jej kursowi nie pomaga nawet kończący się powoli skup własnych akcji. Sporym balastem może być problem opcji walutowych. Umowy opcyjne zawarte w zeszłym roku przez zależną Hutę Batory zmusiły grupę do utworzenia rezerwy na 95 mln zł.

Jak portfel Karkosika wypada na tle konkurencji, czyli innych tuzów giełdowych? Na razie królem wiosennego ożywienia na parkiecie jest Leszek Czarnecki. Od połowy lutego PB Czarnecki poszybował w górę o prawie 150 proc. Wszystkie trzy giełdowe aktywa wrocławskiego inwestora — Getin Holding, Noble Bank i LC Corp. — mogą pochwalić się trzycyfrową stopą zwrotu. Sam biznesmen zarobił prawie 2 mld zł. Spore powody do zadowolenia mogą mieć też akcjonariusze spółek Michała Sołowowa. PB Sołowow wzrósł od lutego o 62 proc. Wiosenne odbicie nie sprzyja natomiast pomnażaniu majątku Zygmunta Solorza. Na razie Cyfrowy Polsat, główny składnik portfela inwestora, okazuje się defensywnym papierem, czyli lepszym i bezpieczniejszym dla inwestorów na czas bessy. Jeszcze gorzej wypada Bioton (Solorz ma w nim prawie 7 proc.). Od lutego indeks PB Solorz podskoczył zaledwie o 12 proc.

Guru inwestorów o giełdzie, kondycji polskich firm i naszej gospodarce.

Dwa lata temu przewidział pan bessę. Rok temu mówił o szukaniu perełek. Co teraz czeka GPW?

Roman Karkosik: Nadal wszyscy obserwują wszystko i wszystkich i starają się przewidzieć, jaki będzie i w którym momencie nastąpi start nowego cyklu, jaką koncepcję budowania portfela przyjąć. Nie zmieniam podejścia. Jeśli chodzi o giełdę, która wyprzedza rynek, to uważam, że najgorsze mamy już za sobą. Druga połowa roku powinna być zdecydowanie lepsza niż pierwsza.

A co z gospodarką? Kryzys.

W Polsce przez 20 lat inwestorzy zrobili sporo, modernizując i unowocześniając polskie przedsiębiorstwa. Staliśmy się wartościowym poddostawcą różnego rodzaju komponentów i podzespołów, ale również produktów finalnych dla największych firm globalnych w sektorze motoryzacyjnym (Toyota, Fiat, GM, Valeo), lotniczym (Airbus, Boeing, Sikorsky, Agusta Westland, UTC), AGD (Electrolux, LG) i innych. Należy jednak pamiętać, że to właśnie powiązanie w dobie kryzysu powoduje przy spadającym popycie na produkty tych branż również kłopoty u nas. Gospodarka światowa zwalnia a my niestety razem z nią. Z drugiej strony, jesteśmy prawie jedynym krajem europejskim, który opublikował dane o rosnącym PKB w I kw. W walce z kryzysem pomaga nam nadal wysoki popyt wewnętrzny oraz słaby złoty. Idziemy trochę pod prąd, starając się utrzymać w ryzach deficyt budżetowy.

Co jest obecnie największą bolączką przedsiębiorców?

Przede wszystkim utrzymanie płynności przy malejącym popycie. Banki, starając się ograniczać ryzyko, zmniejszają ekspozycje kredytowe, przy tym renegocjują kredyty, zwiększając koszty kredytu, nie mówiąc już o jego dostępności dla nowych projektów. Przy tak rozchwianych rynkach finansowych trudno jest też cokolwiek długofalowo planować. Na plus przemawia z kolei słabość złotego. Firmy eksportujące, dzięki słabemu złotemu, mają większą rentowność. Sektor usług i turystyka powinny zyskiwać na powrocie zagranicznych turystów do Polski. Środki pomocowe z Unii w przeliczeniu na złote też są wyższe.

Co mogłoby pomóc naszym firmom w walce z kryzysem?

Oczekuję działań rządu, które poprawią zaufanie w relacjach między bankami a przedsiębiorcami poprzez wprowadzenie instrumentów zwiększających bezpieczeństwo obrotu pieniądzem. Pomysł, który jest powrotem do dobrych, starych i sprawdzonych rozwiązań z lat 90. (chodzi o wprowadzenie BGK do tego procesu) uważam za absolutnie słuszny i potrzebny. Tyle tylko, że jest on spóźniony o co najmniej 8-9 miesięcy. Kryzys obnaża w pełni strategiczne błędy, jakie popełniono w przeszłości. Mam na myśli tolerowanie skutków konsolidacji sektora energetycznego zrealizowanej bez wyobraźni, co doprowadziło do powstania swoistego oligopolu i w rezultacie wzrostu cen energii elektrycznej dla przedsiębiorstw w latach 2007-09 o ponad 80 proc. Nie istnieje praktycznie żaden wolny rynek energii. Import tańszej energii ze Wschodu jest niemożliwy, bo linii transgranicznych albo nie ma, albo są w fatalnym stanie technicznym. Nie pomyślano wcześniej o dużych odbiorcach energii, którzy ze względu na technologie nie są w stanie wiele zmienić. Skutek to likwidacja wielu oddziałów produkcyjnych w przedsiębiorstwach i niestety utrata miejsc pracy. W całej grupie moich przedsiębiorstw musieliśmy zwolnić z tych powodów ponad 1200 osób i zlikwidować linie technologiczne w Koninie (elektroliza aluminium), Elanie czy HMN Szopienice. Problem ten dotyka mocno całego sektora produkcji, przetwarzania metali kolorowych i hutnictwa żelaza, ale również górnictwa i kolei. Sytuacja zaczyna robić się bardzo poważna, z negatywnymi skutkami dla rynku pracy.

Kiedy giełdowe spółki zaczną poprawiać wyniki?

Czas kryzysu to czas przetasowań, bankructw, przejęć i tworzenia nowego "ładu". W takim ujęciu nie należy się spodziewać szybkiego wzrostu w kategoriach przychód czy zysk netto. Natomiast wzrost najsilniejszych firm w sensie pozycji rynkowej i udziałów w branży będzie dostrzegalny już w drugiej połowie roku. Tego rodzaju wzrost też jest kosztowny i ci, którym uda się optymalnie wykorzystać kryzys, by powiększyć własną pozycję, wygrają. Wyniki finansowe będą tego pochodną w następnych latach.

Maciej Zbiejcik

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu