Kobieta i 495 koni. Mechanicznych

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 25-10-2018, 22:00

Małgorzata Rdest ma 25 lat i jest jedną z 15 najszybszych kobiet kierowców wyścigowych na świecie. Dojście do takiego poziomu było tym trudniejsze, że w Polsce o sportach motorowych mówi się mało, torów wyścigowych jest jak na lekarstwo, a sponsorów — brak.

Blond włosy do połowy pleców i figura fotomodelki: 164 cm wzrostu, 55 kg wagi. Zanim Małgorzata Rdest z Żyrardowa zaczęła się ścigać, myślała o karierze aktorki. Działała w młodzieżowym teatrze, brała udział w konkursach recytatorskich. Ale lubiła też sport. Grała w tenisa, tenisa stołowego, biegała na 300 i 400 metrów, jeździła na snowboardzie.

Na podium. Weekend 22-24 czerwca 2018 r. na włoskim torze Misano był dla Małgorzaty Rdest bardzo udany. Polka zajęła 3. miejsce w klasyfikacji Pro Am w wyścigu GT4 European Series.
Wyświetl galerię [1/4]

Na podium. Weekend 22-24 czerwca 2018 r. na włoskim torze Misano był dla Małgorzaty Rdest bardzo udany. Polka zajęła 3. miejsce w klasyfikacji Pro Am w wyścigu GT4 European Series. Fot. SergejFalk, Cezary Janczura

— I od dziecka rywalizowałam z ojcem. Nie dawał mi forów, gdy się ścigaliśmy — wspomina Małgorzata Rdest.

Kiedy miała 13 lat, poszli razem na tor kartingowy Imola w Piasecznie pod Warszawą.

— Na początku były szok, stres i ekscytacja nowym doświadczeniem oraz złość, że nie dałam rady wygrać z ojcem — mówi Małgorzata Rdest.

Gokarty bardzo jej się spodobały, jeździła coraz częściej. Potem wzięła udział w zawodach dla najlepszego dziecka na hali, zaczęła regularnie trenować w Gokartowej Lidze Amatorów. Dość szybko przyszły pierwsze miejsca na podium. Pod koniec sezonu 2008 r. Małgorzata Rdest zaproponowała tacie układ: Jeśli stanie na podium w ostatniej rundzie Kartingowych Mistrzostw Polski, ojciec kupi jej gokarta i pomoże finansowo w treningach i startach. Zdobyła trzecie miejsce i od 2009 r. zaczęła regularnie trenować. Przez trzy kolejne sezony startowała w lidze kartingowej, zdobywając w 2011 r. tytuł Mistrza Polski. W tym samym roku zaczęła ścigać się za granicą na Mistrzostwach Włoch, Mistrzostwach Czech, Niemiec, Europy. Szło jej dobrze.

— Zamarzyłam, by zostać pierwszą Polką w zawodach Formuły 1. Jeszcze wtedy nie miałam pojęcia, z czym to się wiąże — przyznaje Małgorzata Rdest.

W 2013 r. zaczęła starty w brytyjskiej formule F4. Ukończyła sezon wyścigowy z nagrodą Who Zooms Award, przyznawaną za największą liczbę wyprzedzeń. Aż 72 razy skutecznie atakowała rywali na torze.

— Po dwóch latach dotarło do mnie, że koszty startów w zawodach typu singleseater (pojazdy jednomiejscowe, bolidy) są tak ogromne, że Formuła 1 jest dla mnie nieosiągalna — twierdzi Małgorzata Rdest.

Udział w rocznym cyklu wyścigów w międzynarodowej serii GP3, która jest supportem Formuły 1, w dobrym zespole kosztuje nawet 1,3 mln EUR. Żeby dojść do wyścigów Formuły 1, trzeba się ścigać przez kilka lat w zawodach mniej prestiżowych. Tych media w Polsce dokładnie nie śledzą, telewizje nie transmitują, więc trudno zdobyć sponsora czy partnera finansowego. Pod koniec w 2013 r. Małgorzata Rdest wraz z ojcem, który cały czas wspierał ją w rozwoju, zastanawiali się, jaką drogę wybrać, by mogła się rozwijać, a jednocześnie by udźwignęli to finansowo. Wtedy zawodniczka wystartowała jako gość w jednej z rund polskiego pucharu Volkswagen Golf Cup.

— Tor znałam, samochodu, który dostałam na start — nie — mówi Małgorzata Rdest.

Na dodatek samochody klasy turystycznej, z zamkniętym nadwoziem, prowadzi się zupełnie inaczej niż gokarty. Te ostatnie mają napęd na tylne koła, samochody turystyczne — na przednie.

— Mimo to w kwalifikacjach „wykręciłam” czas, który pozwolił mi startować z trzeciego miejsca, a wyścig ukończyłam na piątym — wspomina zawodniczka.

Było to dla niej i dla wszystkich duże zaskoczenie, bo w Formule 4 nie plasowała się nigdy w czołówce stawki. Startując w zagranicznych formułach, zdobyła jednak duże doświadczenie. Dzięki temu miała szansę na sukcesy w samochodach klasy turystycznej. W następnym roku startowała więc w polskim pucharze VV Golf Cup. Kolejne trzy lata ścigała się w pucharze Audi Sport TT Cup na torach w Niemczech, Holandii, Austrii, na Węgrzech.

Phoenix Racing

Ernst Moser, szef niemieckiego zespołu wyścigowego Phoenix Racing, zaczął obserwować Małgorzatę Rdest od początku zeszłego sezonu wyścigowego. Po czym zaprosił ją na rozmowę do siedziby teamu.

— Wiedział wszystko o moich startach. Zaskoczyło mnie to i ucieszyło, że wysiłek, który wkładam, ktoś obserwuje i docenia — mówi Małgorzata Rdest.

A ona ciężko pracuje na swoje sukcesy. Cztery, pięć razy w tygodniu ćwiczy na siłowni z osobistym trenerem, który jest też jej fizjoterapeutą. Poza tym jeździ na rowerze i biega. Od niedawna zaczęła też pływać. Do tego raz w tygodniu ma masaż sportowy.

— Wbrew pozorom wyścigi samochodowe to sport męczący i wymagający świetnego przygotowania kondycyjnego — uważa Małgorzata Rdest.

Kręcenie kierownicą może nie jest wielkim wysiłkiem, ale niepoddawanie się przeciążeniom wymaga usztywnienia mięśni, spięcia ciała. Dla bezpieczeństwa kręgosłupa, ale też po to, by auto kierowcą nie pomiatało. Bo wtedy kierowca nie jest w stanie wyczuć, co się dzieje z samochodem. A to bardzo istotne informacje, na podstawie których mechanicy przygotowują pojazd. Trzeba mieć silne nogi, ponieważ przy hamowaniu siła nacisku na pedał to 120-180 barów, a podczas wyścigu hamuje się kilkadziesiąt razy. Wytrzymałość kondycyjna też jest potrzebna, bo kierowca ma na sobie cały — niezbyt wygodny — osprzęt, do tego presja i temperatura 50-60 C w samochodzie.

— Można to porównać do ćwiczenia w saunie w zimowych ciuchach — tłumaczy zawodniczka.

Małgorzata Rdest została przyjęta do zespołu Phoenix Racing i jest w nim jedyną kobietą. Startuje w zawodach serii GT4, jeżdżąc samochodem Audi R8 LMS GT4, który generuje do 495 koni mechanicznych.

— Moim celem jest trafienie do serii DTM Niemieckich Mistrzostw Samochodów Turystycznych — odpowiednika Formuły 1 w klasie samochodów turystycznych — deklaruje zawodniczka. Szacuje, że zajmie jej to 5-6 lat.

Kasa na start

Rdestowie inwestowali w karierę córki, płacąc za przeloty, zakwaterowanie, ale ogromne koszty udziału w zawodach przestały ich możliwości finansowe.

— Sezon w Mistrzostwach Europy GT4 kosztuje od 80 do 150 tys. EUR w zależności od zespołu, doświadczenia kierowcy i wynegocjowanego kontraktu — wyjaśnia Małgorzata Rdest.

Na to składają się koszty samochodu, jego eksploatacji i logistyki, oprawa medialna, płace inżyniera, mechaników… Szukali więc partnerów, sponsorów, którzy pomagaliby realizować pasję. W 2014 r. Małgorzata Rdest dostała wsparcie marki Castrol, która pomogła w finansowaniu startów. Następne lata przyniosły kolejnych sponsorów: Epos Watches Polska, DeWALT, Bahco, Skydental, Gazprom, Scania, Hico Medical Systems, Emka SA, A/B/C.

— W Polsce motosporty, mimo że bardzo widowiskowe i prestiżowe, są mało popularne i na niewielką skalę obecne w mediach — ubolewa Małgorzata Rdest.

Kiedyś było inaczej. Na starcie stawało nawet kilkuset zawodników. Były tory wyścigowe w Toruniu, Lublinie, Wyrazowie pod Częstochową, Kielcach, Poznaniu… Po przemianach ustrojowych sport motorowy podupadł. W związku z tym potencjalni partnerzy nie zdają sobie sprawy z korzyści, jakie może im przynieść współpraca z zawodnikami sportów motorowych. Zupełnie inaczej niż na rynkach niemieckim, austriackim czy węgierskim.

— Sponsoring sportowy jest w Polsce często błędnie postrzegany jako darowizna czy jednostronne wsparcie. W rzeczywistości jest to świetne narzędzie marketingowe, które ma przynosić korzyści obu stronom. Doskonale to rozumiem i dlatego swoim sponsorom oferuję wiele świadczeń w zamian za wsparcie finansowe — zapewnia Małgorzata Rdest.

Dlatego zdecydowała się na współpracę biznesową z partnerami, by obie strony miały z tego korzyści. Początkowo korzystała z usług agencji PR-owej, ale nie była zadowolona. Dlatego, będąc na drugim roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, otworzyła działalność gospodarczą i zatrudniła koleżankę ze studiów, Monikę Matusik, w charakterze menedżerki. W tym roku do zespołu dołączyła Natalia Kościuk, specjalistka od marketingu i sprzedaży, która pomaga w przygotowywaniu ofert dla partnerów, negocjowaniu i dopinaniu kontraktów. Małgorzata Rdest, dzięki wiedzy wyniesionej z drugiego kierunku studiów — Media społecznościowe w zarządzaniu, który skończyła na Uniwersytecie Jagiellońskim — z dużą swobodą porusza się też w mediach społecznościowych.

— W umiejętny sposób sprzedaję siebie — markę Gosia Rdest.

Przez wystąpienia, udział w panelach dyskusyjnych, co-drivy, sprzedaż powierzchni reklamowej na samochodzie czy kombinezonie — twierdzi zawodniczka.

W 2017 r. nawiązała współpracę marką Ravenol. Organizują wspólne wyjazdy, eventy, programy, akcje. Czasem partnerstwo z biznesem przynosi korzyści nie tylko finansowe — ostatnio na zaproszenie firmy Olimp Laboratories, która jest właścicielem zespołu Olimp Racing, uczestniczącego w wyścigach serii International GT Open, zadebiutowała na torze w Barcelonie w najbardziej prestiżowej klasie GT3 za kierownicą Audi R8 LMS GT3.

Wypadek przy pracy

Pierwszy wyścig Audi Sport TT Cup w zeszłym roku Małgorzata Rdest ukończyła na drugim miejscu, drugi — na trzecim, w kolejnych nie spadała poniżej pierwszej piątki, co dało jej do połowy sezonu drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Niestety w kolejny weekend wyścigowy, na torze w Zandvoort w Holandii, podczas kwalifikacji miała wypadek i złamała kość śródstopia. Mimo to postanowiła startować.

— Ból przy hamowaniu i dociskaniu pedału gazu był początkowo ogromny. Mimo to ukończyłam zawody na czwartym miejscu, a cały sezon, ze stopą przez kilka tygodni w szynie, na siódmej pozycji — opowiada zawodniczka.

Wcześniej miała jeszcze jeden wypadek. Podczas VW Golf Cup na torze w Poznaniu fiszbina od stanika złamała jej dwa żebra.

— To mój błąd. Pojechałam ubrana wbrew zasadom. Jeździmy w specjalnej odzieży: skarpetach po kolana, kalesonach, minigolfikui kombinezonach, które są zrobione z materiałów wysokotemperaturoodpornych, ale bez bielizny, ponieważ nie jest odporna na wysokie temperatury — przyznaje Małgorzata Rdest.

Zapewnia, że generalnie wyścigi samochodowe to sport bezpieczny. Auta znakomicie trzymają się drogi, nie gną się w przypadku dachowania, mają kilkupunktowy system pasów bezpieczeństwa i system gaśniczy, uruchamiający się w kilku miejscach samochodu. Wypadki się zdarzają, ale rzadko.

— Odczuwam czasami lęk, że zepsuję samochód, albo zawalę wyścig. O siebie się nie boję, strach by mnie ograniczał. Gdybym się bała, wahała, nie mogłabym podejmować ryzykownych decyzji, które w tym sporcie są niezbędne — przyznaje zawodniczka.

W sekundę do setki

Sezon wyścigowy trwa od maja do końca września lub października. Ale już w lutym zaczynają się pierwsze jazdy testowe na torach w Portugalii czy Włoszech i Hiszpanii. Na sezon w Mistrzostwach Europy GT4 składa się sześć weekendów wyścigowych i cztery dni testowe. Na jedne zawody przypadają dwa treningi 50-minutowe dzielone na pół z drugim kierowcą, jedne kwalifikacje trwające 25 minut i dwa wyścigi godzinne dzielone ze zmiennikiem. W sumie w samochodzie spędza się 2,5 godziny.

— Różnica między kartingiem a wyścigami samochodowymi jest taka, że gokartami dużo się jeździ, a w przypadku wyścigów samochodowych więcej czasu spędza się na opracowywaniu strategii — mówi Małgorzata Rdest.

Zaczyna przygotowania od oglądania przejazdów innych zawodników po konkretnym torze na Youtubie. Potem inżynier wysyła jej tzw. data book z opisem toru i przejazdów innych zawodników. Następnie jest jazda na symulatorze.

— Przyjeżdżając na zawody, znam tor i wiem, co chcę na nim osiągnąć — wyjaśnia Małgorzata Rdest, która Audi R8 LMS GT4 rozpędza na torze do setki w sekundę.

Na co dzień używa dwóch samochodów. Gdy jeździe na zawody lub event, zabiera minivana, mercedesa klasy V, do którego mieści się cały potrzebny sprzęt i sześć osób.

— W mieście moim ulubieńcem jest Mini John Cooper Works, edycja specjalna o mocy 211 koni, w charakterystycznym kolorze brytyjskiej wyścigowej zieleni. Bardzo agresywne autko, które prowadzi się trochę jak gokarta — mówi Małgorzata Rdest, która zaczyna właśnie przygotowania do listopadowego wyścigu GT4 International Cup w Bahrajnie. Panowie, czapki z głów!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kobieta i 495 koni. Mechanicznych