Komentarz Jacka Zalewskiego: Kadłubowa umowa nie miałaby sensu

Jacek Zalewski
opublikowano: 26-02-2008, 08:33

Zapowiedź premiera Czech Mirka Topolánka, że w środę, podczas wizyty w Waszyngtonie, jest gotów sfinalizować z prezydentem George’m W. Bushem porozumienie w sprawie lokalizacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej, nie jest niespodzianką.

Podczas styczniowej wizyty Donalda Tuska w Pradze obaj premierzy deklarowali wzajemne zrozumienie interesów partnera — i szef czeskiego rządu wczoraj powtórzył, że zamierza pamiętać o interesach Polski. Ale Topolánek od dawna zapowiadał, że chciałby definitywnego rozstrzygnięcia kwestii tarczy najpóźniej na kwietniowym szczycie NATO w Bukareszcie.


Nam się tak bardzo nie spieszy — polski horyzont negocjacyjny sięga końca roku 2008, gdy będzie odchodził pomysłodawca tarczy George Bush i wyjaśni się, kto zostanie jego następcą. Rząd Donalda Tuska zmienił podejście do kontrowersyjnego projektu i podniósł się wobec Amerykanów z kolan. Prezydent Lech Kaczyński rok temu pochopnie oznajmił, że umieszczenie wyrzutni w Polsce właściwe zostało przesądzone. Tymczasem premier stawia jako warunek absolutnie konieczny zwiększenie bezpieczeństwa Polski, a nie tylko Stanów Zjednoczonych. Podbijamy stawkę i oczekujemy: wyposażenia polskiej armii w obronne rakiety krótkiego i średniego zasięgu, całkowitego sfinansowania tarczy przez Amerykanów oraz jednoznacznego rozstrzygnięcia, że na zajętym przez wyrzutnię skrawku Polski obowiązywać będzie prawo nasze, a nie amerykańskie.


Bez zgody Polski zawarcie kadłubowej umowy amerykańsko-czeskiej nie ma jakiegokolwiek sensu. Przecież według koncepcji Pentagonu nam przypadłby element podstawowy, czyli wyrzutnia rakiet przechwytujących (hipotetycznie koło Słupska), Czechom zaś — jedynie radar rozpoznający nadlatującego wroga, ustawiony na poligonie w Brdach. W tej sytuacji tzw. oczywistą oczywistością jawi się konieczność konsultacji i koordynacji działań obu rządów. Amerykanie bardzo chcieliby, aby jedno z naszych państw — znaczy ugodowe Czechy — postawiło wreszcie kropkę nad i, co dla drugiego — znaczy krnąbrnej Polski — stanowiłoby moralne zobowiązanie.


Notabene tradycyjnie pacyfistyczne społeczeństwo Czech w zdecydowanej większości jest przeciwne amerykańskim instalacjom, chociaż chodzi zaledwie o radar. Badania w Polsce wskazują na przewagę innej opcji — nie odrzucamy z góry przyjęcia amerykańskich antyrakiet, chodzi jedynie o to, co w zamian. Czyli przeważa duch biznesowy — i w zgodzie z nim premier Tusk będzie 10 marca pertraktował z prezydentem Bushem. Wypada wyrazić nadzieję, że premier Topolánek w środę będzie miał tego pełną świadomość.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane