Komentarz Emila Szwedy: USA mogą się zadłużać. Hurra?

Emil Szweda, Noble Securities
01-08-2011, 09:14

Amerykańscy politycy są bliscy zafundowania inwestorom biletów do lunaparku, ale zabawa będzie udana tylko wówczas, jeśli w  ślad za pieniędzmi pojawi się ożywienie w gospodarce.

Wczorajsza konferencja prezydenta USA ma dziś od rana wiodący wpływ na rynki finansowe - rosną indeksy w Azji, kontrakty na indeksy w Stanach, spadają notowania franka, złota i srebra, rosną zaś surowców rolnych, ropy i miedzi. A więc dokonał się zwrot o 180 stopni. Rynki dyskontują udane głosowanie w obu izbach kongresu nad porozumieniem w sprawie zwiększenia zadłużenia USA, które ma się odbyć jeszcze dziś. Jakiś odcień niepewności pozostaje, bo najmniej powodów do zadowolenia mają Demokraci (limit wydatków zwiększono z horyzontem poza wybory prezydenckie w 2012 r., ale kosztem cięcia wydatków, a nie wzrostu podatków. Zatem to Demokraci mogą stracić wyborców) i nie jest jasne, czy zachowają dyscyplinę głosowania. Psikus z ich strony kosztowałby rynki trudną do oszacowania cenę, ale nie jest brany pod uwagę.

Pierwsze reakcje były więc bardzo pomyślne, ale nie należy zapominać, że po pierwsze mało kto sądził, że kompromisu nie uda się wypracować, więc pozytywna reakcja może być krótkotrwała. Po drugie wzrost zadłużenia nie jest bynajmniej remedium na ożywienie gospodarki (przećwiczyliśmy to w Europie), jest tylko uniknięciem chaosu na rynkach. To nie element kuracji, lecz kolejna dawka narkotyku, który - podobnie jak w prawdziwym nałogu - nie wywołuje już euforii tylko uśmierza ból. O szansach trwałej poprawy nastrojów na rynkach będzie można mówić dopiero, jeśli pojawią się uzasadnione nadzieje na ożywienie gospodarcze.

Dlatego należy zwrócić uwagę na napływające dziś dane. PMI sektora produkcji w Chinach spadł do 50,7 z 50,9 przed miesiącem i znalazł się na najniższym poziomie od 28 miesięcy. Obawiano się spadku do 50,1 (granicy recesji w sektorze), więc liczba może na pierwszy rzut oka podobać się inwestorom, ale przecież świadczy o stagnacji chińskiej produkcji przemysłowej, która jest w pewnym sensie miernikiem ekonomicznej aktywności globalnej gospodarki. Wzrósł subindeks przyszłych zamówień, spadł subindeks cen, zatem można dopatrzeć się także pozytywnej wymowy publikacji. Indeks giełdy w Szanghaju rósł o 0,1 proc. na trzy kwadranse przed końcem sesji. Nikkei zyskał 1,3 proc., ale końcówkę notowań miał wyraźnie słabszą. Kospi zyskał 1,8 proc., nawet mimo informacji o wzroście inflacji w Korei o 4,7 proc. (oczekiwano 4,4 proc.), ponieważ równocześnie poinformowano o 27,3-proc. wzroście eksportu (oczekiwano 17,1 proc. wzrostu).

W Europie nastroje bez wątpienia będą rano szampańskie, ale ilość bąbelków będzie zależała od porannych publikacji indeksów PMI dla sektora produkcji. W Polsce odczyt znany będzie już o 9:00, w Niemczech (najważniejszy z punktu widzenia rynków) niespełna godzinę później, a o 16:00 poznamy jego odczyt w USA. Warto podkreślić, że cały tydzień będzie obfitował w istotne publikacje makro, których odczyt może silnie zmieniać nastroje rynkowe nawet mimo najlepszej woli polityków do zapanowania nad nimi.

Sytuacja warszawskiej giełdy przedstawia się bardzo obiecująco. Mimo raczej słabej postawy giełd europejskich, WIG20 zakończył dwie ostatnie sesje zwyżkami i to - co ważne - mimo początkowych strat, a wydarzeniom tym towarzyszyły wysokie obroty. Nareszcie widać więc na naszym rynku działania strony popytowej, które potwierdzają siłę rynku zaznaczoną już na sesji z 21 lipca ("uratowania" Grecji). Aby ją potwierdzić WIG20 powinien dziś wyjść powyżej zamknięcia tamtej sesji, co powinno okazać się formalnością. Z kolei przełamanie okolic 2750 pkt oznaczałoby także przełamanie linii kanału spadkowego i w konsekwencji zapewne szybki marsz w stronę 2800 pkt.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ
Emil Szweda, Noble Securities

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda, Noble Securities

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Komentarz Emila Szwedy: USA mogą się zadłużać. Hurra?