Komentarz Jacka Zalewskiego: Cel słuszny, ale metoda fatalna

Jacek Zalewski
opublikowano: 25-01-2011, 07:44

Rząd nie ukrywa, że powodem zamieszania wokół otwartych funduszy emerytalnych nie jest troska o poziom przyszłych świadczeń, lecz wyłącznie o stan finansów publicznych.

W tym kontekście dosyć naturalne jest pytanie o metody gwałtownego uszczelniania kasy państwa. Od kilkunastu dni głośno zadają je nie tylko przyszli emeryci, lecz także zaskoczone jednostki samorządu terytorialnego w całym kraju. Gdy przeczytały Dziennik Ustaw nr 252 z końca roku 2010, znalazły pod pozycją 1692 rozporządzenie ministra finansów z 23 grudnia, które je zszokowało. Oto w tym niepozornym akcie wykonawczym, zmieniającym "klasyfikację tytułów dłużnych", znalazła się fundamentalna wręcz zmiana prawna, zdecydowanie wykraczająca poza upoważnienie wynikające z art. 72 ust. 1 ustawy o finansach publicznych.

Szok samorządu wywołała nowa definicja kredytów i pożyczek, zaliczanych do państwowego długu publicznego. Od 1 stycznia 2011 r. do limitu zadłużenia wlicza się również kwoty umów o partnerstwie publiczno-prywatnym, sprzedaży ratalnej, leasingu, a także wszelkie inne dłuższe niż rok, związane z finansowaniem usług, dostaw i robót budowlanych, wywołujące skutki ekonomiczne podobne do pożyczki lub kredytu. Czyli na przykład powszechnie stosowane przez jednostki samorządu tzw. umowy kupieckie, gdy firma wykonuje szybko inwestycję za własne pieniądze, a potem przez lata odbiera sobie należność.

Co do zasady ujęcie w karby tego typu umów jest posunięciem bezdyskusyjnie słusznym. Pisząc wiele lat o finansach samorządu zawsze ubolewałem, że w ogóle istnieje prawna możliwość obchodzenia rygorów zadłużania się i rozluźniania finansowej dyscypliny. Zwłaszcza że nielimitowane kredyty kupieckie były bardzo drogie i udzielające ich firmy ściągały z gmin i powiatów potężne haracze, znacznie powyżej poziomu odsetek bankowych. Ale zmiana prawna o takim znaczeniu bezwzględnie powinna znaleźć się wprost w ustawie o finansach publicznych z 27 sierpnia 2009 r., która wchodziła w życie 1 stycznia 2010 r., ale niektóre jej przepisy później. I właśnie radykalne rozszerzenie definicji pożyczek i kredytów powinno uzyskać vacatio legis obejmujące pełny rok budżetowy 2010 i wejść spokojnie w życie 1 stycznia 2011 r. Efekt finansowy byłby taki sam, ale zachowana zostałaby legislacyjna przyzwoitość. Tymczasem resort finansów siedział cicho, wstrzymywał się z wydaniem niby technicznego rozporządzenia do ostatnich dni roku i uderzył z zaskoczenia. Naprawdę trudno uniknąć wrażenia, że powodem owej tajnej operacji były listopadowe wybory samorządowe.

Efekt jest taki, że mniej więcej setka gmin w Polsce w noc sylwestrową, nie mając o tym pojęcia i nie wykonując jakiegokolwiek ruchu, przekroczyła ustawową barierę zadłużenia ponad 60 proc. rocznych dochodów, a kilkaset innych do niej dotarło. Teraz będą musiały wszcząć gwałtowne procedury ostrożnościowe i pod ciśnieniem czasu chaotycznie ciąć inwestycje. Zwłaszcza że ze względu na późny termin wyborów większość jednostek samorządu przeniosła uchwalanie budżetów 2011 na styczeń, a nawet na luty – i wpadła w pułapkę rozporządzenia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu