Kolejka po podwyżki płac coraz dłuższa

Adam Sofuł
opublikowano: 28-01-2008, 00:00

Kolejka po podwyżki płac się wydłuża. Do lekarzy i nauczycieli mocnym akcentem dołączyli celnicy. Nie muszą nawet robić manifestacji — zrobią to za nich przewoźnicy, rozjuszeni wielogodzinnymi i ciągle rosnącymi kolejkami na granicach. Jedno trzeba przyznać — celnicy fatalnie wybrali sobie moment na protest — bo chociaż przybrał on na sile dopiero w ostatnich dniach, to trwa od 11 października. Wówczas poprzedni rząd zaczynał żegnać się z władzą, nowy do dziś nie skończył się witać i nikt nie ma głowy do jakichś celników. Z drugiej strony wejście Polski do strefy Schengen i sytuacja, że wschodnia granica kraju staje się granicą Unii były argumentami nie do pogardzenia.

Charakterystyczne w protestach ostatnich lat jest to, że najgłośniejsze z nich odbywają się w branżach finansowanych z pieniędzy publicznych. Płace na państwowej posadzie są w każdym kraju niższe niż w sektorze prywatnym, chociaż trzeba przyznać, że w Polsce mamy do czynienia z dużymi dysproporcjami. Wynikają one z tego, że państwo jest z reguły fatalnym właścicielem i bywa kiepskim właścicielem. Zwłaszcza jak chce decydować o wszystkim. Jeżeli |mówimy np. o znaczącym wzroście płac w szeroko |pojętej branży budowlanej w ostatnich latach, to przecież budowlańcy nie zawdzięczają większych zarobków zdeterminowanym związkowcom i burzliwym demonstracjom. Zawdzięczają je prawom ekonomii. Gdy wzrósł popyt na usługi budowlane, wzrosły też ich ceny. Decyzje państwa najczęściej nie nadążają za wolnym rynkiem.

W przypadku służby celnej trudno mówić o prywatyzacji (chociaż przy pewnej dozie wyobraźni i takie rozwiązanie można rozważać), ale już przy służbie zdrowia i szkolnictwie warto na ten temat rozmawiać. Może gdy państwo będzie miało mniej zadań na głowie, sprawniej poradzi sobie z tymi, które mu pozostały. Trudno się spodziewać, by celnicy zadowolili się propozycjami podwyżek ze strony resortu finansów, skoro żądają siedmiokrotnie więcej, jednak może się uda przynajmniej czasowo złagodzić protest. Rząd ma coraz większe problemy z falą roszczeń płacowych, ale gdyby w perspektywie kilku lat udało się ograniczyć liczbę roszczeniobiorców, skorzystałby nie tylko rząd, ale też pozostali pracownicy budżetówki.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu