Klub skruszonych dilerów

Adam Sofuł
opublikowano: 23-02-2009, 00:00

Wyznania skruszonego dilera, który wciskał firmom opcje walutowe, opublikowane w piątkowym "Dzienniku" zrobiły furorę. Diler (zwany wcześniej doradcą inwestycyjnym lub opiekunem kredytowym) wyznał, że nie informował firm o ryzyku. Teraz czekamy na kolejnych skruszonych — doradców oferujących kredyty w walutach obcych i jednostki funduszy inwestycyjnych. Zbliża się Środa Popielcowa, a więc czas ku temu byłby najlepszy.

Zwolennicy unieważnienia feralnych opcji walutowych zyskali kolejny argument. O ile może być zrozumiały w przypadku mniejszych firm bez solidnego zaplecza prawnego, które dały się w opcje "wkręcić", to w przypadku dużych spółek z własnymi działami prawnymi i menedżerami z dyplomami renomowanych uczelni i ukończonym MBA powoływanie się na niewiedzę firm jest śmieszne. Może oprócz skruszonego dilera przydałby się jakiś skruszony menedżer, który przyzna, że zdawał sobie sprawę z ryzyka, ale wizja olbrzymiego zysku zwyciężyła rozsądek.

Banków nie ma co bronić, bo bezwzględnie wykorzystały słabość firm. Ale też firmy nie są bez winy, bo zaangażowały się w mechanizm, którego nie rozumiały (nie chciały zrozumieć?). Obie strony tych transakcji zapomniały o podstawowym prawie ekonomii: Nie istnieją darmowe obiady. Banki udawały, że taki bezpłatny posiłek oferują, a firmy wolały w to wierzyć. Teraz kelner przyniósł rachunek. Także bankom, bo dla nich to też problem. Ale taka jest już kolej rzeczy, że po nadmiernej wyżerce przychodzi pora na ścisłą dietę.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane