Kolekcjonowanie sztuki nie zawsze wymaga grubego portfela

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 14-01-2022, 14:45

Rekordowe wyceny klasyków robią wrażenie. Ich dzieła są jednak dostępne tylko dla zamożnych kolekcjonerów. Znacznie przystępniejsze cenowo są prace młodych artystów. Ich wartość szybko rośnie, ale trzeba kupować z głową.

Sztuka z roku na rok przynosi coraz większe zyski. Ma też ugruntowaną pozycję jako jedna z atrakcyjniejszych inwestycji alternatywnych. Licytują więc nie tylko kolekcjonerzy, lecz także osoby chcące ulokować oszczędności, które na nieoprocentowanych rachunkach bankowych i nieprzynoszących zysku lokatach zżera inflacja. Rozpoczęte jesienią podwyżki stóp procentowych jeszcze długo tego nie zmienią. Wzrost cen jest rekordowy, a ich szczyt spodziewany dopiero w połowie bieżącego roku. Nie oznacza to jednak, że każdy obraz – bo to malarstwo wciąż jest najchętniej kupowane – zapewni zysk, a przynajmniej ochronę tracących na wartości oszczędności.

Nie tylko nazwisko

Agata Buczek, „Wyższe stany świadomości”
Agata Buczek, „Wyższe stany świadomości”
Pawel Bobrowski

Nie ma wątpliwości, że trzeba kupować przede wszystkim to, co się podoba. Zwrócenie uwagi na pracę konkretnego artysty, towarzyszące temu emocje i kupno, choćby pod wpływem impulsu, podziwianie dzieła w domu na pewno sprawi przyjemność. Nie zawsze jednak zagwarantuje zysk. Jeżeli nie jest to jednorazowy zakup pod wpływem chwili, musi być bardzo przemyślany. Przed podjęciem decyzji o inwestycji trzeba więc poznać dorobek artysty, prześledzić jego ścieżkę rozwoju, sprawdzić, w jakich wystawach brał udział, w jakich kolekcjach są jego prace i czy są na tyle charakterystyczne, by na pierwszy rzut oka każdy, kto interesuje się sztuką choćby w minimalnym stopniu, mógł je łączyć z konkretnym nazwiskiem. Nie jest bowiem tajemnicą, że każdy rozpozna nie tylko pędzel klasyków: Jacka Malczewskiego, Jerzego Nowosielskiego, Wojciecha Fangora czy Zdzisława Beksińskiego, lecz – wśród rzeszy mniej znanych artystów – także np. Jacka Yerki, nie mówiąc o znacznie młodszych artystach. Mniej charakterystyczne dzieła prawie zawsze są tańsze i wolniej zyskują na wartości.

Moc Bielskiej Jesieni…

Karol Palczak, „Shadow”
Karol Palczak, „Shadow”
materiały prasowe

Warto też śledzić konkursy, np. Biennale Malarstwa Bielska Jesień. Przykładem może być rozwój artystycznej drogi Łukasza Patelczyka, który w tym roku zajął pierwsze miejsce w Kompasie Sztuki. Laureatem Bielskiej Jesieni został w 2015 r. Wcześniej jego prace sprzedawane były od kilkuset złotych do rekordowych 3 tys. zł. W 2016 r. rekord był już dwukrotnie wyższy, a w 2021 młotek przybił w Sopockim Domu Aukcyjnym 56 tys., co z opłatą aukcyjną dało 67,2 tys. zł. Wcześniej prace artysty były wystawiane na indywidualnej wystawie w nowojorskiej Slag Gallery.

W 2019 r. Grand Prix Bielskiej Jesieni zostało przyznane Karolowi Palczakowi, absolwentowi krakowskiej ASP, mieszkającemu w Krzywczy koło Przemyśla i czerpiącemu inspiracje ze swojego środowiska. Rok później artysta był nominowany do Paszportu Polityki w kategorii sztuki wizualne. Od tego czasu jego prace zaczęły przekraczać 30 tys. zł. Najdroższy – „Shadow” – wystawiony był w maju 2021 r. w Polskim Domu Akcyjnym z estymacją 15–20 tys., młotek przybił 36 tys., a z opłatą aukcyjną cena wyniosła 43,2 tys. zł.

W ubiegłym roku laureatem Grand Prix 45. Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2021 został Tomasz Kulka za tryptyk „Game over”.

– Nagrodzona w 2021 r. Grand Prix Bielskiej Jesieni praca „Game over” Tomasza Kulki to monumentalna wizja końca antropocenu. Z dawnego malarstwa artysta zaczerpnął formę tryptyku i bogate, okazale lśniące złotem tło, a ze współczesności wywiódł aktualne, postsekularne przesłanie – mówiła prof. Anna Markowska, przewodnicząca jury.

Nagrody wprawdzie zysku nie gwarantują, ale są cenną wskazówką, jakie nazwiska warto śledzić, a tak pięknych prac Tomasza Kulki jak tryptyk jeszcze na aukcjach nie było.

…nie tylko w Polsce

Ewa Juszkiewicz, „Dziewczyny do wzięcia”
Ewa Juszkiewicz, „Dziewczyny do wzięcia”
Pawel Bobrowski

Ewa Juszkiewicz została laureatką Grand Prix Biennale Bielska Jesień w 2013 r. i od tego czasu zaczęła wypływać na szerokie wody. W 2014 r. została wybrana do albumu Kurta Beersa „100 Painters of Tomorrow”, wydanego przez londyński Thames & Hudson, którego promocja odbywała się nie byle gdzie, bo w londyńskim Christie’s. To niewątpliwy sukces, jeżeli weźmie się pod uwagę, że było 4,3 tys. kandydatów z 30 krajów.

Prawdziwym początkiem światowej kariery artystki była indywidualna wystawa w 2020 r. w amerykańskiej Gagosian Gallery. W 2021 r. Ewa Juszkiewicz wzięła udział w wystawie „Arcimboldo Face to Face” w Centre Pompidou Metz we Francji wraz z 130 artystami z całego świata. Artystka czerpie inspiracje ze sztuki dawnej, zwłaszcza z mistrzów flamandzkich, ale jej prace nie są tak miłe dla oka. Zniekształcone twarze malowanych przez nią kobiet budzą niepokój i są dalekie od pojmowania piękna. O swoich pracach mówi, że obszarem jej badań są wizerunki odmienne, dziwne, nieidealne, odbiegające od normy, często nieakceptowane w dyskursie społecznym. Postacie skrajne, powszechnie marginalizowane, mniejszości, fizyczne patologie.

Mimo szybkiego sukcesu prace artystki siedem lat temu były dostępne od 2,6 tys. do maksymalnie 65 tys. zł. Dzisiaj można to uznać za okazję. W marcu ubiegłego roku jej olej „Strąki” został sprzedany w Desie Unicum za 168 tys. zł, w maju „Oko” za 264 tys., w czerwcu obraz „Bez tytułu” za 396 tys., a w listopadzie „Dziewczyny do wzięcia” za rekordowe 1,26 mln zł.

Śladem młodych

Łukasz Patelczyk, „Kompozycja abstrakcyjna” (z lewej), Tomasz Kulka „Golem 666”
Łukasz Patelczyk, „Kompozycja abstrakcyjna” (z lewej), Tomasz Kulka „Golem 666”
materiały prasowe

Tak spektakularne kariery, których przykłady można mnożyć, powodują znaczny wzrost cen, ale nie znaczy to, że nie ma artystów, którzy mają szansę pójść tą samą drogą. Warto więc śledzić aukcje młodej sztuki, które kiedyś niszczyły rynek, a dzisiaj mogą być drogowskazem dla początkujących kolekcjonerów. Warto przyglądać się artystom, którzy mają własny, niepowtarzalny styl, biorą udział w wystawach, a ich prace cieszą się dużym zainteresowaniem licytujących. Przebicia od 500 lub 1 tys. zł, bo takie są najczęściej ceny wywoławcze, do kilkudziesięciu tysięcy nie świadczą o przypadku. W ubiegłym roku można było śledzić spektakularny wzrost cen wielu artystów młodego pokolenia, wśród których są zarówno absolwenci akademii sztuk pięknych, jak i samoucy, co nie umniejsza wartości ich prac. Wśród nich znajdują się: Grzegorz Klimek, Dariusz Grabuś, Marcin Gregorczuk, Adam Wątor, Katarzyna Chmiel, Agata Buczek. Siłą wszystkich jest rozpoznawalny styl.

– Sztuka najnowsza jest dziś jednym z najdynamiczniej rozwijających się segmentów rynku, a obiekty trafiające pod młotek szybko zyskują na wartości – mów Agata Szkup, prezes Desy Unicum, i dodaje, że aukcje te są świetną okazją dla osób chcących rozpocząć inwestowanie w sztukę, a niedysponujących dużymi pieniędzmi na jej zakup.

– Satysfakcję z posiadania obrazu lub rzeźby zwiększa dodatkowo możliwość śledzenia rozwoju kariery jej autora, nabierającej dopiero rozpędu – podkreśla prezes największego polskiego domu aukcyjnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane