Kolejowa odmianatowarowej barki rzecznej

Marcin Bołtryk, AGO
opublikowano: 17-11-2011, 00:00

Rozmowa z Piotrem Chajderowskim, prezesem Ordatrans Group

Żegluga śródlądowa w Polsce praktycznie nie istnieje. To zupełnie nie przeszkadza Odrzetrans rosnąć. Już dawno wyrosła z koryta rzeki, którą ma w nazwie.

„Puls Biznesu”: Po Odrze da się pływać? Piotr Chajderowski: Nie za bardzo. Cały środkowy bieg tej rzeki jest w zasadzie wyłączony z żeglugi towarowej. Tylko jej górny bieg i fragment dolnego są żeglowne. Po Odrze pływamy głównie na trasie Gliwice — Wrocław. Wozimy węgiel.

Można z tego wyżyć?

Nie.

Czyli zwijacie interes?

Wprost przeciwnie. Wybieramy się na giełdę.

Firma żeglugi śródlądowej, która operuje na rzece, po której w zasadzie nie da się żeglować, mówi o rozwoju?

Właśnie. To prawda, że rynek kojarzy nas jako firmę żeglugową i wyłącznie taką. Na domiar złego z powodu nazwy jesteśmy kojarzeni tylko z Odrą. A robimy o wiele więcej. Pływamy głównie do Niemiec. Jesteśmy obecni na Łabie oraz wszystkich istotnych rzekach i kanałach wschodnich i środkowych Niemiec. Zresztą większość naszego biznesu realizujemy właśnie w Niemczech.

Tam jest ostra rzeczna konkurencja. Jak polska firma sobie z nią radzi?

Kupując ją. Trzy lata temu zainwestowaliśmy w wykup ponad 81 proc. udziałów w jednej z największych niemieckich firm żeglugi śródlądowej Deutsche Binnenreederei. To spółka, która za czasów NRD była niemieckim monopolistą. Dzięki tej fuzji dziś należy do nas około 70 proc. wszystkich przewozów na Łabie. Watro podkreślić, że spółka, którą przejęliśmy, to jedna z czterech niemieckich firm mających w nazwie „Deutsche”.

I podoba się to Niemcom?

Raczej nie. Proszę pamiętać, że Deutsche Binnenreederei dowozi Łabą węgiel do berlińskich elektrowni. Poza tym pozostaje „narodowy” wymiar nazwy. Były prośby, żeby ją zmienić. Nie ulegliśmy.

Ile da się zarobić na żeglowaniu po Europie?

Z samej żeglugi powinniśmy w tym roku osiągnąć około 200 mln zł przychodu. To sporo jak na polska firmę z nieżeglowną Odrą w nazwie.

A reszta?

Reszta to mniej więcej drugie tyle. Prowadzimy działalność związaną ze spedycją kolejową i morską. Zainwestowaliśmy w spółkę Rentrans Cargo ze Szczecina. Mamy też spółkę zajmującą się tranzytami kolejowymi. Przychody z tych działalności sięgają 200 mln zł. Wcześniej przejęliśmy też Żeglugę Bydgoską. Słowem stworzyliśmy naprawdę silną grupę.

I co dalej?

Kolejną inwestycją, z którą chcemy się zmierzyć, są przeładunki portowe. Zakupiliśmy prawie 50 proc. udziałów w Porcie Handlowym w Świnoujściu. Rozglądamy się za inwestycjami w Trójmieście.

Skąd na to wszystko pieniądze?

Dwóch dużych międzynarodowych inwestorów jest zainteresowanych nasza spółką. Mamy też plany giełdowe. I to ku tej drugiej opcji skłaniamy się bardziej. Na inwestycje potrzebujemy około 100 mln zł.

Część pójdzie na żeglugową część waszego biznesu?

Możliwości rozwoju Odrytrans w zakresie żeglugi się wyczerpały. Były plany, żeby zaistniećna Renie, ale tam jest ciasno i marże niskie. Odpuściliśmy.

A żegluga w Polsce?

Zaniedbania w udrożnianiu szlaków wodnych są tak ogromne, że potrzebne by były nakłady liczone w miliardach złotych. Nie wydaje mi się, że ten lub następny rząd zaryzykuje przeznaczenie takiej kwoty na odblokowanie żeglugi śródlądowej w naszym kraju. Lepiej te pieniądze przeznaczyć na kolej. Stąd nasze inwestycje. Nie kończymy z żeglowaniem, ale budujemy druga nogę, by móc się rozwijać.

To trzeba będzie zmienić nazwę.

Owszem. I tak się stanie. Z Odrą w nazwie nie budzimy zaufania ani zainteresowania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk, AGO

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy