Komentarz Adama Sofuła: Test twardości rządu

Adam Sofuł
17-01-2008, 07:55

Wczoraj pod Ministerstwem Gospodarki demonstrowały żony górników, jutro do Warszawy zjeżdżają nauczyciele, którzy domagają się szybszego wzrostu płac, niż proponuje im rząd, cały czas się tli (a miejscami rozpala się jaśniejszym płomieniem) protest w szpitalach i  przychodniach. Wszystkie te protesty łączy jedno słowo: podwyżki.

Obecna ekipa rządowa wiele zrobiła, by zapracować na tę falę protestów, podczas kampanii rozbudzając wiele nadziei. Teraz związki zawodowe, które w ostatnich latach nie mogą się pochwalić większymi sukcesami, wykorzystują tę retorykę wyborczą i testują, na ile ustępliwy jest obecny rząd.

Dla rządu to bardzo trudny egzamin. Nie tylko dlatego że każda odmowa podwyżek może (choć nie musi, kosztować parę punktów poparcia społecznego, ale dlatego że obecna ekipa mozolnie budowała swój przyjazny wizerunek. Nasilanie się konfliktów społecznych może ten wizerunek zburzyć. Z drugiej strony na bardziej znaczące ustępstwa — jeśli chodzi i nauczycieli i lekarzy, bo Budryk to zupełnie inna historia — budżetu w tym roku nie stać. Przynajmniej, jeśli poważnie traktować zapowiedzi o uzdrowieniu finansów publicznych.

Ustępstwa pod naciskiem protestów byłyby dużym błędem, bo ośmieliłyby kolejne grupy zawodowe, pokazując, że demonstracje są skutecznym narzędziem w walce o podwyżki. Z drugiej jednak strony większości z tych protestów nie da się po prostu przeczekać. Rząd nie może ich zignorować, licząc, że związkowcy się w końcu znudzą i przestaną protestować. Tego bez powodzenia próbował już poprzedni gabinet i jedynym skutkiem było odsunięcie problemów w czasie i wzrost napięcia. Możliwym wyjściem byłaby reanimacja zamarłego w minionych dwóch latach dialogu społecznego. Negocjacje w Komisji Trójstronnej nie muszą przynieść porozumienia, mogą jednak złagodzić napięcia, a trochę spokoju by się przydało. Chociażby po to, by zastanowić się już nie nad wyborczymi hasłami, ale nad konkretnymi propozycjami, w jaki sposób i w jakim tempie będą one wprowadzane w życie.

Obecna fala protestów to ze strony związków zawodowych psychologiczna wojna. Związek Nauczycielstwa Polskiego zorganizował manifestację, nie czekając nawet na ostateczne propozycje płacowe resortu edukacji — z góry założył, że podwyżki będą za niskie. Rząd nie może wpadać w panikę i czynić zbyt nerwowych ruchów. Jednak skala protestów powinna stanowić dla rządu sygnał, że nie ma już zbyt wiele czasu na stworzenie rzeczywistego i realnego planu rządzenia. Donald Tusk i jego ekipa muszą się zmierzyć z zaniechaniami wielu poprzednich gabinetów. Jeżeli manifestacje będą dla rządu dopingiem do szybszej pracy, to można je uznać za pożyteczne. Jeżeli jednak skłonią go do kupowania spokoju za kolejne podwyżki, to wszyscy na tej transakcji źle wyjdziemy.

Adam Sofuł, a.soful@pb.pl 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Adama Sofuła: Test twardości rządu