Kobietom potrzeba odwagi

JOLANTA KORAL
02-12-2011, 00:00

Ekonomia i okolice

Choć Polki są najaktywniejszymi kobietami w krajach Unii Europejskiej, ich działalność biznesowa wciąż ogranicza się głównie do drobnego handlu i usług. Największą przeszkodą w pobudzaniu przedsiębiorczości kobiet jest nie biurokracja, lecz ich brak wiary w siebie i społeczne stereotypy, które zakazują żonie i matce ryzykować stabilizację rodziny w poszukiwaniu pracy, która dałaby jej satysfakcję

Z danych Giełdy Papierów Wartościowych, która przebadała blisko 700 spółek notowanych na giełdzie, wynika, że stanowiska kierownicze zajmuje w Polsce tylko 6 proc. kobiet. Stąd w 2010 roku z inicjatywy GPW w Kodeksie Dobrych Praktyk spółek notowanych na giełdzie znalazły się rekomendacje dla zrównoważonego udziału kobiet i mężczyzn we władzach tych firm.

Elitarny klub „złotych spódniczek”

W różnych gremiach coraz częściej mówi się o potrzebie prawnego uregulowania udziału kobiet w biznesie. Także podczas tegorocznego Kongresu Kobiet dyskutowano o tym, czy powinno się wprowadzić parytety w radach nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa. Nie wynika to jedynie z potrzeby zapewnienia równości płci, także w sferze gospodarczej, ale przekłada się na konkretne – i to duże – pieniądze.

Badania pokazują, że jeśli w zarządzie firmy są co najmniej trzy kobiety, jej zysk wzrasta o 10 proc. Parytety obowiązują m.in. we Francji, w Szwecji i Norwegii, gdzie kobiety mają zagwarantowany 30-40-procentowy udział w radach nadzorczych. 11 marca Viviane Reding, komisarz UE ds. sprawiedliwości, wystąpiła z własnym projektem zwiększenia liczby kobiet w biznesie.

Jednak te pomysły budzą poważne wątpliwości. Z doświadczeń np. szwedzkich wynika, że parytety wcale nie ułatwiają awansu dużej grupie kobiet: okazuje się, że bardzo często jedna kobieta zasiada w kilku radach nadzorczych, wybija się więc tylko wąska grupa, w Europie nazywana „złotymi spódniczkami”.

– Parytety nie są najważniejszym sposobem na szeroką aktywizację zawodową kobiet – mówi dr Izabela Grabowska-Lusińska, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

– Co druga kobieta w Polsce jest nieaktywna na rynku pracy i to jest prawdziwy problem. Dotyczy to przede wszystkim kobiet, które wypadły z rynku pracy, bo urodziły dziecko, albo bardzo długo nie pracowały, bo zajmowały się domem – zwłaszcza tych, które mieszkają na wsi i w mniejszych miastach, gdzie założenie i prowadzenie biznesu jest trudniejsze niż w Warszawie czy we Wrocławiu.

Im dłuższa przerwa w pracy, tym trudniej wrócić do aktywności. Do tego trudna sytuacja na rynku pracy uzasadnia postawę: i tak mi się nie uda.

Jej zdaniem skuteczniejszym narzędziem niż parytety byłoby tworzenie przyjaznego środowiska dla kobiecej przedsiębiorczości, minimalizowanie barier, zmiana modelu społecznego roli kobiety, łatwiejszy dostęp pań do funduszy unijnych na rozpoczęcie działalności gospodarczej, pokazywanie dobrych wzorców.

Jestem kobietą wolną!

Choć z badań europejskich wynika, że Polki są najbardziej przedsiębiorczymi kobietami w krajach Unii Europejskiej, ich aktywność niestety najczęściej ogranicza się do drobnego handlu i drobnych usług: sklepów, zakładów fryzjerskich, kwiaciarni.

– Ta sytuacja powoli się zmienia. Coraz więcej kobiet stara się wykorzystać potrzeby rynku, doskonale znane im z własnych doświadczeń, znaleźć niezagospodarowaną niszę – otwierają przedszkola, żłobki, kawiarenki dla rodziców i dzieci. Jedna z kobiet założyła firmę produkującą…ochraniacze na wysokie obcasy podczas jazdy samochodem.

Firma rozkwita, ma wiele zagranicznych zamówień. Działalność gospodarcza jest najlepszym wyjściem dla samotnych matek, które najczęściej nie są w stanie pracować na etacie. Coraz więcej kobiet podejmuje też ryzyko i odchodzi z wysokich stanowisk w korporacjach, by założyć własny biznes. Mają wysokie kompetencje i są zmęczone korporacyjnym kieratem – mówi dr Grabowska-Lusińska. – We własnej firmie mogą mieć bardziej elastyczny czas pracy, szef im nie zarzuci, że opuszczają się w obowiązkach z powodu dziecka. Korporację dla własnej firmy porzuciła Katarzyna Rychlewska.

– Moja decyzja wynikała z pasji i serca – taki początek polecam też innym kobietom – mówi.

– Długi czas zajmowałam się marketingiem w korporacjach. Ponad trzy lata temu zdałam sobie sprawę z tego, że choć zajmuję wysokie stanowisko i dobrze zarabiam, nie wiem, kim naprawdę jestem i kim chciałabym być.

Angażująca i stresująca praca w tego typu firmach nie zachęca do zastanawiania się nad sobą. Któregoś dnia wstałam rano, rozejrzałam się po pięknie urządzonym mieszkaniu, w którym kolor ręczników był dopasowany do koloru wazonów, i pomyślałam: ale to nie ja!

Postanowiłam zmienić swoje życie. Zostawiłam firmę, kupiłam tanie bilety lotnicze do Madrytu, Mediolanu, Florencji, Londynu.

Oglądałam butiki, np. londyński Notting Hill. Zachwyciło mnie w nich indywidualne podejście do klienta: właściciele znają całą historię produktu, który sprzedają, znają też świetnie potrzeby swoich klientów. Pomyślałam, że fajnie byłoby otworzyć podobny butik w Polsce, który poza działaniami czysto handlowymi pełniłby także funkcję w jakimś sensie społeczną – wydobywałby prawdziwe potrzeby klientek, ułatwiałby im zmianę wizerunku.

Wróciłam z Włoch z torbą biżuterii, pokazałam ją stylistom i dziennikarzom. Nie miałam ani pieniędzy na rozruch, ani miejsca, gdzie mogłabym tę biżuterię sprzedawać, miałam natomiast obciążone kredytem hipotecznym mieszkanie. Więc je sprzedałam – zaryzykowałam wszystko, co miałam, ale poczułam, że wreszcie jestem wolną kobietą!

Dziś założona przez nią firma Kate & Kate jest uznaną marką, sprowadza biżuterię artystyczną z Europy i świata, sprzedaje ją przez Internet i w małym butiku w centrum Warszawy.

Kobiety mają w sobie czerwień

Z badań Deloitte, międzynarodowej firmy doradczej, wynika, że kobietom brakuje przede wszystkim pewności siebie i łatwości podejmowania decyzji. – Większość kobiet, które tu przychodzą, chętnie by coś w swoim życiu zmieniła, ale brakuje im odwagi – to się wyraża nie tylko w sposobie zachowania, ale także sposobie ubierania i stylu biżuterii – mówi Katarzyna Rychlewska.

– Są często młode, świetnie wyedukowane, ale funkcjonują w tradycyjnym modelu społecznym, w którym kobieta ponosi odpowiedzialność za rodzinę, za jej stabilność, dlatego nie dla niej jakieś szaleństwa, ryzyko. To często wina kobiet, które same biorą na siebie tę odpowiedzialność – także dlatego, że życie w utartych torach zwalnia je z pracy nad sobą.

Wśród moich klientek widzę także często poczucie niższej wartości: przychodzi np. młoda kobieta przed ślubem, żeby wybrać sobie biżuterię, i szuka wsparcia u narzeczonego albo teściowej. Mówię: spróbuj sama stworzyć swój wizerunek! Radzę nieśmiałym prawniczkom w grzecznych strojach i w delikatnych kolczykach z perełkami: zmień to, może szef nie będzie patrzył na ciebie jak na przygarbionego wyrobnika. Niektóre wychodzą w czerwonych kolczykach rozkwitłe. Ta czerwień jest w każdej z nas – trzeba ją tylko wydobyć.

Dla tych wszystkich kobiet równie ważna jak biżuteria jest rozmowa, mówienie o prawdziwych potrzebach. Według Rychlewskiej jednym z najpoważniejszych problemów kobiet, które chcą znaleźć swoje miejsce na rynku pracy, jest wbrew pozorom nie biurokracja, lecz brak wiary w siebie i wsparcia – rodzin, znajomych, przyjaciół.

– Gdy rzuciłam pracę i sprzedałam mieszkanie, wszyscy moi znajomi uważali, że to straszne ryzyko, nikt nie powiedział: świetnie, zaryzykuj! A także brak informacji, gdzie pozyskać środki na rozpoczęcie działalności gospodarczej – z Urzędu Pracy czy unijne, jak i gdzie uzyskać pomoc konsultanta – jest wiele takich osób w gminach, ale przeciętna kobieta tego nie wie. Informacje o grantach są często niezrozumiałe, a procedury trudne.

– Jest wiele grantów, np. z Europejskiego Funduszu Społecznego, ale coraz trudniej je zdobyć. Poza tym kobiety boją się mikrokredytów. Trzeba je uczyć, jak generować zyski. To bardzo ważne także w sytuacji, gdy po 2013 roku pula środków unijnych się skurczy – mówi Grabowska-Lusińska.

Jej zdaniem bardzo ważną rolę mają do odegrania – choć jest ich zdecydowanie za mało – takie działania instytucjonalne jak Kongres Kobiet czy programy telewizyjne i akcje zachęcające do przedsiębiorczości, jak chociażby „Sukces malowany szminką”, cykl emitowany w Radiu PIN i TVN24. Są ważne, bo pokazują kobiety, którym się udało, pomagają tworzyć społeczny model kobiety aktywnej, powoli zmieniać model rodziny. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JOLANTA KORAL

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kobietom potrzeba odwagi