Kolekcjoner uważa przy bankomacie

Weronika A. Kosmala
06-10-2015, 22:00

Dobre nawyki są ważne — kiedy kolekcjoner płaci, to nie rzadkimi banknotami, a kiedy odchodzi od bankomatu, na każde 10 zł patrzy dwa razy.

Liczenie wartości pieniądza w czasie to jedno z powszechniejszych ćwiczeń dla studentów ekonomii, ale na rynku kolekcjonerskich banknotów prosty wzór mógłby się nie sprawdzić, bo 20 zł może być tak naprawdę warte kilka razy więcej od nominału. Zależy to od wielu zmiennych — rzadkości w obiegu, numeru seryjnego czy ilości pozaginanych rogów. Niezależnie od tego, czy zbieramy banknoty współcześnie emitowane, czy wycofane i stare, wynik równania można szacować bez liczenia macierzy, a według 5 podstawowych zasad.

1 Nie wszystkie pieniądze dobrze jest wydawać

Chociaż kolekcjonerskie banknoty emitowane od kilku lat przez NBP mogą służyć jako środek płatniczy, regulowanie rachunków przy ich użyciu może się wiązać ze sporą finansową stratą. Nie oznacza to jednak, że rzadkich egzemplarzy zupełnie nie da się w obiegu znaleźć, bo jako inwestycję traktować można nie tylko dzisiejsze specjalne emisje, ale też pieniądze obiegowe albo zupełnie stare, które drukowano na przykład nielegalnie podczas okupacji. W każdym z przypadków warunki wzrostu rynkowej wartości są trochę inne albo przynajmniej różne jest ich znaczenie — zachowanew idealnym stanie 50 zł z emisji sprzed kilku lat może być przecież łatwiejsze do pozyskania niż równie nienaruszony pieniądz, którym przez krótki czas do wycofania płacono na jakimś niewielkim obszarze.

2 Banknotów lepiej nie podrzucać ze szczęścia

Jeśli kupujemy kolekcjonerskie banknoty w NBP, ich stan zachowania nazywany jest bankowym, czyli nieobiegowym — papier nie posiada żadnych śladów użytkowania, ma ostre rogi i z pewnością nie jest dotknięty grzybem, który może przejawiać się w postaci rdzawych plamek. Skoro więc umieszczony został w papierowo-foliowym etui, wyciąganie go z niego zdecydowanie nie polepszy warunków przechowywania, a z dużym prawdopodobieństwem może je pogorszyć. Dla określania skali ewentualnych zniszczeń numizmatycy posługują się najczęściej oznaczeniami ustanowionymi przez International Bank Note Society. Według tej gradacji, stan doskonały to UNC, od uncirculated — nieobiegowy, a najgorszy z możliwych to P, od poor — słaby. Banknot z oznaczeniem P może być tak zniszczony, że nie tylko będzie nieczytelny, ale może być też podziurawiony, porysowany, posklejany z kawałków i z oderwanymi rogami. W takich okolicznościach obracanie go w dłoniach nie powinno mu właściwie zaszkodzić, ale w ramach wyrabiania kolekcjonerskich nawyków i tak lepiej tego nie robić.

3 Autentyczność oryginałów jest tak cenna jak fałszywość fałszerstw

Żeby ocenić autentyczność posiadanego banknotu, trzeba zacząć od dokładnego poznania oryginału, a przede wszystkim zastosowanych podczas produkcjizabezpieczeń. Dotykając papieru, wyczuć możemy na przykład charakterystyczne dla druku wklęsłodrukowego wypukłości, a trzymając go pod światło, zauważyć możemy zastosowanie nitki zabezpieczającej czy elementu recto-verso.

Dobrze też sprawdzić, czy przy przechylaniu farba zmienna optycznie rzeczywiście okaże się zmienną i czy w promieniach UV będziemy w stanie odczytać ukryte w różnych elementach graficznych znaki. Na tegorocznym banknocie NBP upamiętniającym Jana Długosza znajduje się m.in. cytat, który wykonany jest w obszarze przedstawionej księgi — samą księgę widać od razu, ale do rozszyfrowania wiadomości potrzebne jest już światło UV. Nowe emisje z wiarygodnego źródła stanowią jednak na rynku pieniędzy papierowych jeden biegun — drugi to wykonane w różnych okolicznościach fałszerstwa, którym zdarza się osiągać równie wysokie ceny. W tej dziedzinie mamy w dodatku narodową tradycję, dlatego że wysokiej jakości falsyfikaty Polaków przeszły już do historii wielu krajów — najsłynniejszy w branży twórca zdołał podobno podrobić milion francuskich franków, których państwo nie mogło później wycofać z obiegu. Wynik byłby prawdopodobnie znacznie wyższy, ale falsyfikat udało się odróżnić od oryginału dzięki temu, że nie został na nim zaznaczony dokładnie jeden napoleoński włos.

4 Same szóstki przyciągają pieniądze

Kolekcjonerstwo banknotów pozornie nie wygląda na ściśle związane ze skomplikowanymi liczbowymi układami, ale w rzeczywistości poza okazyjnym sprawdzaniem cen, do skontrolowania są jeszcze chociażby wysokość nakładu czy nawet ustawienie cyfr w indywidualnym numerze. Rzadkość ma kluczowe znaczenie dla rynkowej wartości, ale również w przypadku ogólnie dostępnych banknotów obiegowych można odnaleźć wysoko cenione egzemplarze. Numizmatycy poszukują tzw. niepospolitych numeratorów, czyli indywidualnych numerów, które albo są niskie, albo stanowią wyraźny ciąg, albo składają się na przykład z samych szóstek, co — według przesądów — przyciągać ma kapitał.

Chociaż dla osób niezwiązanych z rynkiem takie subtelności mogą się wydać niezrozumiałe, kolekcjonerzy są w stanie zapłacić więcej nawet za tzw. numeratory radarowe, czyli pokazujące tę samą liczbę, kiedy czyta się od lewej i od prawej strony.

5 Papierowe pieniądze idą w parze z papierową książką

Inwestowanie w banknoty wymaga ciągłego czytania — nie tylko tego, co z pieniądza można odczytać przez lupę, ale też tego, co napisali na ten temat fachowcy. Zanim zdecydujemy się na rozpoczęcie kolekcji, dobrze jest przejrzeć wydane katalogi i zorientować się w historii wybranych banknotów, chociażby po to, żeby przyjąć jakieś kryterium doboru.

Na tym polu możemy być w dodatku pomysłowi, bo oferta tematów jest szeroka — tym, którzy oglądają właśnie przesłuchania Konkursu Chopinowskiego, proponowane jest 20 zł z kompozytorem, a tym, którzy modlą się, żeby do finału wybrani zostali Polacy — banknot z wizerunkiem papieża.

OKIEM EKSPERTA

Trudniejszy rynek

BARBARA JAROSZEK

zastępca dyrektora w Departamencie Emisyjno-Skarbcowym NBP

Kolekcjonowanie banknotów zawsze uchodziło za trudniejsze niż kolekcjonowanie monet, zajmowało się tym również znacznie mniej osób. Niektórzy eksperci związani z tym rynkiem oceniali, że kolekcjonerów banknotów jest nawet dziesięciokrotnie mniej niż kolekcjonerów monet, ale od kilku lat obserwujemy, że ta tendencja się zmienia. NBP wyemitował zarówno w 2015, jak i w 2014 r. banknoty kolekcjonerskie, które cieszyły się wielkim powodzeniem wśród nabywców. W 2014 r. był to banknot kolekcjonerski poświęcony setnej rocznicy utworzenia Legionów Polskich, przedstawiający wizerunek Józefa Piłsudskiego — pierwszy w Polsce, który wyprodukowano na sztucznym podłożu polimerowym. W 2015 r. NBP wyemitował banknot poświęcony 600. rocznicy urodzin Jana Długosza. Tym razem został on wyprodukowany na podłożu papierowym, ale zastosowanie kodu 2D umożliwiło naszym klientom przeniesienie się na stronę internetową prezentującą zabezpieczenia i proces produkcji banknotu. Z bardzo dużym zainteresowaniem spotkał się też zestaw banknotów wydanych z okazji 20-lecia denominacji zawierający polskie banknoty obiegowe z lat 1975-96. Również na przyszły rok NBP planuje wyemitowanie banknotu kolekcjonerskiego poświęconego tym razem 1050. rocznicy chrztu Polski. Obecnie trwają prace projektowe i wspólnie z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych — producentem banknotów — przygotowujemy się do tej emisji. Będziemy z uwagą obserwować tendencje na tym rynku, należy jednak podkreślić, że w tym przypadku stopa zwrotu jest obarczona większym ryzykiem niż stopa zwrotu uzyskana w przypadku kolekcjonerskich monet, ponieważ rynek jest jeszcze mniej płynny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Kolekcjoner uważa przy bankomacie