Komentarz Jacka Zalewskiego: Raczej nie wojna, lecz ostry mróz

Jacek Zalewski
15-11-2007, 08:01

Wczorajsza wizyta desygnowanego premiera Donalda Tuska u prezydenta Lecha Kaczyńskiego potwierdziła, czego mniej więcej możemy się spodziewać w stosunkach „dużego” i „małego” pałacu (tym drugim jest kancelaria premiera), przynajmniej w najbliższym czasie. Wojna na górze w formie gorącej raczej na razie nie wybuchnie, ale zimna stała się faktem od samego wieczoru wyborczego.

Mozolnie posuwająca się procedura powoływania rządu przerabiana jest pierwszy raz nie tylko przez Tuska, ale w pewnym sensie także przez prezydenta Kaczyńskiego. Rzecz jasna powoływał już gabinet brata, ale tamta sytuacja była politycznie anormalna, ponieważ starszy Jarosław jest szefem braterskiego układu od czasów podwórka — co Lech dwa lata temu potwierdził słynnym meldunkiem złożonym w pierwszych sekundach po zdobyciu prezydentury. Dotychczas urząd głowy państwa wykonywał usługi na zapotrzebowanie szefa PiS i jeśli, powiedzmy, trzeba było taktycznie natychmiast odwołać ministrów zagrożonych wotum nieufności, to się to działo.

Lista ministrów przedstawiona wczoraj przez Tuska nie została politycznie zaakceptowana w całości, ale formalnie prezydent nie ma wyjścia — konstytucja zwrotem „powołuje” zobowiazuje go do powołania każdego kandydata przedstawionego przez szefa rządu. Notabene tezę tę kategorycznie sformułował Jarosław Kaczyński na początku września, właśnie przy okazji wspomnianego ratowania ministrów przed wotum nieufności.

Jacek Zalewski, j.zalewski@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Komentarz Jacka Zalewskiego: Raczej nie wojna, lecz ostry mróz