Kawalerki i małe mieszkania to najbezpieczniejsza inwestycja

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 26-11-2009, 00:00

Wzrost wartości nieruchomości plus zyski z wynajmu. Inwestowanie w mieszkania lub domy na wynajem opłaca się niezależnie od koniunktury gospodarczej.

Nie każda nieruchomość kupiona z myślą o wynajmie przyniesie spodziewane profity. Aby to się stało, nabytek musi spełniać określone warunki. Liczy się standard, powierzchnia a przede wszystkim dobra lokalizacja.

Deweloper — pośrednik

Miesięczny zysk w wysokości około 4 tys. zł przez dwa lata. Taką ofertę składa swoim klientom wrocławska firma Religa Development, która zbudowała osiedle domów jednorodzinnych pod Wrocławiem.

Nabywcy, którzy mają inną nieruchomość i nie spieszą się z przeprowadzką, mogą kupić apartament lub dom z opcją wynajmu… deweloperowi, którzy bierze na siebie znalezienie najemcy.

Wrocławska spółka kieruje swoją ofertę zarówno do inwestorów posiadających własny kapitał, jak i do osób, dla których źródłem finansowania jest kredyt.

Ma to swoje plusy. Nabywca, który kupuje nieruchomość za własne pieniądze, od początku otrzymuje dochód za wynajem swojej własności. Osoby posiłkujące się kredytem mogą natomiast przeznaczyć dochód z wynajmu na jego spłatę. A minusy?

— Taka inwestycja się opłaca pod warunkiem, że cena nieruchomości nie jest wygórowana, a jej lokalizacja gwarantuje znalezienie najemcy, bo lokal musi pasować do realiów rynku wynajmu — podkreśla Marcin Jańczuk z firmy Metrohouse.

Innym rozwiązaniem jest tzw. system rent-buy, czyli wynajem mieszkania od dewelopera do momentu jego zakupienia na własność. Opracowano go głównie z myślą o tych, którzy nie mają odpowiedniej zdolności kredytowej.

W takim przypadku czynsz płacony deweloperowi może być zaliczony na poczet rzeczywistej ceny mieszkania. Niestety, zdaniem ekspertów w praktyce ten model na razie się nie sprawdził. Powód? Od połowy roku sytuacja na rynku mieszkaniowym systematycznie się poprawia. Dlatego deweloperzy wolą sprzedawać budowane przez siebie mieszkania, aby odzyskać zainwestowane środki, niż je wynajmować.

Apartamenty dla nielicznych

Obecny popyt na rynku mieszkaniowym raczej nie ma charakteru inwestycyjnego.

— Dwa lata temu zakupy w celach inwestycyjnych napędzał głównie kapitał zagraniczny, który obecnie się wycofał. Teraz dominują nabywcy mieszkań na własne potrzeby, zainteresowani mniejszymi lokalami — zauważa Paweł Sztejter, ekspert z firmy Reas.

Według niego małe mieszkania, kawalerki i dwupokojowe lokale przeznaczone do niewielkiego remontu, w rozsądnej cenie to udany i bezpieczny zakup inwestycyjny niezależnie od koniunktury.

Warunkiem niezbędnym jest jednak odpowiednia lokalizacja, niedaleko centrum miasta, z dogodną komunikacją.

Potwierdza to Marcin Jańczuk.

— Obecnie najwięcej transakcji na rynku dotyczy kawalerek i małych mieszkań, dwu- lub maksymalnie trzypokojowych. Na takie nieruchomości jest największy popyt. Wartość najczęściej podpisywanych umów zawiera się w przedziale od 300 do 450 tys. zł — ocenia.

Jego zdaniem zakup większych mieszkań, a zwłaszcza apartamentów z opcją wynajmu, jest obecnie dużo mniej opłacalny.

— Takie lokale są przeznaczone dla wąskiej grupy najemców, bo nie każdy jest w stanie płacić wysoki czynsz. Wniosek? Lepiej nie kupować takich nieruchomości z myślą o wynajmie — ocenia ekspert z agencji Metrohouse.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu