Karkosik wchodzi w nowy biznes

Grzegorz Nawacki, MZL
opublikowano: 06-05-2008, 00:00

Nie mam problemów z płynnością, spłacam kredyty, a wkrótce przejmę dużą spółkę — obiecuje giełdowy rekin.

Znany inwestor skarży do nadzorcy, że ktoś rozsiewa o nim nieprawdziwe informacje

Nie mam problemów z płynnością, spłacam kredyty, a wkrótce przejmę dużą spółkę — obiecuje giełdowy rekin.

Na rynku huczy od plotek o kłopotach finansowych Romana Karkosika, jednego z najbogatszych Polaków. Inwestor twierdzi, że są one nieuzasadnione. Otoczenie giełdowego potentata podejrzewa, że rozpuszczają je byli pracownicy i członkowie zarządów jego spółek, a twierdzenia te nie mają żadnych podstaw.

Ciężar lewarów

Pan Karkosik intensywnie szuka na rynku firm i osób gotowych pożyczyć mu kilkanaście milionów złotych, bo ma problemy ze spłatą kredytów — taka informacja dotarła do redakcji „PB”.

Podobne informacje dotarły do innych osób. Jeden ze znanych bankierów inwestycyjnych przyznaje, że słyszał o problemach finansowych Romana Karkosika. Jednak zastrzega, że to zwykłe pogłoski.

— Karkosik lubił inwestować posiłkując się sporymi lewarami, więc przy bessie może mieć problem z obsługą zadłużenia. Rynek plotkuje na ten temat, ale na razie są to rozpuszczane przez różne osoby pogłoski, bez potwierdzenia. Inna sprawa, że tego typu plotki same się nakręcają i mogą powodować ostrożność bankierów — mówi nasz rozmówca.

Dotarliśmy do wiarygodnego informatora obsługującego jedną ze spółek z grupy Karkosika, który twierdzi, że od pewnego czasu spółka ma kłopoty z terminowym regulowaniem zobowiązań.

— Płatności są przeterminowane o kilka miesięcy, są też problemy z akceptacją planów inwestycyjnych. To też może nakręcać plotki o kłopotach finansowych samego Karkosika, bo rzeczywiście takie pogłoski są ciągle powtarzane — mówi nasz rozmówca.

Roman Karkosik zapewnia jednak, że nie ma problemu ze spłacaniem kredytów.

— Ostatnie spadki na warszawskiej giełdzie są typowym obrazem bessy. Od dłuższego czasu byłem przygotowany na taką sytuację, gromadząc środki finansowe. Jak większość inwestorów posiłkuję się kredytami, jednak ich poziom utrzymuję na bardzo bezpiecznym poziomie — poniżej 15 proc. wartości moich aktywów przy obecnych niskich wycenach. To mi pozwala spać spokojnie, nawet w czasach drastycznych zawirowań na warszawskim parkiecie — odpowiada Roman Karkosik.

Inny z naszych informatorów jako przyczynę kłopotów inwestora wskazywał kredyt, jakiego miała mu udzielić amerykańska firma inwestycyjna Elliott (znana w Polsce m.in. z wojny prowadzonej z Elektrimem). Jego zdaniem, chodzi o 45 mln USD — wymagalne w sierpniu. Inwestor przyznaje się do tego kredytu, ale zapewnia, że spłaca go terminowo, a wszystkie informacje o rzekomych problemach kwituje jednym słowem.

— Bzdura — mówi Roman Karkosik.

Inwestuje i kupuje

Giełdowy rekin twierdzi, że chętnie będzie dokupywał akcje spółek z grupy.

— Od wielu miesięcy, gdy na warszawskiej giełdzie panuje bessa (co przewidywałem jako pierwszy z inwestorów w wywiadzie udzielonym w czerwcu 2007 r.), nie pozbywam się akcji spółek, w których mam większościowe pakiety. Wręcz przeciwnie. Regularnie zwiększam stan posiadania w kilku z nich. Chciałbym kontynuować politykę zakupów akcji kontrolowanych przez siebie firm. Z przyjemnością rozpocznę takie działania w momencie ustania zakazu wynikającego z okresów zamkniętych, obowiązujących członków rad nadzorczych. Zainwestowałem też w nowe podmioty, m.in. zostałem znaczącym akcjonariuszem DGA — mówi Roman Karkosik.

Co więcej, inwestor zapowiada nowe przedsięwzięcia.

— Pracuję nad nowym, dużym projektem. W maju moja grupa kapitałowa może powiększyć się o kolejny podmiot. Nie mogę nic więcej powiedzieć na ten temat, bo rozmowy objęte są tajemnicą. Negocjacje są już bardzo zaawansowane, zawiadomienie trafiło do Komisji Nadzoru Finansowego — mówi Roman Karkosik.

Czarny PR

Jak się okazuje, z podobnymi pytaniami do inwestora zgłosiły się też inne redakcje. Skala plotek skłoniła Romana Karkosika do złożenia skargi do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).

„W związku z próbami kolportowania na przełomie kwietnia i maja w środkach masowego przekazu nieprawdziwych informacji dotyczących mojej kondycji finansowej i spółek z mojej grupy kapitałowej stanowczo stwierdzam, że działania tzw. informatorów mają charakter świadomej manipulacji informacją” — czytamy w liście do KNF.

Otoczenie Romana Karkosika twierdzi, że za rozsiewaniem plotek stoją byli pracownicy, którzy rozstali się w konflikcie. W skardze do nadzorcy wskazana jest jeszcze inna możliwość.

„Tego typu działania mają wyłącznie na celu zdyskredytowanie mojej wiarygodności oraz budowanej od wielu lat reputacji wiarygodnego, długoterminowego inwestora na polskim rynku kapitałowym. Ponadto tego typu działania mogą mieć świadomy charakter, obliczony na maksymalne obniżenie wartości posiadanych przeze mnie aktywów, co w przypadku procesów M&A lub sprzedaży mają niebagatelne znaczenie dla drugiej strony transakcji” — czytamy w piśmie.

Roman Karkosik o swoich spółkach

Skotan

Jesteśmy gotowi do rozpoczęcia produkcji biopaliw. Mamy pieniądze. Blokuje nas prawo, a konkretnie poziom akcyzy. Powoduje on, że produkcja jest nieopłacalna. Na to nakładają się rosnące ceny rzepaku. Czekamy na zmianę poziomu akcyzy. Jeśli wkrótce się nie zmieni, prawdopodobnie trzeba będzie zmodyfikować projekt Skotanu. Spółka mogłaby rozwijać działalność związaną z handlem paliwami. Już dziś dostarcza paliwo do sieci stacji Carrefour. Wartość zakontraktowanego obrotu na 2008 r. wynosi około 0,5 mld zł. Na razie to działalność z niską marżą, ale gdyby ją rozwinąć na większą skalę, mogłaby być ciekawa.

Hutmen

Zarząd przenosi produkcję do Czechowic. Spółka ma też sporo ciekawych gruntów, które mogą zostać sprzedane. Szopienice walczą o przetrwanie. W spółce jest nowy prezes, który ma obiecujący start. Ma cztery miesiące, by pokazać, że spółka może zarabiać. W przeciwnym wypadku jej działalność zostanie prawdopodobnie zakończona.

Suwary

Suwary są na sprzedaż, ale statut, który daje dużo do powiedzenia akcjonariuszom mniejszościowym, powoduje, że nie jest łatwo znaleźć kupca. Projekt fuzji z Boryszewem był dobry, ale inwestorzy mniejszościowi nie chcieli się zgodzić i dziś można powiedzieć, że nie było to racjonalne zachowanie, przede wszystkim z ich punktu widzenia.

Właściciel grupy da zastrzyk Centernetowi

Karkosik przekonuje, że nadal wierzy w komórkowy biznes, który wystartuje zgodnie z planem. Ale nie przeinwestuje.

Analizując dane o rzekomych kłopotach finansowych Romana Karkosika, natrafiliśmy na informację o problemach Centernetu, operatora komórkowego zależnego od NFI Midas. Spółka, która kupiła częstotliwości za 128 mln zł, ma jeszcze rok na start z usługami. Według naszych informatorów, zarząd nie mógł uzyskać akceptacji Romana Karkosika dla budżetu inwestycyjnego, co przełożyło się na problemy z regulowaniem zobowiązań.

— Faktury są przeterminowane kilka miesięcy, bo budżet nie został zatwierdzony, a prace muszą być kontynuowane — mówi nasz informator.

— Budżet był przestrzelony, dlatego nie uzyskał akceptacji — odpiera Roman Karkosik.

— Budżet opierał się w całości na potrzebach gotówkowych i nie uwzględniał innych form finansowania, jak np. kredyt czy leasing w odniesieniu do urządzeń technicznych, systemów czy samochodów — dodaje Jacek Felczykowski, członek zarządu Midasa i członek rady nadzorczej Centernetu.

