Komentarz Jacka Zalewskiego: Lis w kurniku biurokracji

Jacek Zalewski
01-09-2010, 11:33

Rząd powołał wczoraj pełnomocnika do  zwalczania zbędnej biurokracji. Ale do jego zadań absolutnie nie należy proponowanie cięć w rozbudowanym aparacie władzy. Dlatego całkowicie spokojnie mogą spać na przykład gabinety polityczne, czyli zastępy utrzymywanych przez budżet zauszników i pomocników, nie wykonujących obowiązków urzędniczych. Notabene wszystkie poprzednie ekipy ograniczały się w owym kolesiostwie najczystszej próby do administracji rządowej, za to obecna zaraziła nim samorządy.

Obowiązująca od 1 stycznia 2009 r. nowa ustawa o pracownikach samorządowych wprowadziła nieznaną przedtem kategorię nieurzędników — asystentów i doradców, których zatrudnienie powiązane jest z zajmowaniem stanowiska przez konkretnego wójta, starostę czy marszałka. To kopia konstrukcji gabinetu politycznego. Poprzednio pracownik nawet realnie wykonujący podobne obowiązki musiał być formalnie referentem czy inspektorem. Politycznych służących wójt czy burmistrz niewielkiego miasta może trzymać trzech, prezydent większego miasta lub starosta — pięciu, a w metropoliach i województwach może ich być aż siedmiu!

Samorządowe gabinety polityczne wywołały burzę, zanim ustawa weszła w życie. Miałem okazję zapytać o ten skandal bezpośrednio Donalda Tuska — była taka konferencja w ogrodach KPRM. Premier rozegrał to standardowo — stwierdził, że już pojawiła się inicjatywa szybkiego skreślenia tego niefortunnego przepisu, zatem po problemie. Oczywiście ustawa weszła w życie bez żadnej zmiany, upłynęło półtora roku — no i co? No i…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Komentarz Jacka Zalewskiego: Lis w kurniku biurokracji