Komentarz Jacka Zalewskiego: nieunikniona kula śnieżna

Jacek Zalewski
02-06-2011, 07:34

Wśród setek inwestycji, o których pisujemy na łamach "PB", budowa Stadionu Narodowego zajmuje miejsce szczególne, ponieważ kibicujemy jej wprost przez redakcyjne okna.

Potężniejąca biało-czerwona bryła cieszy nie tylko nasz wzrok. Stadion stał się sztandarowym osiągnięciem inwestycyjnym propagandy sukcesu rządu Donalda Tuska. Tym bardziej, że wiele innych programów infrastrukturalnych wiązanych z EURO 2012 okazało się chciejstwem.

Uczestnicząc 4 stycznia w symbolicznym zawieszeniu wiechy z udziałem premiera nie mogłem oprzeć się wrażeniu deja vu — patos werbalnych uniesień przypominał czasy wielkich budów socjalizmu. We wpływie na panoramę Warszawy stadion porównywalny może być tylko z Pałacem Kultury i Nauki. Całkiem inna epoka polityczna, inny inwestor, ale pobratymstwo jest wyczuwalne. Notabene obie inwestycje łączy także pewien wątek szczególny — zdarzające się wypadki śmiertelne robotników. Te tragiczne epizody były dotychczas jedynymi rysami na monolicie doskonałości Stadionu Narodowego. A datę zawieszenia wiechy przypomniałem nieprzypadkowo, gdyż wtedy opóźnienie harmonogramu wynosiło 5 proc. i znajdowało się jeszcze pod kontrolą. Jednak inwestor wydający gigantyczne budżetowe pieniądze, czyli Narodowe Centrum Sportu, zamiast podjąć i nawet nagłośnić działania antykryzysowe, postanowił sytuację klajstrować — zgodnie z zasadą, że jakoś to będzie. Nastąpił nieunikniony efekt kuli i dzisiaj spóźnienie sięga 16 proc. Dopiero gdy już nie da się go zamieść pod dywan, nastąpił radykalny zwrot i stawianie wykonawcy ultimatum. Zaczęło się gwałtowne przerzucanie odpowiedzialności za grożącą kompromitację, gdy z kalendarza spadnie pompatyczne otwarcie i kilka innych tegorocznych imprez.

A propos stanowiących główny problem kaskadowych schodów zewnętrznych — podczas bytności na stadionie już w ubiegłym roku intrygowała mnie, jako laika budowlanego, ich konstrukcyjna lekkość. Nadają się one do spokojnego i stopniowego wchodzenia kibiców, ale przecież powinny być obliczone na ludzką masę, jednocześnie nawet nie schodzącą, lecz zbiegającą! Nieoficjalne odpowiedzi na moje naiwne pytania były jednobrzmiące — przecież jest projekt, jest nadzór… No właśnie — gdzie był przez tyle miesięcy?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Komentarz Jacka Zalewskiego: nieunikniona kula śnieżna