Komentarz Jacka Zalewskiego: Powtórka z rozrywki jawi się oczywistością

Jacek Zalewski
04-01-2008, 08:06

Donald Tusk jako prezes Rady Ministrów realnie nie podjął jeszcze żadnej decyzji o znaczeniu strategicznym — wszak podpisując w Lizbonie traktat reformujący Unię Europejską czy też kierując do  Sejmu projekt budżetu państwa na rok 2008, wchodził w buty uszyte przez poprzedników — a tu już wszyscy analizują jego szanse w wyścigu po prezydenturę, kończącym się jesienią 2010 r. Czasu tylko pozornie pozostało dużo — od nocy świętojańskiej w czerwcu kadencja prezydenta Lecha Kaczyńskiego zaczyna biec z  górki.

Ponowne ubieganie się Donalda Tuska o fotel głowy państwa w roku 2010 jawi się taką samą oczywistością, jak zamiar Lecha Kaczyńskiego zrodzony natychmiast po objęciu przez niego prezydentury stolicy w roku 2002. Podstawowa różnica polega na tym, że warszawski ratusz był i jest powszechnie uważany za znakomitą trampolinę do Pałacu Prezydenckiego, gabinet premiera natomiast postrzegany jest jako wyborczy kamień u szyi. Przecież od początku polskiej transformacji ustrojowej jeszcze żadnemu szefowi rządu nie udało się utrzymać stanowiska po wyborach, wszystko jedno — przyspieszonych czy planowych.

Z tego punktu widzenia prawdziwym przejściem Donalda Tuska do historii byłoby wytrwanie na obecnym stanowisku do końca kadencji, odpuszczenie prezydenckiej rywalizacji w roku 2010 i wygranie wyborów parlamentarnych w roku 2011. Przymierzając to do realiów piłkarskich — hierarchicznie i medialnie wyżej stoją rzecz jasna mistrzostwa świata, ale polskie społeczeństwo za prawdziwy triumf uznało pierwszy w dziejach awans kadry Leo Beenhakkera do finałów mistrzostw Europy…

Wszędzie na świecie głowy państw w pierwszej kadencji myślą przede wszystkim o reelekcji, a dopiero w drugiej o przejściu do historii. Można spojrzeć na to optymistycznie, wszak ewentualna — dzisiaj praktycznie niemożliwa, ale nigdy nie należy mówić nigdy — reelekcja Lecha Kaczyńskiego musi mieć jakieś rzeczywiste podstawy. Ponieważ plany Donalda Tuska także nie mogą opierać się wyłącznie na PR-owskich cudach, zatem rywalizacja dwóch ośrodków władzy powinna przynieść Polsce korzyści i postęp, jak każda rynkowa konkurencja. Oczywiście pod warunkiem że nie skoncentruje się na kampanii negatywnej.

Jacek Zalewski, j.zalewski@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Jacka Zalewskiego: Powtórka z rozrywki jawi się oczywistością