Klimat słabszy od interesów

Jacek Zalewski
opublikowano: 30-11-2010, 00:00

W meksykańskim kurorcie Cancun wystartowała doroczna sesja konferencji klimatycznej ONZ, hasłowo znana jako COP16. Potrwa ponad tydzień, ale już teraz można obstawiać, iż jej szczytny dorobek będzie tak samo unikał konkretów, jak efekty sesji COP14 w Poznaniu, COP15 w Kopenhadze, a także przyszłorocznej COP17 w Kapsztadzie. Dokumenty międzynarodowych szczytów pisane są w taki sposób, by wyjeżdżali z nich wyłącznie zwycięzcy. Przegrana pozostanie co najwyżej Ziemia, niebędąca podmiotem prawa międzynarodowego.

Stabilne warunki klimatyczne mogłyby zapewnić przyszłym pokoleniom tylko skoordynowane działania największych gospodarek. Niestety, potentaci emisji gazów, tacy jak USA, Chiny czy Indie, ani myślą podporządkować się apelom UE i odbijają piłeczkę tezą "skoro wy bezkarnie tyle natruliście, to i my możemy". Dlatego najbardziej realne wydaje się przedłużenie obowiązywania poza rok 2012 protokołu COP3 z Kioto. Powszechnie jest on bojkotowany czy wręcz gwałcony, ale ma ogromną zaletę — istnieje.

Unia Europejska zapewne wróci z COP16 z przekonaniem, że lekkomyślna reszta świata prowadzi cywilizację do samozagłady. Nasza wspólnota emituje do atmosfery tylko 14 proc. trucizn, więc naturalne staje się pytanie, czy… nie przejmujemy się przesadnie. To idealny temat na debatę podczas polskiego przewodnictwa UE w drugiej połowie 2011, gdy będzie przygotowany Kapsztad. Bo na Cancun raczej można postawić krzyżyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu