Kodeks postępowania karnego prowadzi do absurdu

Kamil Kosiński
19-12-2011, 21:22

Przedsiębiorca może być prawomocnie uniewinniony i zarazem winny dla fiskusa

W ostatnim wydaniu programu „Państwo w państwie”, przygotowywanego przez Telewizję Polsat we współpracy z „Pulsem Biznesu”, opowiedziano historię Lesława Kwitkowskiego, właściciela firmy Metal- System, działającej na terenie Huty Stalowa Wola. Po czterech latach walki od stawianych zarzutów oszustwa podatkowego uniewinnił go sąd okręgowy, a następnie sąd apelacyjny. Wyrok jest więc prawomocny, ale urzędnicy skarbowi odmawiają mu wydania zaświadczenia o niezaleganiu z podatkami, niezbędnego do korzystania z kredytów, leasingu czy sięgnięcia po dotację unijną. Urzędnicy twierdzą, że prowadzą własne postępowanie i zaległości się pojawią.

— Brak tego zaświadczenia bardzo komplikuje jakiekolwiek inwestycje prorozwojowe. Nie rozumiem tylko jednego. To są ludzie z tego środowiska. Wiedzą, jakie tu jest bezrobocie, i postępują w sposób taki, żeby dalej niszczyć — mówił Lesław Kwitkowski, który swój biznes na terenie Huty Stalowa Wola zaczął od wznowienia produkcji w kupionej od syndyka odlewni, a dziś zatrudnia około 700 osób.

— Ja bym chętnie tego urzędnika zaprosił, by stanął przy maszynach i popracował. Gdyby nie miał innego zajęcia, urzędniczego, toby się tej pracy starał nie stracić — dodawał Bogdan Piotrowski, pracownik Lesława Kwitkowskiego, nawiązując do urzędniczej wypowiedzi o tym, że praca w hucie jest tak ciężka, że powinno się ją zamknąć.

Absurdalna zasada

Skargę na odmowę wydania zaświadczenia o niezaleganiu z podatkami złożoną przez firmę Metal-Odlew oddalił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie. Postawę urzędników popartą przez sąd administracyjny próbował wyjaśniać poseł Sławomir Kopyciński. Zwracał uwagę, że czym innym jest postępowanie karne, a czym innym administracyjne.

— W postępowaniu administracyjnym, które trwa, przyjmuje się z góry winę oskarżonego i w tym postępowaniu pan Kwitkowski musi udowodnić, że jest niewinny. W postępowaniu karnym jest odwrotnie — mówił poseł.

Adwokat Roman Giertych wytknął mu jednak, że dość kiepsko orientuje się w prawie, które jako poseł przecież tworzy. Przypomniał, że postępowanie urzędu kontroli skarbowej prowadzone jest na podstawie procedury karnej, a nie administracyjnej. W ten sposób są bowiem prowadzone postępowania związane z naruszeniami prawa podatkowego.Zwrócił też uwagę na pewien absurd kodeksu postępowania karnego. Wyrok sądu karnego byłby dla urzędów wiążący, gdyby był skazujący, ale uniewinniający… nie jest wiążący.

— I to jest przyczyną tego, że urząd kontroli skarbowej może powiedzieć: nas to nie wiąże — wyjaśniał Roman Giertych. Z jego słów wynikało jednak, że dopatruje się w sprawie swoistej zemsty urzędników. Po wyroku wszelkie problemy Leszka Kwitkowskiego winny się jego zdaniem zakończyć.

— Nie stało się tak zapewne dlatego, że ten wyrok jest ciosem nie tylko w prokuraturę, ale również urząd skarbowy, który przygotował materiały. Cały akt oskarżenia został oparty na opinii przedstawionej przez urzędników skarbowych, która została zweryfikowana przez sąd i okazała się fałszywa — komentował sytuację adwokat Roman Giertych.

Kluczowy Gamoń

Poza samym bohaterem przyczyny oddalenia zarzutów przez sąd wyjaśniał Ryszard Łepski, adwokat biznesmena. Biegła współpracująca z prokuraturą nie zbadała całości ksiąg rachunkowych firmy, ale tylko to, co dostała z urzędu kontroli skarbowej. — To, co było najbardziej zdumiewające i obłudne, to fakt, że prokuratura występowała w imieniu firmy Lesława Kwitkowskiego. Bo pokrzywdzonym w sprawie, w której oskarżony był pan Kwitkowski, była jego firma — podkreślał Roman Giertych.

Tadeusz Ambicki z Urzędu Kontroli Skarbowej w Tarnobrzegu i Bogumił Zaniewicz z Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie nie chcieli się wypowiadać na temat sprawy. Być może dlatego, że nie mają nic na swoją obronę.

— Inspektor Ambicki twierdził, że firma nie dokonywała produkcji, nie dokonywała sprzedaży, bo Lesław Kwitkowski nie potrafi wskazać położenia liczników prądu. Co ciekawe, produkt nie wymagał prądu. Inspektor Zaniewicz sam stwierdza, że Paweł Gamoń zatrudniał kierowców, natomiast stoi na stanowisku, że usług nie było, bo Paweł Gamoń nie zatrudniał kierowców — wytykał urzędnikom Mariusz Makowiecki, doradca podatkowy Lesława Kwitkowskiego. Ów Paweł Gamoń to dla sprawy postać kluczowa. Kiedyś prowadził interesy z Lesławem Kwitkowskim. W 2007 r. zeznał, że wystawił 81 fałszywych faktur na dostawy stali do firmy Lesława Kwitkowskiego. Dzięki temu mógł uniknąć zapłaty około 900 tys. zł podatków. Plątał się jednak w zeznaniach i sąd nie dał mu wiary.

— Był osobą, która już wchodziła w przeszłości w konflikt z prawem. Być może mogła mieć motyw w złożeniu konkretnych wyjaśnień. Chociażby motyw w postaci uniknięcia postępowania podatkowego — wyjaśniał Grzegorz Zarzycki, wiceprezes Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Kodeks postępowania karnego prowadzi do absurdu