Odstrzelony prezes

Tuż przed majowym weekendem Centernet stracił prezesa — Leszka Siwka. Jeszcze w październiku 2007 r. prezes mówił o wielkich planach. W wypowiedzi dla agencji ISB informował, że w ciągu pięciu lat Centernet ma wyłożyć do 1 mld zł, głównie na infrastrukturę i marketing. Nieco później — zdaniem naszych informatorów — plany zostały okrojone do 500 mln zł. Obecnie i to wydaje się mało realne.

— Plany były bardzo ambitne, Centernet zgromadził świetny zespół ludzi, mógł wprowadzić usługi bardzo nowatorskie, z wartością dodaną. Ale ten inwestor nie rozumie, że prowadzenie biznesu w branży telekomunikacyjnej wymaga inwestycji. Nie da się zbudować operatora telefonicznego bez zaangażowania kapitału — mówi informator zbliżony do Centernetu, mocno rozżalony postępowaniem Karkosika.

— Inwestycje są oczywiście konieczne, ale nie znaczy to, że należy dać się naciągać i pompować kapitał w spółkę bez analiz opłacalności inwestycji. Karkosik nie jest dojną krową — odpowiada bliski współpracownik Romana Karkosika.

Inwestor uzupełnia.

— Zarząd Midasa, decydując się na biznes telekomunikacyjny, zdawał sobie sprawę z jego kapitałochłonności. Już sama opłata za częstotliwości w ramach przetargu znacznie przewyższała 100 mln zł — mówi Roman Karkosik.

Zapewnia, że firma będzie miała pieniądze na inwestycje i wystartuje z usługami zgodnie z planem (we wrześniu miała ruszyć telefonia na karty, kilka miesięcy potem reszta).

Umowy pod lupą

Centernet — twierdzi inwestor — nie straci płynności, a opóźnienia płatności są wynikiem audytu zaciągniętych przez poprzedni zarząd zobowiązań.

— W tej chwili analizujemy poszczególne umowy i sprawdzamy, czy są korzystne dla spółki — mówi Grzegorz Tomczyk, p.o. prezes Centernetu.

— Centernet rozważa emisję obligacji i bonów dłużnych, które może objąć sam Roman Karkosik — mówi osoba z otoczenia inwestora.

Spółka szuka inwestora branżowego. Roman Karkosik potwierdza, że prowadzi negocjacje z dwoma podmiotami.

Impexmetal rósł dzięki zapowiedziom skupu akcji

Możliwość skupu do 10 proc. akcji przez spółkę spodobała się inwestorom. Rósł też kurs Alchemii.

Wczoraj „PB” ujawnił, że Impexmetal chce skupić do 10 proc. własnych akcji w celu umorzenia. Decyzja w tej sprawie ma zapaść na czerwcowym walnym. W poniedziałek rano spółka podała, że w porządku obrad na walnym znajduje się głosowanie nad udzieleniem zarządowi zgody na skup akcji własnych. Po tych informacjach kurs Impexmetalu rósł w ciągu sesji nawet ponad 6 proc., ale na zamknięciu ustabilizował się na poziomie o 4,2 proc. wyższym od zamknięcia z poprzedniej sesji. Nieznacznie rosła też wartość papierów Alchemii, innej spółki z grupy Romana Karkosika, która — według informacji „PB” —także rozważa podobny ruch.

Skup akcji ma zostać przeprowadzony zamiast wypłaty dywidendy z zysków. Szczegóły planu (w tym przedział cenowy, w jakim mają być kupowane akcje) ma zostać podany 26 czerwca na walnym. Jeśli spółka rzeczywiście skupi około 10 proc. walorów, będzie musiała przeznaczyć na ten cel około 100 mln zł (grupa Impex- metalu zarobiła w 2007 r. ponad 139 mln zł).

Zarząd chce skupować akcje, bo uważa, że ich wycena rynkowa jest zdecydowanie za niska.

— Moim zdaniem, spółka jest warta minimum 2 mld zł — mówi Roman Karkosik, główny inwestor spółki.

Rynek wycenia obecnie Impexmetal na nieco ponad 1 mld zł. Niska wycena nie sprzyja negocjacjom w sprawie sprzedaży spółki. Inwestor spółki dostaje oferty, ale odrzuca je, bo są za niskie.

Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki, MZL

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu