Komentarz Adama Sofuła: Wiele poprawek, niewielkie zmiany

Adam Sofuł
opublikowano: 19-12-2007, 08:39

Sejmowa debata nad projektem budżetu z roku na rok coraz bardziej przypomina rytuał. Nieważne, jakie skutki niosą poselskie propozycje przesunięć budżetowych, ważne zaś, kto je zgłosił. Dla Prawa i  Sprawiedliwości budżet był idealny, dopóki doszczętnie nie zepsuła go swoimi poprawkami Platforma Obywatelska.

Dla Platformy projekt nadawał się do kosza (co Zbigniew Chlebowski podkreślał przy pierwszym czytaniu), dopóki nie uratowały go poprawki tejże partii. Jedynie Polskie Stronnictwo Ludowe nie rozdzierało szat i zgłaszało małe, acz znaczące poprawki — a to przesunęło 5 mln zł z budżetu Instytutu Pamięci Narodowej i dało na nowe samochody dla ochotniczych straży pożarnych, a to wystąpiło o 200 mln zł na zwalczanie chorób trzody chlewnej, co ucieszy hodowców. Przynajmniej ta partia nie traci kontaktu ze swoim elektoratem.


W takich debatach budżetowych nie ma zwycięzców ani przegranych. Niezadowoleni są praktycznie wszyscy, bo pieniędzy jest za mało. W rezultacie jutro, po głosowaniu nad ostateczną wersją budżetu, jedynym szczerze uśmiechniętym facetem w Sejmie może być minister finansów. Nie będzie to jednak uśmiech zwycięstwa, ale ulgi. Minister nie będzie już musiał wysłuchiwać kosmicznych pomysłów posłów, którzy wszelkie wydatki chcieliby finansować wyimaginowanym wzrostem dochodów budżetowych. Gdyby realne dochody budżetu nadążały za chciejstwem parlamentarzystów, moglibyśmy zlikwidować podatki, potroić pensje, a i tak jeszcze trochę by zostało.

Minister Jacek Rostowski przyznaje, że nie jest to budżet marzeń, ale może się pod nim z czystym sumieniem podpisać. Nie ma wprawdzie najmniejszego powodu, by minister nie miał czystego sumienia w tej sprawie, ale wypada mieć nadzieję, że jego podpisowi pod budżetem 2009 będzie towarzyszyło nie tylko czyste sumienie, lecz także satysfakcja z dobrze wykonanej pracy. Przy projekcie przyszłorocznego budżetu na większe zmiany zabrakło czasu. Mimo wielu zgłoszonych poprawek trzon budżetu pozostał ten sam. A jest to — mimo obniżenia deficytu — wciąż wysoki dług publiczny, nadal duży udział wydatków sztywnych ograniczający i tak już niewielką swobodę ruchu ministra finansów.


Prawdziwym testem dla rządu Donalda Tuska będzie projekt budżetu na 2009 rok. To w tym projekcie będziemy szukać realizacji zapowiedzi zmniejszania długu publicznego oraz porządkowania i racjonalizacji finansów publicznych. Nie będzie to łatwe — okres znakomitej koniunktury gospodarczej przemija, a to nie jest dobry czas na oszczędności. Jeżeli jednak się uda, minister finansów będzie miał nie tylko czyste sumienie, lecz także powody do satysfakcji. Na dziś mamy budżet, pod którym tak naprawdę nikt się nie chce podpisać (z wyjątkiem rzecz jasna ministra finansów i — miejmy nadzieję — prezydenta). Kolejny budżet zmarnowanych szans. Już do takich przywykliśmy. Może nowy minister zacznie nas od takich budżetów odzwyczajać.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane