Koczowiska i świątynie

Marcin Zawiśliński
17-12-2007, 00:00

Myślenie chroni przed złem — owszem, fajna maksyma. Istotne jednak — jakie to jest myślenie. Mówi o tym Magdalena Środa.

„Puls Biznesu”: Jak się zaczęła pani przygoda z filozofią?

Magdalena Środa: Zawsze zamierzałam być genetykiem albo biologiem, ale tata mnie zniechęcał. Pewnie powinnam iść na socjologię, gdzie pracował, lecz nie chciałam być gdzie on. I tak wylądowałam na filozofii. Wtedy zdawało się tam m.in. biologię, a ja uwielbiałam biologię i taniec. Pomyślałam więc, że zajmę się albo filozofią nauki albo filozofią tańca.

I to był główny motyw?

Nie. Chciałam się rozwijać, a instytut filozofii był miejscem, gdzie było niewielu studentów a więc i konieczność pracy i aktywności. Przede wszystkim zaś czytania. Wbrew pozorom studiowanie filozofii to nie poszukiwanie sensu życia, lecz umiejętność analizy tekstów, dyskutowania, porządnego myślenia w ogólności. Mnóstwo pracy, nie pozbawionej emocji.

Emocje w filozofii?

Jasne. Ja na przykład często się zakochiwałam: a to w Platonie, a to w Bergsonie. Dla nich studiowałam dodatkowo filologię klasyczną i uczyłam się pilnie języka francuskiego. Moi koledzy wiernie trwali w jednej miłości do Kanta, Hegla, Husserla… Studia to był też okres dojrzewania politycznego. Chodziliśmy na latający uniwersytet, na wykłady do Michnika, Kuronia, Amsterdamskiego. Było to nie tylko ciekawe, ale emocjonujące. W sumie — mimo szarości komunizmu — dobry, intensywny czas.

Kto, według pani, zasługuje dziś na miano gwiazdy polskiej filozofii?

Gwiazda to złe określenie. Pochodzi ze słownika kultury masowej, a od tej filozofia stara się trzymać z daleka. Lepiej mówić o mistrzach. Kiedyś Leszek Kołakowski, powiedział mi: „Dziecko, a co ty tak ciągle mi mówisz »panie profesorze«? Ja na to: „A jak mam mówić do pana, »panie profesorze«? a On: „Mów mi mistrzu, po prostu: mistrzu”. To był żart, ale jest coś na rzeczy... I mistrzem jest też profesor Skarga. Mistrzem, autorytetem, bardzo ważną dla mnie osobą. Filozoficzną, znaczącą osobowością jest też z pewnością prof. Cezary Wodziński — filozof, który nie wchodzi w płytkie spory publicystyczno-polityczne, czego mu zazdroszczę. On po prostu z pasją filozofuje.

Czy zdobytą wiedzę filozoficzną wykorzystuje pani w praktyce?

Tak. Pomaga mi porządkować świat i różne problemy, będące przedmiotem debat publicznych. Pozwala na eliminowanie tego, co dęte, od tego, co ważne. Filozofia to myślenie, a to jest fascynujące samo w sobie. Poza tym, jak twierdził Sokrates, myślenie chroni przed złem. I rzeczywiście sądzę, że ludzie, którzy myślą, mniej szkodzą. Pewno dlatego polityka jest tak szkodliwa.

Zetknęła się pani z jakimś złem?

Gdybym miała określać własną szczęśliwość kryterium wymyślonym przez utylitarystów to znaczy dodatnim bilansem przyjemności, musiałabym powiedzieć, że w moim życiu z pewnością było więcej przyjemności niż cierpienia. A więc jestem szczęśliwa. Ale to też zasługa rocznika. Ludzie urodzeni w 1957 roku nie doświadczyli ani zła wojen, ani stalinizmu. Obserwowali historię, a nawet uczestniczyli w niej, lecz w momentach, w których nie wystawiała ich na radykalne wybory. Kiedy patrzę teraz na tę naszą dziką lustrację, myślę sobie, że przecież to, że nie założono mi teczki czy że nie podpisałam żadnej lojalki nie wynika z mojej odwagi, ale z przypadku: nie musiałam się łamać lub być heroiczna, bo nie było takiej potrzeby. Nie miałam jeszcze wtedy dzieci, o które w przypadku aresztowania bałabym się, przeciwnie — miałam mnóstwo przyjaciół, gotowych do pomocy, byłam zbyt młoda na poważnego działacza opozycyjnego, i zbyt mało ważna, by interesowała się mną służba specjalna. To zasługa „błogosławieństwa urodzenia”. Podobnie z pracą. Mój rocznik nie doświadczył bezrobocia, myśmy nie znali tego lęku. Tak jak nie lękaliśmy się biedy, bo wszyscy jej doświadczyliśmy.

Polityka pani nie ominęła. Już w demokratycznej Polsce zdecydowała się pani do niej wejść.

Pół roku wcześniej obroniłam habilitację: to spory wysiłek, mnóstwo pracy, a zwłaszcza lektur. Wydawało mi się, że z filozofii politycznej, która była tematem habilitacji, przeczytałam wszystko, co możliwe. Brałam też wtedy udział w programie TV „Co Pani na to”, gdzie na okrągło krytykowałam polityków. I pomyślałam: pora samej się temu poddać.

Nie czuje się pani zawiedziona? Filozofia ma się chyba nijak do praktyki politycznej…

Polityka… Niesamowite doświadczenie, bardzo ważne i ciekawe, choć ze smutkiem przyznaję, że wiedza filozoficzna na niewiele się tam przydaje. Przeciwnie! Zawsze ilekroć po obradach sejmowych jechałam na uniwersytet i rozmawiałam ze studentami, miałam wrażenie, że przemieściłam się z koczowisk polityki do prawdziwej świątyni mądrości. Bo studenci, w porównaniu z politykami, trzymają jednak pewien poziom i wiedzą, że brak wiedzy powinien wymuszać jakąś pokorę. W polityce głupota jest raczej przedmiotem dumy, a na pewno jest to towar, który świetnie sprzedaje się w mediach, więc politycy głupotę kultywują. Studenci — raczej nie.

Mimo to nadal ciągnie panią do wielkiej polityki.

Jeśli polityka postawi mnie przed mną cele warte wyboru, dzięki którym mogłabym się doskonalić, jeśli będą jakieś ciekawe zadania — czemu nie? Ale równie dobrze mogę wyjechać na wieś i pisać książki z dala od polityki. Ta druga opcja jest o tyle bardziej pociągająca, że na wsi mam dużo zwierząt, które kocham i żadnego polityka, a w polityce jest mnóstwo zwierząt, których pokochać nie sposób. l

Równouprawnienie

Prof. Magdalena Środa — etyk, filozof, publicystka, feministka i ateistka. Uczyła się w szkole baletowej. Absolwentka słynnego warszawskiego liceum im. Batorego. Członkini „Solidarności”. Od 1976 roku związana naukowo z Instytutem Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 2004-2005 była pełnomocniczką rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn w lewicowym gabinecie prof. Marka Belki. Członkini Collegium Invisibile Uniwersytetu Warszawskiego i Polskiej Akademii Nauk. Jej mąż, Krzysztof, także jest filozofem. W wolnych chwilach opiekują się zwierzętami. Mają dwa psy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zawiśliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Koczowiska i świątynie