Komentarz Jacka Zalewskiego: Czternasty premier odbudowuje nadzieje

Jacek Zalewski
19-11-2007, 07:45

Przy okazji przekazywania władzy niespodziewanie wybuchł kolejny spór o numer — tym razem nie o chronologię Rzeczypospolitych, lecz premierów liczonych od odzyskania niepodleglości.

Nikt nie chce być trzynastym, a w związku z tym gmach mozolnie budowanej Polski jawi się hotelem bez trzynastego piętra. Tymczasem rachunek jest tzw. oczywistą oczywistością — Waldemara Pawlaka należy liczyć dwukrotnie (krótki epizod 1992 oraz okres 1993-95) i wtedy wychodzi, że trzynasty był Jarosław Kaczyński — co wiele by tłumaczyło. Przegrana ekipa PiS rzuciła się do dementowania, że skoro gabinet Marka Belki zaprzysiężany był dwa razy, to feralną trzynastkę dzierżył Kazimierz Marcinkiewicz. Ten PR-owski akt rozpaczy jest jednak żenujący, jako że Belka — mimo kłopotów z dwukrotnym wotum zaufania — szefem rządu pozostawał w 2004 r. nieprzerwanie.


W atmosferze obrachunków również policzyłem, ile zaprzysiężeń rządów widziałem już w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego — i wyszło mi, że niemal wszystkie (poza powtórnym powołaniem rządu Belki) od przejęcia tego gmachu przez głowę państwa. Atmosfera tych uroczystości bardzo się różniła. Na jednym biegunie sytuowałbym powołanie gabinetu Jerzego Buzka w 1997 r., gdy najbardziej ortodoksyjni ministrowie AWS, przysięgając, demonstracyjnie odwracali się od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, zaglądali zaś w oczy Mariana Krzaklewskiego. Drugi biegun to zaprzysiężenie rządu Leszka Millera, gdy wszyscy pili sobie z dzióbków, a prezydent Kwaśniewski zwrócił się do ministrów „nie mamy prawa zawieść”, osobiście utożsamiając się z rządem. Relacje między braćmi Kaczyńskimi pomijam, bo było to polityczne kuriozum na skalę światową.


Na owej historycznej skali piątkowe zaprzysiężenie rządu Donalda Tuska postrzegam jako zdominowane przez dyplomatyczny chłód. Głowa państwa tym razem zachowała się bez najmniejszych uchybień proceduralnych, ale… Spod okna miałem akurat bardzo dobry widok na oblicze prezydenta wręczającego akt powołania Radkowi Sikorskiemu — uroku nie rzucił, ale nie było to dobre spojrzenie... W ogóle Lech Kaczyński przemawiał do nowych ministrów Jarosławem, powtarzając kilka danych statystycznych i dowodząc niezrozumienia, dlaczego właściwie w Polsce zmieniła się rządząca ekipa. Jarosław Kaczyński zaś psychicznie nie wytrzymał klęski i uciekł od godnego przekazania twarzą w twarz Donaldowi Tuskowi fotela — czym bardzo marnie zakończył swój epizod trzynastego premiera wolnej Rzeczypospolitej.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Komentarz Jacka Zalewskiego: Czternasty premier odbudowuje nadzieje