Komentarz Jacka Zalewskiego: Prezydenta 2010 wybieramy sami

Jacek Zalewski
17-12-2009, 07:38

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski wczoraj publicznie potwierdził, że w Polsce likwidacja powszechnych wyborów prezydenckich jest po prostu niewykonalna. "Jeśli raz dało się społeczeństwu prawo wybierania króla, to ludzie chcą tego króla wybierać".

Tak samo uważałem w komentarzu pisanym natychmiast po ogłoszeniu przez premiera Donalda Tuska rewolucyjnych planów konstytucyjnych. Notabene uważam, że w wyborczym roku 2010 nie ma szans na jakiekolwiek zmiany Konstytucji RP, a zatem prace zespołu pod kierunkiem ministra Michała Boniego są pozbawione legislacyjnego sensu.

Sam pomysłodawca doskonale wie, że wypuścił próbny balon od razu przekłuty, dlatego systematycznie przygotowuje sobie grunt wyborczy. Na przykład wczoraj poświęcił sporo czasu reprezentantom mediów lokalnych z całej Polski, PR-owsko przedłużąjąc zorganizowane 20-21 listopada triumfalne obchody dwulecia rządu. Tamto rocznicowe hasło "Od transformacji do modernizacji" uzupełnione zostało o dopisek "w regionach". Na tym forum premier m.in. wygłosił tezę cytowaną u góry strony, która potwierdza jego kurs na wizerunkowe oderwanie kandydata do prezydentury od przewodniczącego partii.

Słabym punktem planu Donalda Tuska jest kwestia sukcesji na stanowisku premiera — kto miałby je przejąć i w którym momencie. W tym kontekście mają sens spekulacje medialne na temat politycznego zagospodarowania osoby Jana Krzysztofa Bieleckiego. Poświęcamy im poniższy wybór głosów internautów, w większości niezbyt chwalebnych dla premiera 1991 i hipotetycznego, epizodycznego premiera 2010

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Komentarz Jacka Zalewskiego: Prezydenta 2010 wybieramy sami