KGHM buduje elektrownie i czeka na oferty na Dialog

Marcin Goralewski
opublikowano: 04-03-2003, 00:00

Stanisław Speczik, prezes KGHM Polska Miedź, zamierza wydać na budowę dwóch elektrowni 480 mln zł. Ma to dać oszczędności sięgające nawet 150 mln zł rocznie. Jeśli chodzi o telekomunikację, to spółka na razie nie sprzeda Telefonii Dialog. Oferowane 170 mln USD jej nie satysfakcjonuje.

„PB”: Skarb Państwa ma niecałe 50 proc. akcji KGHM. Gdyby chciał jutro sprzedać swoje udziały, jak by Pan zareagował?

Stanisław Speczik: Skarb Państwa raczej nie pozbędzie się udziałów. Ze względu chociażby na obecną wycenę akcji nie byłby to opłacalny biznes. Nie ma też społecznego przyzwolenia na takie działanie — groziłoby to strajkiem generalnym w całym zagłębiu miedziowym.

Czy sądzi Pan, że za 5-10 lat KGHM będzie takim samym podmiotem jak obecnie?

— Naszą podstawową działalnością będzie eksploatacja i przerób metali. Kluczowe jest jednak pytanie, czy jesteśmy w stanie eksploatować w kraju dość kosztowne głębokie złoże miedzi. Jeśli odpowiedź będzie pozytywna, będziemy w ten sposób funkcjonować mniej więcej do 2040 r. Jeśli nie, musimy pomyśleć o ekspansji za granicą. I na takie decyzje jesteśmy przygotowani. To nieunikniona droga rozwoju. Jesteśmy jedynym koncernem miedziowym na świecie, który działa tylko na terenie jednego kraju i na jednym złożu.

Przy kurczących się złożach zwolnienia są nieuniknione...

— Ewentualne zmniejszenie wydobycia miedzi wcale nie musinie oznaczać zwolnień. Stworzymy nowe przedsięwzięcia. Bardzo dobrze zapowiadającym się interesem jest energetyka. Pierwsze decyzje zresztą już zapadły.

Jakie?

— W ciągu pięciu lat zbudujemy dwie elektrownie na gaz ziemny. Zapewnią one nam około 80 proc. zużywanej energii. Nasz roczny rachunek za energię wynosi ponad 500 mln zł. Jeśli wybudujemy własne źródła prądu i uda nam się zmniejszyć m.in. koszty przesyłowe, rocznie zaoszczędzimy 100-150 mln zł. To bardzo dużo.

Skąd pieniądze na budowę?

— Energetyka to najlepszy biznes w Polsce. Jeszcze nie mamy zatwierdzonych planów, a już się ustawiła kolejka inwestorów, również zagranicznych, chętnych do sfinansowania tego przedsięwzięcia. Koszty energii to dla nas rocznie około 500 mln zł, a koszt wybudowania elektrowni wynosi około 480 mln zł. To bardzo opłacalna inwestycja.

Kiedy rozpocznie się realizacja projektu?

— Robimy tzw. studium wykonalności. Jedyny problem, który trzeba jeszcze rozwiązać, to porozumienia z PGNiG w sprawie dostaw gazu. Musimy otrzymać odpowiednią cenę. Rocznie będziemy odbierać od 500 do 700 mln m sześc. gazu. Przy takim zapotrzebowaniu musimy wynegocjować odpowiednie warunki. Sama budowa ruszy pewnie w połowie roku.

Mówiło się też o wydobyciu węgla brunatnego. Czy te plany są wciąż aktualne?

— W ciągu 10 lat z pewnością KGHM podejmie decyzje o wydobyciu węgla brunatnego. To właśnie ten krok pozwoli nam w płynny sposób zagospodarować górników odchodzących z kopalni miedzi.

Mówił Pan o ekspansji zagranicznej. Doświadczenia KGHM nie są na tym polu najlepsze...

— To nieprawda. Każdy koncern miedziowy poszukuje złóż. Przy naszej skali działania powinniśmy rocznie wydawać na ten cel od 50 do 100 mln zł. Nie wszystkie projekty kończą się powodzeniem. Nie powinno to być jednak podstawą do wysuwania oskarżeń.

Czy projekt w Kongu mógł być opłacalny?

— Tak, nawet oceniając go dzisiaj i uwzględniając ówczesne ceny. Tona kobaltu kosztowała wówczas ponad 50 tys. USD, teraz kilkanaście tysięcy. Projekt zamykał się dochodem i co ważne — dawał spółce doświadczenie na rynkach zagranicznych. Oczywiście popełniono pewne błędy, np. niepotrzebnie rozciągnięto projekt w czasie. Trzeba było zrobić to tak, jak planowano — w trzy lata. Powtórzę jeszcze raz — zawsze będziemy ponosić ryzyko przy inwestycjach zagranicznych.

Kontrowersje wokół Konga chyba jednak pozostaną?

— Postanowiliśmy renegocjować umowy. Są szanse, że w Kongu po raz pierwszy będziemy formalnymi właścicielami złoża, maszyn i wydobytej już rudy. Możemy wszystko sprzedać, możemy pozostać operatorem górniczym, możemy wejść w układ z inwestorem, posiadającym instalację przerobu surowca. Wówczas należy pomyśleć o kolejnych złożach. Ostateczna decyzja będzie gotowa w końcu marca.

Ile KGHM stracił w Afryce?

— Dopiero po tym jak podejmiemy ostateczną decyzję w sprawie wyboru jednego z przedstawionych wariantów, okaże się, czy inwestycja w Kongu przyniosła straty.

Czy wypłata dywidendy w Polkomtelu zwiastuje roszady w strukturze właścicielskiej?

— To jest normalna decyzja właścicielska. Co roku zamierzamy dzielić zysk Polkomtelu. W tym roku między udziałowców zostanie podzielone 50 proc. ubiegłorocznego zysku operatora. Nie ma w tym żadnej sensacji.

Czy możliwa jest sprzedaż udziałów KGHM?

— Byłaby to bardzo niekorzystna decyzja, chociażby dlatego, że pieniądze trafiłyby do banków — takie są warunki umów kredytowych. Ewentualne zmiany struktury właścicielskiej Polkomtelu powinny nastąpić po uporaniu się z problemami Dialogu, naszego operatora lokalnego, i restrukturyzacji jego zadłużenia.

Interesują Pana plany stworzenia Krajowej Grupy Telekomunikacyjnej?

— A co to jest Krajowa Grupa Telekomunikacyjna? To różne hasła, fakty prasowe i trudne do identyfikacji ambicje. Oczywiście, że polski rynek telekomunikacyjny, z wyjątkiem Telekomunikacji Polskiej, wymaga konsolidacji. Konsolidacja operatorów sieciowych jest bardzo trudna, chociażby z uwagi na pokrywającą się infrastrukturę. Po drugiej stronie są operatorzy głosowi. W tym przypadku nie ma żadnych przeciwwskazań, aby taka konsolidacja się odbyła.

Jaką w niej rolę będzie odgrywał KGHM?

— Aktywną. Poprzez konsolidację chcemy zmniejszyć nasze zaangażowanie w Dialogu i zmniejszyć obciążenie KGHM. Dbamy też o to, aby spółkę naprawić. Dialog przed rokiem i teraz to dwie zupełnie inne firmy.

Z kim prowadzone są rozmowy?

— Z El-Netem.

A z Netią?

— Musimy poczekać, aż wykrystalizuje się struktura właścicielska operatora. Pierwsza konsolidacja możliwa jest między Dialogiem i El-Netem.

Dialog chce kupić El-Net?

— Oczywiście, że nie. Chodzi o bardziej skomplikowaną operację. Chodzi o inwestora zainteresowanego El-Netem, który jednocześnie myśli o Dialogu.

Na ile wycenia Pan Dialog?

— Rok temu przyszła do nas firma i zaproponowała 75 mln USD. Ta sama firma pojawiła się całkiem niedawno. Zaproponowała już 170 mln USD. Mało. Spokojnie czekamy na kolejne oferty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy