Kobiety niezbędne w branży lotniczej

  • Dorota Czerwińska
opublikowano: 27-03-2012, 10:01

Wśród 4 tys. pracowników, których chce w 2012 r. zatrudnić Airbus, co najmniej jedną czwartą mają stanowić kobiety.

Intensywny program rekrutacyjny wiąże się z portfelem zamówień koncernu, przekładających się na 7-8 lat nieprzerwanej produkcji, a także z programami budowy nowych samolotów. Chociaż firma należy do sektora, który tradycyjnie jest zdominowany przez mężczyzn, do ubiegania się o pracę zachęca kobiety, również z Polski.

— Ze względu na zmiany demograficzne kobiety stanowią połowę aktywnej zawodowo siły roboczej. W Europie 17 do 20 procent kobiet kończy szkoły techniczne i kierunki inżynierskie i chcemy pozyskiwać je do naszej firmy dla równoważenia proporcji w zespołach. Chcemy także zatrudniać kobiety na stanowiskach menedżerów. Z powodów etycznych i ekonomicznych nasza polityka HR zmierza do zachowania różnorodności zatrudnienia. Dzięki niej osiągamy dobre wyniki, jesteśmy innowacyjni i zaangażowani — twierdzi Nathalie Maldjian.

Kobiety stanowią 15 proc. załogi Airbusa. Zajmują różne stanowiska — od pracowników technicznych, inżynierów systemowych, architektów i projektantów poprzez kierowników zakładów, aż po pilotów testowych, kierowników jakości itp. W EADS (firma matka Airbusa) jest też specjalne szkolenie dla kobiet, które przygotowuje utalentowane menedżerki na początku kariery lub z kilkuletnim doświadczeniem do objęcia stanowisk wyższego szczebla. Program ma pomóc kobietom o szczególnych predyspozycjach realizować ich potencjał i osiągać wyższe stanowiska menedżerskie.

Kobieta za sterami samolotu

Camille Savignac jest mechanikiem na linii montażu końcowego samolotu A380. Jak odnajduje się w męskim środowisku pracy?

— Kiedy zaczynałam, musiałam udowodnić zespołowi, że mam odpowiednie umiejętności i motywację do pracy. Gdy już tego dokonałam, nie ma do dla mnie znaczenia, że jako kobieta mam męski zawód. Z kolegami często się uzupełniamy w pracy i sprawdza się to doskonale. Czasem proszą o pomoc, bo mam drobne ręce i łatwiej mi przykręcić części do samolotu, a z kolei oni pomagają mi nosić ciężkie rzeczy — opowiada kobieta mechanik. Nadzorowaniem jakości i łańcucha dostaw metali specjalnych, odkuwek i odlewów w dziale łańcucha dostaw i jakości materiałów zajmuje się Polka — inżynier Iwona Kornaś. Jak się dostała do Airbusa? Kończąc studia licencjackie, szukała interesujących praktyk. Natknęłą się na ofertę koncernu w Tuluzie i dostała się na dziewięciomiesięczny staż.

— Praca dla Airbusa to było moje wielkie marzenie. Mogłam zwiedzić linie montażu końcowego samolotu i zobaczyć, jak składa się maszyny A320, A330 i A380. Zszokowała mnie liczba części, które są potrzebne do skonstruowania samolotu, i niesamowita precyzją wymagana przy budowie tak olbrzymich maszyn — mówi Iwona Kornaś.

Fascynacje technologią

Pod koniec stażu szukała zatrudnienia w Airbusie lub w grupie EADS na stałe. Po przejściu przez kwalifikacyjne sito trafiła do Eurocoptera, by potem wrócić do Airbusa. — Trafiłam do mojego obecnego działu jako czasowy pracownik z półtorarocznym kontraktem. Zostałam doceniona przez moją szefową i dostałam propozycję dwuletniego kontraktu VIE, czyli międzynarodowego francuskiego płatnego wolontariatu w Broughton w Północnej Walii. Po kilku miesiącach Airbus w Tuluzie zaproponował mi kontrakt na czas nieokreślony na tym samym stanowisku — opowiada Iwona Kornaś. Jej zdaniem Airbus i Eurocopter wcale nie są męskimi firmami.

— Młoda kobieta musi czasem włożyć więcej wysiłku, żeby się przebić ze swoim zdaniem, ale ja bardzo lubię wyzwania. Może mężczyźni i kobiety mają trochę inny styl pracy, ale osiągają równie dobre wyniki. Mężczyźni chyba trochę więcej planują, za to kobiety mają więcej empatii, choć potrafią też być bardziej zdecydowane i bardziej uparcie dążyć do celu — dodaje Polka. Wydawałoby się, że metalurgia to dziedzina wyjątkowo męska, ale dla niej jest przede wszystkim interesująca. Możliwość podróżowania, odwiedzania dostawców na całym świecie, poznawania procesów produkcyjnych i zarządzania, oglądania produkcji części i wiedza, gdzie znajdują się potem w samolocie i do czego służą, są — według Iwony Kornaś — pasjonujące.

— Znam kilkoro Polaków pracujących w Airbusie i w EADS. Airbus Military zatrudnia ponad 500 osób w Warszawie i w Mielcu. Wydaje mi się, że nasza niewielka liczba w Tuluzie wynika głównie z niewielkiej znajomości Airbusa w Polsce — uważa Iwona Kornaś. Co radzi tym, którzy chciełiby pracować w tej firmie?

— Najważniejsze to się nie poddawać. Czasem trzeba złożyć wiele aplikacji, żeby znaleźć odpowiednie dla siebie miejsce i rolę. Cechy, które mogą pomóc w znalezieniu zatrudnienia w Airbusie, to znajomość języków, wielokulturowe doświadczenie, kreatywność i bardzo ważne: pasja — twierdzi Polka.

KOMENTARZ

O pracy w męskim środowisku

IZABELA CIMOCH

kierownik działu sprzedaży rynku tradycyjnego w dziale środków piorących i czystości, Henkel Polska

W Henklu podchodzimy bardzo poważnie do zapewnienia kobietom i mężczyznom równych szans rozwoju i awansu zawodowego. W najnowszej globalnej strategii zrównoważonego rozwoju Henkel postawił sobie ambitny i wymierny cel, aby co roku zwiększać udział kobiet w kadrze menedżerów o 1-2 procent. W polskim oddziale 34,4 proc. stanowisk kierowniczych piastują kobiety. Większość pracowników działu, w którym pracuję, to mężczyźni – zarówno mój szef, jak i moi bezpośredni podwładni. Chwalę sobie współpracę z nimi. Są nastawieni na osiąganie wyznaczonych celów, lubią odnosić sukcesy, a to jest w dziale sprzedaży najważniejsze. W kontaktach są zazwyczaj powściągliwi i nie kierują się emocjami.

Początek na nowym stanowisku chyba nigdy nie jest łatwy bez względu na płeć. Obejmując kierownicze stanowisko trzeba przekonać do siebie współpracowników, przejść początkowy etap udowodnienia swojej wartości i kompetencji przełożonemu, zdobyć szacunek i zaufanie podwładnych. Uważam, że kluczem do skutecznej i satysfakcjonującej relacji ze współpracownikami są po prostu wysokie kompetencje i profesjonalizm. To okazało się najważniejsze w kontaktach z moim bezpośrednim przełożonym, któremu – mam takie przekonanie - moja płeć jako współpracownika jest obojętna. Różnicę płci zdarza mi się natomiast odczuć czasami w relacji z mężczyznami, którzy mi podlegają. Ale są wśród nich i tacy, dla których liczą się tylko kompetencje, a nie płeć przełożonego. Z nimi od początku bardzo dobrze mi się współpracuje, a oni nie mają problemu z wykonywaniem moich poleceń. Są też tacy, którzy starają się mi pomagać i ułatwiać życie zawodowe.

Myślę, że w dużej mierze ma to związek z wzorcami zachowań, które wynieśli z domów. Bywa to miłe i taka relacja – jeżeli jest odpowiednio poprowadzona – może być bardzo owocna biznesowo. Z drugiej jednak strony – niekoniecznie ułatwia mi relacje z trzecią grupą pracowników, czyli z tymi, którzy z założenia nie chcą zaakceptować kobiety szefa. To są sytuacje i relacje najbardziej skomplikowane. Początek współpracy z takimi osobami jest trudny, a jako menedżer muszę pracować nad tym, by zaczęli mnie inaczej postrzegać. Kluczem do sukcesu także w tym przypadku są wysokie kompetencje, które staram się udowodnić podwładnym w praktyce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu