Klient nasz pan? Tak, ale jeszcze nie dziś!

Jarosław Sroka
14-10-2002, 00:00

Działające w Polsce instytucje finansowe zgodnie deklarują, że powołano je po to, by wiernie służyły klientom. Stąd tak ogromna troska o systematyczne rozwijanie oferty, uparte dostosowywanie jej do potrzeb nawet najbardziej wymagających, wreszcie obniżanie prowizji i reklama kolejnych promocji.

Problem jednak w tym, że wielokrotnie to czcze deklaracje. Na polskim rynku króluje model banku tradycyjnego — zimnego, wręcz nieprzyjaznego. Banku, który — według obiegowych opinii — w słoneczny dzień chętnie i z uśmiechem zaproponuje parasol, a gdy zacznie padać — brutalnie go odbierze. Najlepszym dowodem tego, jak fatalne są relacje klient–bank, było ujawnienie szokująco wysokich kosztów kredytów konsumenckich. Wydobycie tych kwot na światło dzienne stało się możliwe dopiero po narzuceniu bankom specjalnej ustawy — dobrowolnie żaden z nich wcześniej tego nie uczynił.

Podobnie jest zresztą w przypadku towarzystw ubezpieczeniowych (w nieczytelny sposób inwestujących środki posiadaczy polis), a nawet ich młodszych braci — funduszy inwestycyjnych i emerytalnych. Nie potrafiły one sprostać nawet niezbyt wygórowanym oczekiwaniom klientów. Chętnie szukały cudzej winy. A przecież nie da się wszystkiego zwalić na spowolnienie gospodarcze...

Z drugiej jednak strony — jako klienci — może nie powinniśmy się temu dziwić, bo większość instytucji finansowych zajęta jest teraz głęboką restrukturyzacją swoich „aktywów”. To skutek globalizacji i krajowej recesji. Czasy są takie, że najważniejsza stała się „maksymalizacja zysków i satysfakcji akcjonariuszy”, a klient zszedł na plan dalszy. A że konkurencja w sektorze usług finansowych nadal jest raczej teoretyczna, na szybką poprawę liczyć nie można. Perspektywa wejścia Polski do Unii Europejskiej pozornie tylko wpływa dopingująco na banki, towarzystwa czy fundusze. Asy pozostaną w tych samych rękawach.

Niewiele zmieni też nowelizacja prawa dewizowego, zezwalająca zachodnim instytucjom otwarcie zabiegać o pieniądze polskich klientów. Większość z nich przecież robi już u nas interesy, a utrzymanie status quo jest pewnie większości z nich na rękę. A klient? Cóż, musi się jeszcze wiele nauczyć. Może więc warto — tymczasem — sięgnąć po nasze Vademecum...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Sroka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Klient nasz pan? Tak, ale jeszcze nie dziś!