KE: podatek transakcyjny dla wszystkich

Cezary Koprowicz
opublikowano: 19-08-2011, 00:00

Niemcy i Francja forsują ideę podatku transakcyjnego dla Unii. Chcą zarazić nią świat. A rynki nadal spadają.

Niemcy i Francja forsują ideę podatku transakcyjnego dla Unii. Chcą zarazić nią świat. A rynki nadal spadają.

Temat podatku Tobina, czyli daniny od transakcji finansowych, który był poruszany na początku kryzysu, powraca. Komisja Europejska (KE) potwierdziła w czwartek, że w październiku przedstawi propozycję podatku od transakcji finansowych, która dotyczyć będzie całej Unii Europejskiej (UE). Wcześniej podatek miał dotyczyć tylko strefy euro. Transakcje finansowe mają być opodatkowane od 0,01 do 0,1 proc., w zależności od rodzaju. Część zysku ma trafiać do budżetu UE, część do budżetów narodowych.

Ideę podatku forsują Angela Merkel, kanclerz Niemiec, i Nicolas Sarkozy, prezydent Francji. Pomysł pojawił się po wtorkowym spotkaniu tych polityków. Początkowo jednak deklaracje przywódców Niemiec i Francji odnoszono tylko do krajów strefy euro.

— Propozycja KE zostanie przedstawiona przed odbywającym się na początku listopada szczytem G20 w Cannes, by dać przykład i zachęcić innych do pójścia w ślady UE — powiedział Olivier Bailly, rzecznik KE.

Zdaniem specjalistów, to rozwiązanie miałoby sens tylko wtedy, gdyby obowiązywało na całym świecie.

— Taki podatek w samej UE nie ma sensu. Europa na tym straci, zyskają pozostałe rynki, a w długim terminie przede wszystkim Chiny, gdzie rynek finansowy dynamicznie się rozwija — mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

— Ten podatek na pewno nie rozwiąże ani problemów UE, ani problemu zadłużenia. Może natomiast zmniejszyć konkurencyjność europejskich giełd, jeśli wprowadzony zostałby tylko w Unii — mówi Sebastian Łyczba, partner w dziale audytu Ernst Young, szef działu rynków publicznych.

KE nieoficjalnie liczy, że z unijnego podatku od transakcji finansowych przynajmniej 15-20 mld EUR trafi do budżetu UE. Ta kwota nie zwiększyłaby unijnego budżetu, ale o tyle mogłyby zostać odciążone wpłaty narodowe w ramach składek państw do budżetu UE, liczonych na podstawie ich PKB.

— Nawet gdyby wpływy z tego podatku szacować na 30-50 mld EUR, to i tak nie będą to wielkie pieniądze. W przeliczeniu na jeden kraj to tylko nieco ponad 1 mld EUR — dodaje Sebastian Łyczba.

Podatek transakcyjny w samej Unii mógłby dodatkowo podkopać wiarę inwestorów w rynki europejskie, uginające się pod ciężarem kryzysu zadłużenia. Wczoraj na giełdach na całym świecie notowano ogromne spadki. Temat podatku transakcyjnego Europie nie pomagał. Tuż po publikacji informacji o pomyśle rozszerzenia go na całą UE główne giełdy pogłębiały spadki do ponad 5 proc. W takich chwilach dodatkowe obciążenia to ostatnia rzecz, o jakiej słyszeć chcą inwestorzy. Na szczęście od propozycji do wprowadzenia podatku droga jeszcze daleka.

— Ten pomysł może upaść w samej Unii. Spodziewam się sprzeciwu Wielkiej Brytanii, która nie będzie zainteresowana osłabieniem pozycji londyńskiego City — mówi Marek Rogalski.

— W Europie londyńskie City zaprotestuje jako pierwsze — dodaje Sebastian Łyczba.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Cezary Koprowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu