Komentarz Adama Sofuła: Cieszmy się wolnością, póki możemy

Adam Sofuł
16-06-2008, 08:31

Na początek dobra wiadomość — w tym roku dzień wolności podatkowej — umowną datę, od której przestajemy pracować na  fiskusa, a zaczynamy na własny rachunek — obchodziliśmy dwa dni wcześniej niż w  ubiegłym roku.

Według Centrum im. Adama Smitha święto podatnika (bo tak można dzień wolności podatkowej określić) przypadło w sobotę 14 czerwca. W ubiegłym — 16 czerwca. Ale to już koniec dobrych wiadomości.


Polska obchodzi dzień wolności podatkowej i tak późno w porównaniu z wieloma innymi krajami — w większości z nich podatnicy świętują w kwietniu lub w maju. Według wyliczającego dzień wolności podatkowej w Stanach Zjednoczonych — Tax Foundation, amerykańscy podatnicy cieszyli się 23 kwietnia, a i tak pewnie tęsknią za okresem dzikiego kapitalizmu z przełomu XIX i XX wieku. W 1900 roku dzień wolności podatkowej w USA wypadał 22 stycznia, a dziesięć lat później — nawet 19 stycznia. To, że obciążenia podatkowe, mimo że od 2003 roku regularnie spadają (w 1995 roku dzień wolności podatkowej obchodziliśmy dopiero 6 lipca), są u nas wciąż stosunkowo wysokie, to pierwsza zła wiadomość. Druga jest taka, że lepiej nie będzie.


Wcześniejsze święto podatnika zawdzięczamy w tym roku obniżce składki rentowej. W przyszłym możemy liczyć na poprawę tego wyniku, bo wejdzie w życie nowa skala podatkowa z dwiema stawkami 18 i 32 proc. Ale w następnych latach będzie gorzej — wzrost składki zdrowotnej zniweczy skutki obniżenia podatków. Nic też nie wskazuje na to, by politykom specjalnie zależało na przesunięciu dnia wolności podatkowej na wczesną wiosnę. W przeddzień święta podatnika Sejm odrzucił projekty ustaw znoszące tzw. podatek Belki. Jednocześnie upadł wniosek o wotum nieufności wobec ministra finansów, który nie chce obniżyć akcyzy na paliwa — chociaż akurat w tym ostatnim przypadku nie oszukujmy się — opozycji chodziło o głowę ministra, a nie o wysokość akcyzy. Podatek liniowy pojawia się jedynie w coraz bardziej mglistych deklaracjach. Wniosek z tego prosty — polscy podatnicy w kalendarzowej zimie świętować nie będą na pewno.

Niewielkim pocieszeniem jest to, że np. niemieccy i szwedzcy podatnicy świętują jeszcze później niż Polacy. Akurat w tym przypadku nie musimy równać w górę. Wiadomo, że lepiej się pracuje na swój rachunek niż na wspólny. I — by zakończyć optymistycznie — obyśmy się doczekali dowodów na potwierdzenie tej tezy jeszcze dzisiaj. Warto bowiem zauważyć, że grając z Niemcami i Austrią polscy piłkarze grali „dla fiskusa”. Dzisiaj, z Chorwacją, zagrają już „dla siebie”. A kto wie, do czego jest zdolny na boisku polski podatnik...

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Komentarz Adama Sofuła: Cieszmy się wolnością, póki możemy