Karuzela z ministrami

Adam Sofuł
opublikowano: 12-07-2007, 00:00

Premier obwieścił wczoraj, że jest już kandydat Samoobrony na fotel ministra rolnictwa, zwolniony przez Andrzeja Leppera. To Andrzej Aumiller, który — jak stwierdził szef rządu — nadaje się na to stanowisko, bo niegdyś kierował dużym gospodarstwem rolnym. To rekomendacja ani lepsza, ani gorsza niż w przypadku innych członków gabinetu, przyjmijmy więc, że jest niezła. Zostaje tylko jeden szkopuł. Aumiller jest już ministrem budownictwa. Gdy więc zostaną dopełnione wszelkie formalności związane z objęciem przezeń nowego stanowiska, trzeba będzie rozpocząć poszukiwania odpowiedniego kandydata na ministra budownictwa. Według telewizji TVN24, Elżbieta Jakubiak w przyszłym tygodniu zostanie powołana na stanowisko ministra sportu. Jest tylko jedna trudność — obecnie szefuje gabinetowi prezydenta. Głowa państwa będzie musiała więc sobie poszukać nowego szefa. Z tym jednakże nie powinno być problemu.

Te przypadki mogą świadczyć o słabości zaplecza kadrowego obecnej koalicji. Jednak nie to jest najważniejsze — koalicja równie dobrze może sięgać po osoby spoza tworzących ją ugrupowań i czasem to robi — przykładami Zyta Gilowska lub Zbigniew Religa. Smutniejsze jest to, że nieustanna karuzela kadrowa obracająca się w rytm kolejnych rządowych i koalicyjnych kryzysów (a tych przecież nie brak), sprawia, że o jakiejkolwiek przemyślanej strategii trudno myśleć. Dotyczy to zwłaszcza resortu budownictwa i sztandarowego (chociaż już nieco zapomnianego) hasła Prawa i Sprawiedliwości budowy trzech milionów mieszkań. Ministerstwo Budownictwa zostało wyodrębnione z resortu infrastruktury w maju ubiegłego roku. Antoni Jaszczak stał na czele tego resortu przez pół roku, więc niewiele zdążył zrobić. Andrzej Aumiller urzędował trzy miesiące dłużej (oczywiście zakładając, że przejdzie do Ministerstwa Rolnictwa). Jego dokonania nie mogą być więc bardziej imponujące niż poprzednika. Jego — nieznany jeszcze — następca najpierw będzie potrzebował kilku tygodni, by zapoznać się z urzędem, jakim przyjdzie mu kierować, a potem dopiero będzie mógł snuć strategiczne plany. Gdy już mu się uda jakąkolwiek strategię wymyślić, najpewniej zostanie odwołany przy okazji kolejnego koalicyjnego spięcia.

Ministerstwo Budownictwa zostało powołane — podobnie zresztą jak resort gospodarki morskiej — po to, by zaspokoić ministerialne ambicje koalicyjnych partnerów PiS. I trudno się oprzeć wrażeniu, że resorty te pozostają tylko partyjnymi łupami. Ich szefowie są pełni dobrych chęci, coś próbują robić, ale tak naprawdę niewiele mogą, Może więc przy okazji kolejnego kryzysu zlikwidować ministerstwo budownictwa. A może jeszcze parę kolejnych resortów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu