Klasówka z oszczędności

Adam Sofuł
opublikowano: 02-02-2009, 00:00

Siedział premier z marsową miną, a ministrowie wchodzili po kolei i chwalili się, ile potrafili zaoszczędzić. Ja zaoszczędziłem miliard — pochwalił się wicepremier Grzegorz Schetyna. A ja tylko osiem milionów — powiedział nieśmiało minister skarbu Aleksander Grad. Siedzący obok premiera minister finansów Jacek Rostowski pilnie wszystko notował i liczył, i liczył, i liczył. I wciąż się nie zgadzało.

Poszukiwanie przez rząd 17 mld zł oszczędności jest rzeczą chwalebną, niepowtarzalną okazją (szkoda tylko, że wymuszoną kryzysem), by pozbyć się zbędnych wydatków z finansów publicznych. Bo skoro wszyscy ministrowie zapewniają, że cięcia wydatków nikogo nie dotkną i nie zmniejszą efektywności urzędu, to oznacza, że przez wiele lat finansowaliśmy zupełnie niepotrzebne rzeczy. Jednocześnie nie można mieć złudzeń — na ciasteczkach i spinaczach miliardów zaoszczędzić się nie da. Najwyżej tysiące. Ale może przyjrzeć się od nowa kilku agencjom (który to już rząd obiecuje likwidację agencji)? Może warto nawet w tej kryzysowej sytuacji znaleźć nieco pieniędzy na niezależny audyt resortów i innych urzędów centralnych — w latach 2000-07 zatrudnienie w administracji państwowej zwiększyło się o 30 tys. osób. Być może było to konieczne, ale warto by się dowiedzieć, czy poprawiło to sprawność owej administracji.

Deklaracje rządu, że zaczyna oszczędności od siebie, brzmią miło i wypada tylko oczekiwać, że inne organy administracji państwowej i samorządowej (tam też można się sporo oszczędności doszukać) ochoczo podejmą tę inicjatywę. Tyle że wbrew powszechnemu — i podtrzymywanemu przez polityków — mniemaniu ograniczenia w administracji nie wystarczą. Rząd będzie się musiał prędzej czy później zwrócić do Sejmu o zmianę kilku ustaw. Ten kryzys stanowi znakomitą okazję do dyskusji np. o poziomie tak zwanych wydatków sztywnych, czy wszystkie z nich są niezbędne.

Rząd liczy, że uda się tej bolesnej dyskusji uniknąć i zorganizował sobie klasówkę z oszczędności, licząc że uda się przetrwać kryzys. Może i tak, ale rząd powinien pamiętać, że nawet jak się uda z klasówką — to można polec na egzaminie. A w tej szkole karą za nieuctwo nie jest drugi rok w tej samej klasie. Wręcz przeciwnie.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane