Kolejne rekordy indeksów są jeszcze przed nami

Katarzyna Płaczek
opublikowano: 04-12-2006, 00:00

Tendencje na GPW się nie zmieniły. Nadal królują małe i średnie spółki, dzięki którym indeksy WIG i MIDWIG biły rekordy. Znaczenie psychologiczne tych zwyżek jest tym większe, że indeks WIG zdołał wreszcie zakończyć sesję powyżej bariery 50 000 pkt. Nie spowodowało to wprawdzie szaleństwa zakupów, ale to akurat też jest korzystne. Niekontrolowana euforia mogłaby sygnalizować zbliżający się koniec wzrostów. Podążanie rynku własnym, raczej niezmienionym tempem, jest zdrowe i perspektywiczne.

Warto pamiętać, że od czasu korekty majowej indeks ten zyskał ponad 40 proc. Jednak nie zrobił tego zupełnie bez korekty. Ta bowiem trwała blisko 2 miesiące (sierpień — wrzesień), tyle że miała zupełnie płaski charakter. Wydaje się więc, że nie ma jakichś większych przeszkód, by grudzień okazał się dobrym miesiącem dla posiadaczy akcji, także w analizie technicznej WIG. Jedynym sygnałem, który może niepokoić graczy o agresywnym nastawieniu do rynku, są średnioterminowe negatywne dywergencje na RSI14. Jednak tylko ten oscylator wskazuje możliwość odwrotu. Innym wskaźnikom służy to, że wzrosty mają niewielką dynamikę w ujęciu sesyjnym, za to są systematyczne. Trudno więc jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: jakie będą sygnały zbliżającego się końca wzrostów, a przynajmniej znaczącej korekty? Argument opierający się na przesłance, że korekta musi przyjść, bo jest drogo, nie przekonuje. Biorąc go pod uwagę, powinno się wyjść z rynku, gdy WIG był wart 10 000 pkt mniej.

Pomocną wskazówką w wyznaczaniu końca hossy może być zachowanie WIG20, bo w ostatniej fali hossy dochodzi do wzmożonego zainteresowania tymi spółkami, na których jeszcze „niewiele” się wydarzyło. Obecnie zaś mało ciekawym segmentem są właśnie spółki z WIG20. Indeks ten wciąż nie potrafi pokonać 3250 pkt. Wszystko wskazuje na to, że duże spółki warto uwzględnić w planach inwestycyjnych, a przynajmniej umieścić je na liście obserwacyjnej. Sytuacja powoli się wyjaśnia. Indeks ten co prawda nie rośnie, ale spadać też raczej nie chce. Jeżeli dodamy do tego, że ostatnie lokalne dna w ramach bocznej konsolidacji są ustanawiane coraz wyżej, prawdopodobieństwo sięgnięcia po szczyt także przez WIG20 znacznie rośnie.

Jeżeli przyjmiemy, że prawdopodobieństwo kontynuacji trendu jest większe niż jego zmiana, to wydaje się, że czekanie na korektę wcale nie wydaje się rozsądne. Przecież mamy już grudzień. Wzrostowy scenariusz może obalić tylko i wyłącznie krach na rynku amerykańskim, ale na razie i tam byki trzymają się mocno. Świadczy o tym umiarkowana reakcja na bardzo słabe dane z rynku pracy. Skoro zatem nawet po tych informacjach amerykański rynek nie chce spadać, to wniosek pozostaje bez zmian — powinien rosnąć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Płaczek

Polecane