Kicz w randze sztuki

Agnieszka Zielińska
27-06-2011, 00:00

Dmuchane fotele, plastikowe siedziska. Ściany kolorowe jak reklamy, przedmioty jak gadżety. Czyli pop art. Sztuka masowej inspiracji.

Kolorowy wizerunek Marilyn Monroe projektu Andy’ego Warhola — malarza, ilustratora i filmowca — jest znany na całym świecie, prezentowany we wnętrzach, na torbach i koszulkach. To ikona, podobnie jak inny równie znany jego projekt — puszka zupy Campbell. Za sprawą pop artu masowa kultura awansowała i weszła na salony.

Świat optymistów

Styl narodził się w latach 60. ubiegłego wieku głównie w Stanach Zjednoczonych i Anglii w proteście przeciwko elitarności sztuki i niemal od razu uczynił z niej zjawisko masowe i wszechobecne. Opanował wszystkie rodzaje sztuki, nie omijając mody ani muzyki.

Ludzie zachwycili się plastikiem, reklamą i nowym medium — telewizją.

Świat, a przede wszystkim Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia, przeżywał szybki rozwój gospodarczy. Wszyscy czuli się pewniej i nie bali się biedy. Bogate społeczeństwo cieszyło się dobrobytem. Rósł apetyt na życie, a tym samym na sztukę. Ludzie nabrali dystansu do przeszłości. Amerykańska kultura zaczęła podbijać świat, a masowa produkcja zagościła w sztuce na dobre. Zwykła puszka po piwie lub samochód stawały się inspiracją, podobnie jak zdjęcia filmowych gwiazd, motywy z reklam czy komiksów. I na odwrót — znane obrazy, rzeźby i grafiki zaczęły być wykorzystywane na co dzień jako motywy dekoracyjne.

Przerost formy nad treścią

Pop art z założenia jest kiczem, ale w tym tkwi jego największy urok.

Jest przejaskrawiony i przekoloryzowany, bo takie jest nasze współczesne, konsumpcyjne życie — jego doskonała pożywka. Barwne reprodukcje, kolorowe gadżety i wizerunki ulubionych idoli oswajają go i tworzą nowy, bezpieczniejszy świat dla optymistów.

Wyróżniają go mocne, jaskrawe barwy. Kolory jak z supermarketu, dużo światła i geometrycznych wzorów. Wszystko jest dozwolone. Nawet najbardziej niespodziewane zestawienia, na przykład pomarańczowy z czerwonym i różowym.

Meble zaczynają przypominać dziecięce sprzęty. Dmuchane siedziska i lampy, barwne gadżety, przezroczyste stoliki są lekkie, więc wyglądają na jednorazowe. Wizerunki filmowych gwiazd, postaci z komiksów lub idoli muzycznych zajmują całą ścianę lub, zmniejszone, stają się dekoracyjnym motywem na biurkach albo stolikach. Hitem pop artu jest komiks wykorzystywany w różnej formie: jako tapeta, plakat lub dekor, koniecznie z nieodzownym dymkiem.

We wnętrzach w stylu pop art natura pozostaje na drugim planie, gdzieś w oddali. Świadomie nie ma tu naturalnych materiałów: wikliny czy drewna. Meble, naczynia i obicia powinny być w stu procentach sztuczne. Są zatem ceraty, sztuczne futra, skaje i lureksy. Dominuje plastik, kontrasty i minimalistyczne sprzęty. Jest dużo światła. Oczywiście kolorowego. Popularny jest neon i świetlówka, szklane kule i fosforyzujące farby na ścianach.

Zakodowane przesłanie

Pop art to styl, który niekoniecznie należy odbierać dosłownie. Zdarza się, że jego twórcy chcą nam coś przekazać, w tym przede wszystkim prawdę o naszej cywilizacji, zalewie informacji, reklamy. O świecie wypełnionym tworami masowej kultury, w którym rządzi moda i tania rozrywka dla mas.

Temu ma służyć zabieg powiększenia. Obrazy w nadnaturalnych rozmiarach symbolizują nachalność i wszechobecność współczesnej reklamy. Podobnie powtarzalność, czyli mechaniczne powielanie we wnętrzu podstawowego motywu. Najczęściej stosowane przez projektantów tworzących w tym stylu, przywołuje myśl o powszechnej, światowej tendencji — globalizacji.

Pop art oceniany z tego punktu widzenia przestaje być postrzegany jako kicz i staje się prawdziwą sztuką.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kicz w randze sztuki